Richie dla Australian Musician

Bon Jovi istnieją już w świecie muzycznym 26 lat. Sprzedali grubo ponad 120 milionów płyt, zagrali ponad 2600 koncertów dla publiczności szacowanej na 34 miliony fanów w 50 krajach. Zespół, który zaczynał jako grupka młodych kolegów grających w barach New Jersey podbił świat utworami „Livin On A Prayer”, „Wanted Dead Or Alive”, „Keep The Faith”. Nie muszą już nic nikomu udowadniać. Powrócili niedawno z najnowszym albumem – „The Circle” i planują nową trasę koncertową, podczas której na pewno odwiedzą Australię. Gitarzysta zespołu Powderfinger – Darren Middleton miał przyjemność porozmawiania z gitarzystą Bon Jovi – Richiem Samborą przez telefon. Poniżej zapis rozmowy:

DM – Nasza kapela istnieje już ok. 20 lat i dobrze wiem, że zachowanie zdrowej relacji między członkami zespołu może być czasem trudne. Ludzie się zmieniają z wiekiem…dlatego na początek naszej rozmowy spytam co jest receptą na długowieczność Bon Jovi? Co jest dla Was motywacją, by nadal tworzyć?

RS – Boże, wiele rzeczy. Po pierwsze, mamy do siebie wiele szacunku. Po części dlatego, że razem dorastaliśmy. Spędziliśmy ze sobą więcej życia niż osobno. Myślę, że poświęcaliśmy sobie nawet więcej czasu niż swoim własnym rodzinom. Przez ten cały okres, czyli 26 lat, to dało nam możliwość poznania się wzajemnie. Nie tylko z artystycznego punktu widzenia, ale też tego ludzkiego. Czyli wzajemny szacunek…poza tym zespół ewoluuje, cały czas się rozwija. To nas nakręca. Fani cały czas chcą nas oglądać na scenie. Wciąż chcą słuchać naszej muzyki. To się nie zmieniło.

DM – Już rozumiem. Razem przebyliście długą drogę i teraz, osiągnąwszy to wszystko nie musicie się już zanadto martwić.

RS – Cóż, cały czas trzymamy się razem. Udzielamy wywiadów. Jemy czasem razem kolację. Jesteśmy świeżo po wydaniu dokumentu o zespole – „When We Were Beautiful”, który został pokazany na New York Film Festival w Tribeca, później trafił do telewizji Showtime. Tytuł dokumentu jest zbieżny z tytułem drugiego utworu na naszej najnowszej płycie. Ludziom dokument naprawdę się podoba. Jest jedyny w swoim rodzaju.

DM – Czyli nie jest czymś w rodzaju dokumentu Metallici – „Some Kind Of A Monster”?

RS – Nie, to taki 'dzień z życia zespołu’. Pokazuje jakie relacje zachodzą wewnątrz, atmosferę panującą w organizacji o nazwie Bon Jovi. Film odpowiada na pytanie dlaczego jesteśmy tak długo razem jako zespół, dlaczego to robimy. Tak jak powiedziałeś, zniknęła motywacja finansowa. Motywuje nas nasz własny zapał twórczy. Motywacją są fani i to, że cały czas się czegoś nowego uczymy. Jeśli stoisz w miejscu to tak naprawdę się cofasz. Mogę szczerze powiedzieć, że za każdym razem, gdy wchodzę do studia z Jonem mobilizujemy się wzajemnie, by zrobić coś innego, pracować z nowymi ludźmi, uczyć się nowych rzeczy, to nas napędza.

DM – Świat muzyki podlega nieustannym zmianom, nie tylko jeśli chodzi o kwestie technologii, ale także cały czas powstaje masa świetnej muzyki i za każdym razem kiedy podłączasz swoją gitarę, to naprawdę ogromna frajda móc spróbować czegoś nowego. Dlatego doskonalę Cię rozumiem. Zawsze są rzeczy, których można się nauczyć, ludzie z którymi można zacząć współpracę. Co poza Bon Jovi wypełnia Twój czas?

RS – Cóż, jestem samotnym ojcem, dlatego bycie tatą zajmuje większość mojego czasu. To jedna z najfajniejszych rzeczy w moim życiu – bycie ojcem. Mógłbym mieć więcej dzieci, gdybym miał z kim je zrobić (śmiech). Aktualnie pracuję nad bardzo interesującym projektem. Mam własną linię ubrań, przy której praca jest szalona. To ubrania tylko dla kobiet. Linia nosi tytuł „White Trash Beautiful”. Kiedyś pracowaliśmy z Jonem nad piosenką o takim właśnie tytule, ale wylądowała ostatecznie w szufladzie. Pewnego dnia chodząc po domu, wpadłem na pomysł, że przecież to może być nazwa linii ubrań. Najbardziej interesujące jest to, że wraz z ubraniami, chcę także dodawać do nich muzykę ( przy pomocy urządzenia G – Drive {przenośny dysk}).

DM – Jak zamierzasz to połączyć?

RS – Współpracuję z kobietą, która ma firmę odzieżową i jest też artystką. Jest wspaniała. To Nikki Lund. Stworzyła firmę – Eccentric Symphony. Napisaliśmy kilka piosenek. Za produkcję odpowiedzialny jest zespół producencki – The Matrix. Zajmowali się produkcją płyt Korn, Avril Lavigne, Britney Spears. Bardzo nowocześni i bardzo dobrzy. Wpuściłem Nikki do studia i to jest taki mój projekt poboczny. Nie mam zbyt wiele wolnego czasu. Bon Jovi wymaga wiele pracy i oddania. Dlatego próbuję podzielić jakoś wolny czas pomiędzy te trzy rzeczy. No i oczywiście udzielam się charytatywnie.

DM – To świetnie. To jedna z tych rzeczy, o których rzadko mówi się głośno. Artyści zazwyczaj pomagają po cichu, bez rozgłosu. Zawsze miło o czymś takim przeczytać.

RS – Trzeba się dzielić.

DM – Moja żona mówiła mi, że spotkała Cię w 1988 r., czasy „Slippery When Wet”. Byliście w trakcie trasy koncertowej. Odwiedzaliście akurat Australię. Moja żona przyrzekała, że Jon śpiewał patrząc wyłącznie w jej kierunku. To jest właśnie siła waszego zespołu. Tworzenie szczególnej więzi z fanami.

RS – Tak, jedną z naszych głównych zalet zawsze było granie na żywo. Myślę, że w kwestii nawiązywania kontaktu z publicznością niezłą praktykę zdobyliśmy na początku naszej muzycznej drogi, grając w barach New Jersey. Teraz nie ma tak wiele miejsc do grania. We wczesnych latach 80 – tych, kiedy zaczynaliśmy naszą muzyczną przygodę klubów było bardzo dużo, ale też dużo było zespołów chcących tam grać. Była konkurencja. Jeśli chciałeś występować, musiałeś być naprawdę dobry. Dlatego nie mieliśmy wyjścia – staliśmy się bardzo dobrzy. Po takim doświadczeniu możesz występować w teatrach, na wielkich arenach, stadionach.

DM – Robiliśmy tak samo w Brisbane, ale nawet tu bary zostały zamknięte. W Australii zaszły nieodwracalne zmiany. Jednak pomimo tego, jest u nas wiele nowych zespołów, które są naprawdę dobre.

RS – To dobrze

DM – Ostatnie pytanie, czy interesujesz się polityką?

RS – Jako człowiek, tak. Jednak nie chciałbym się angażować w politykę. Jeśli lubię kandydata, czy zagrałbym podczas jego kampanii? Tak, zrobiłem to dla Billa Clintona i Ala Gore’a, czy Obamy. Jon bardziej się w to angażuje niż ja. Gramy dla kandydata, którego lubimy. Każdy ma swoje sympatie polityczne i ja również je mam. Ale to wszystko. Jestem oddany rzeczom, w które wierzę, ale nie jestem przekonany, że gwiazda rocka powinna publicznie obnosić się ze swoimi sympatiami politycznymi.

DM – Uważam, że przede wszystkim trzeba wiedzieć o czym się mówi jeśli chce się brać za karierę polityczną.

RS – Jon lepiej się w tym wszystkim odnajduje niż ja. Jeśli szukałbym kandydata, na pewno oddałbym głos na niego.

DM – Richie jeśli będziesz w Australii i będziesz miał ochotę pojammować, zapraszam.

RS – Ok stary, dzięki.

Darren Middleton, Australian Musician, 10 grudnia 2009 r.

Agata Matuszewska

bratnia dusza bonjovi.pl aktywna nieprzerwanie od 2003 roku, redaktorka serwisu od 2005 roku; fotograf z zawodu i zamiłowania; sztucznie ruda na głowie, w sercu ruda naturalnie; miłośniczka muzyki, astronautyki, psów i podróży. zagorzała fanka gier komputerowych i wszystkiego co geek kochać może!

Może Ci się również spodobać...