Sylwester 2006, Kraków

Bon Jovi w Polsce

31 grudniu, w niedzielę, zebraliśmy się ekipą przed dworcem głównym w Krakowie. Postanowiliśmy wyruszyć w umówione miejsce, żeby jeden z gospodarzy imprezy zaprowadził nas do swojego mieszkania, gdzie miała odbyć się impreza. Warto nadmienić, że w tym gronie, oprócz mnie, pojawiły się osoby z naszego forum: Adrian, Lordi, Rokitka. Gdy wszystkim wydawało się, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik (sprawy organizacyjne), pojawiły się drobne problemy.
Najpierw ja odczułem potrzebę zakupu dodatkowego prowiantu w sklepie monopolowym. Niestety to spowodowało rozłam w naszej grupie na dwie części. W mojej znaleźli się: Pinhead, Tukej, Rokitka i Adrian. Po tym wydarzeniu, przy próbie dogonienia reszty (Marian, czemu tak się wlokłeś?), dotarliśmy na umówione miejsce i nie zastaliśmy reszty osób. W takim wypadku, na własną rękę, postanowiliśmy szukać ulicy, na której znajdowało się miejsce imprezy. Po krótkim błądzeniu, postanowiliśmy złapać taksówkę. We did it! Po krótkich negocjacjach z panem wykonujący swój zawód, zgodził się zabrać nas wszystkich. Adrian siedział z przodu jak szlachcic, pomimo tego, że to ja powinienem tam być. To ja wykazałem się przytomnością umysłu i złapałem taksówkę! Jednak wszyscy się pomieściliśmy, a miejsce, na którym siedziałem nie uwłaszczyło mojej godności (pozdrawiam Pinhead). Dojechaliśmy na miejsce. Niestety pomyliły nam się numery mieszkań. Odebrała jakaś pani. Dam sobie uciąć głowę, że była to przyszła donosicielka, ale o tym później. Wtedy padło fajne pytanie. „Czy to jest mieszkanie Wojtanka?”. Niestety odpowiedź była negatywna. Jednak ktoś użył swojego telefonu komórkowego i wszystko skończyło się dobrze. Dotarliśmy na miejsce imprezy!

Impreza z początku była dość toporna, jednak po jakimś czasie wszystko obróciło się o 180 stopni. Alkohol lał się strumieniami (normalka), wpływając na naszą podświadomość. Tematy naszych dyskusji stawały się coraz bardziej specyficzne, szczególnie opowiadane przez nas dowcipy. Wszystko było dobrze, ale jednak nie ma róży bez kolców. Panowie w niebieskich mundurach uraczyli nas swoją obecnością aż 2 razy! Po pierwszym kilka osób opuściło miejsce imprezy. Jednak ta wizyta nie zniechęciła nas do dalszej zabawy. Wręcz przeciwnie. Impreza toczyła się dalej i nieuchronnie zbliżała się godzina 0:00. Chwilę przed końcem starego roku, wyszliśmy z szampanami w rękach na wał, który znajdował się przed blokiem. Nie odliczając ostatnich dziesięciu sekund, postanowiliśmy otworzyć szampany. Szampany szybko zostały opróżnione, a butelki wylądowały na ulicy. Gdy świętowaliśmy początek nowego roku, do naszego grona dołączyło dwoje nieznajomych ludzi. Dyskusja z nimi tak mnie wciągnęła, że nie zauważyłem, kiedy reszta osób wróciła do domu. Wtedy też policja nawiedziła po raz kolejny mieszkanie. Nie wiem, co wtedy tam się działo, ponieważ byłem na zewnątrz. Gdy chciałem wrócić do środka, organy władzy stanęły na mojej drodze. Musiałem oczywiście im wytłumaczyć się. (Skąd jesteś? W jakim celu? Itp.) Dali mi przepustkę do środka. Impreza toczyła się dalej. Ludzie zaliczali zgony, lub też po prostu szli spać. Dam sobie głowę uciąć, że Lordiemu było najwygodniej. Moim zdaniem on nie mógł narzekać, ale czuć się całkowicie wypoczęty po szalonej nocy. Zresztą zapytajcie go o to. Po krótkim śnie, Rokitka zrobiła mi kawę. Adrian i Lordi dali mi do picia „wodę mineralną”, której smak mocno mnie odrzucił. Wykorzystali fakt, że suszyło mnie. Chwilkę później dostałem to, czego brakowało mi przez całą noc. Wreszcie w głośnikach brzmiało dużo BJ! Udało mi się nawet porwać tłum do śpiewu. Jednak wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Zbliżały się godziny odjazdów naszych pociągów, to też musieliśmy opuścić miejsce imprezy. Niektórzy jednak nie wyszli z pustymi rękami. Mieli ze sobą Oazę o smaku winogronowym, domowej roboty. Dotarliśmy na dworzec i każdy pojechał w swoją stronę.

Można powiedzieć, że impreza było bardzo udana. Ja mogę dodać od siebie tylko tyle, że mogłoby być więcej takich imprez, lecz fundusze niestety nie zawsze na to pozwalają. A jaki z tego morał? Nie przejmujcie się najazdami policji na mieszkania.

Autor: Pippo

Agata Matuszewska

wieloletnia redaktorka i bratnia dusza bonjovi.pl; fotograf z zawodu i zamiłowania; sztucznie ruda na głowie, w sercu ruda naturalnie; miłośniczka muzyki, astronautyki, psów i podróży. zagorzała fanka gier komputerowych i wszystkiego co geekowskie.

Może Ci się również spodobać...

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się z naszą polityką prywatności i plików cookies. Dowiedz się więcej...

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close