
Bon Jovi w Madison Square Garden. Foto: https://www.facebook.com/BonJovi
Niepokojące wieści napłynęły z Nowego Jorku. Przedostatni koncert Bon Jovi w ramach rezydencji w Madison Square Garden został niespodziewanie przerwany po około 90 minutach. Powodem okazały się problemy zdrowotne Jona Bon Joviego, który – jak potwierdził przedstawiciel zespołu – zmaga się z infekcją zatok.
W ostatnich dniach fani zwracali uwagę na wahania formy wokalnej Jona. Pierwsze kłopoty pojawiły się w minioną niedzielę, co zaowocowało obcięciem setlisty o trzy piosenki (o szerzej czym pisaliśmy TUTAJ). Już wtedy spekulowano, że frontman Bon Jovi brzmi, jakby walczył z chorobą. Po bardzo udanym koncercie z 21 lipca pojawiły się jednak nadzieje, że najtrudniejszy okres ma już za sobą.
Niestety, wczorajszy występ pokazał, że infekcja wyraźnie wpłynęła na jego dyspozycję. Od samego początku show artysta wyraźnie się męczył, a jego głos był wyczuwalnie chwiejny i pozbawiony mocy. Według relacji uczestników koncertu Jon wielokrotnie przepraszał zgromadzonych, a w pewnym momencie gorzko zażartował: „Do wszystkich internetowych trolli… macie, czego chcieliście. Gratulacje!”. Wielu obecnych podkreślało później, że było widać, jak bardzo przeżywa całą sytuację i jak ogromnym ciosem było dla niego przedwczesne zakończenie koncertu.
Jednym z najbardziej poruszających momentów wieczoru było spontaniczne pojawienie się na scenie Pata Monahana, wokalisty zespołu Train. Gdy Jon Bon Jovi zorientował się, że nie jest w stanie samodzielnie dokończyć „Livin’ on a Prayer”, poprosił go o pomoc. Monahan wbiegł na scenę i początkowo śpiewał z Jonem do jednego mikrofonu, podczas gdy technicy w pośpiechu przygotowywali dla niego drugi. Wspólnie z blisko 20-tysięczną publicznością dokończyli jeden z największych przebojów Bon Jovi, co dla wielu fanów było najbardziej wzruszającym momentem całego wieczoru. Po wykonaniu piosenki wokalista zwrócił się do publiczności z przeprosinami, przyznając, że nie jest w stanie kontynuować występu na poziomie, jakiego oczekuje od siebie i jakiego zasługują fani.
Po zakończeniu koncertu Jon poinformował publiczność, że nie rozmawiał jeszcze z organizatorami, ale poprosił fanów o zachowanie biletów. Zapowiedział, że zespół postara się znaleźć sposób na zrekompensowanie skróconego występu – być może poprzez dodatkowy koncert lub inną formę zadośćuczynienia.
Przedstawiciel Bon Jovi potwierdził później, że przyczyną problemów była infekcja zatok. To szczególnie pechowy moment dla muzyka, który dopiero w tym roku powrócił na scenę po kilkuletniej przerwie spowodowanej operacją struny głosowej i długiej rehabilitacji. Jeszcze przed rozpoczęciem Forever Tour Jon Bon Jovi zapewniał, że odzyskał pełną sprawność i jest gotowy ponownie koncertować.
Po przedwcześnie zakończonym występie z 23 lipca w mediach społecznościowych dominują słowa wsparcia dla wokalisty. Wielu fanów przyznaje, że choć byli rozczarowani skróconym koncertem, znacznie bardziej poruszył ich widok załamanego Jona Bon Joviego, który zrobił wszystko, by wystąpić mimo problemów zdrowotnych.
Na razie nie wiadomo, czy zaplanowany na najbliższą niedzielę (26 lipca) finałowy koncert rezydencji w Madison Square Garden odbędzie się zgodnie z planem. Organizatorzy zapowiedzieli, że kolejne informacje zostaną przekazane w najbliższym czasie. Pozostaje mieć nadzieję, że kilka dni odpoczynku pozwoli mu wrócić do pełni sił przed finałowym koncertem nowojorskiej rezydencji.

0