Jon Bon Jovi dla guardian.co.uk

Kogo możecie podejrzewać w ostatniej kolejności o bycie fanem Bon Jovi? Może to być jedynie ktoś kto, gdy Bon Jovi atakowali listy przebojów w latach 80-tych i 90-tych wydawał płyty z gitarowym brzmieniem indie.Ten ktoś to Alan McGee, mentor dla takich artystów jak Oasis, the Jesus and Mary Chain, My Bloody Valentine i Promal Scream.

AM – Spędziłem wiele czasu w Ameryce i nie sądzę, by wielu artystów osiągnęło taki status jak Ty. Nie sądzę, że Brytyjczycy zdają sobie sprawę ile znaczycie dla muzyki USA. Urodziłeś się w dzielnicy robotniczej. Czy myślisz, że to w jakim miejscu dorastałeś odbiło się jakoś na twoim charakterze?

JBJ – Trochę na pewno. Przede wszystkim chodzi o etykę pracy. Nie mieliśmy nigdy dobrej prasy. Może też po części dlatego, że nie praliśmy swoich brudów na forum publicznym. Nigdy nie byliśmy bohaterami plotkarskich artykułów. Ten chłopak z Babyshambles, nigdy o nim nie słyszałem. Ludzie mówią: zobaczcie, czyż nie jest on gwiazdą rocka? No właśnie, tyle, że to jedyna rzecz, jaką ludzie o nim wiedzą – że jest gwiazdą rocka.

AM – Mówiąc o tym co Cię napędza, widziałeś ostatnio wydany dokument o Anvil? Jest interesujący. Pokazuje wzloty i upadki zespołu i jego upór, by pomimo wszystko grać swoje, rock’n’roll.

JBJ – Bardzo mi się podobał. Myślę, że jestem jednym z czwórki ludzi, którzy wiedzą, w jakim miejscu się znaleźli i przez co musieli przejść jako grupa. Graliśmy kiedyś z nimi koncert w Japonii (Bon Jovi, Anvil, Whitesnake, Michael Schenker i Scorpions). Co mnie najbardziej ujęło, to słowa chłopaka, że on po prostu kocha grać na gitarze. Po wydaniu dokumentu nie stali się wielcy, ale zagrali support przed AC/DC.

AM – Występowałeś w klubie Ausbury Park jako nastolatek. Czy myślisz, że właśnie doświadczenia wyniesione stamtąd nauczyły Cię jak obcować z publicznością podczas koncertów?

JBJ – Nie występowaliśmy w Stone Pony bo to był raczej klub zarezerwowany dla zespołów grających wyłącznie covery (klub kojarzący się z Brucem Springsteenem). Jednak było takie miejsce – Fast Lane – i to czego na pewno się nauczyliśmy to, by być oryginalnym, unikalnym. Występowały tam cztery zespoły grając każdej nocy i jeśli potrzebowałeś pomocy zawsze można było na nich liczyć. Nauczyłem się wtedy, jak istotne jest posiadanie swojego autorskiego materiału.

AM – Widziałeś film „Zapaśnik”? Była tam taka interesująca sekwencja kiedy Mickey Rourke nadmienił, że żałuje przegapienia najlepszych lat rock’n’rolla i tego jak grunge wszystko wywrócił do góry nogami. Jak zareagowałeś na pojawienie się Nirvany?

JBJ – Pojawili się w najbardziej potrzebnym momencie. Hard rock stał się tak popularny, że wytwórnie płytowe podpisywały kontrakty z 10 zespołami brzmiącymi jak zespoły będące w tamtym czasie na topie. Guns N Roses i my oraz trzy, czy cztery inne kapele dobrze sobie radziły. Potem jednak zaczęły się pojawiać jakieś gówniane zespoły (podrabiające styl, który był wtedy na topie). No i pojawił się Kurt Cobain i zmiótł wszystkie pseudo zespoły ze sceny. Jednak później wytwórnie płytowe zaczęły podpisywać kontrakty z kolejnymi zespołami brzmiącymi jak Nirvana! Każda muzyczna generacja dochodzi do apogeum sukcesu, po którym zaczyna się już tylko powolne spadanie w dół razem z setką tak samo grających zespołów.

AM – Jesteście jednym z niewielu zespołów z lat 80-tych, któremu udało się przetrwać erę grunge i pozostać popularnym bez grania wkoło tych samych przebojów. Tworzycie ciągle nowy materiał. Czy kiedykolwiek pomyślałeś jakie macie szczęście? Jak udało Ci się zachować swoją odrębność muzyczną i jednocześnie nie zostać zapomnianym?

JBJ – Mieliśmy szczęście ponieważ ciężko pracowaliśmy i wyrobiliśmy swoją markę w Azji, Australii, Afryce i Ameryce. Wiele zespołów nie zwiedza całego świata podczas tras koncertowych i kiedy Ameryka się od nich odwraca, tracą wszystko. Kiedy jednak Ameryka odwróciła się od nas, po prostu pojechaliśmy do Azji, Australii i kiedy Ameryka sobie o nas przypomniała byliśmy spokojni, przetrwaliśmy.

AM – Peter Buck powiedział, że przed powstaniem REM, czytał każdą biografię, by uniknąć błędów, które doprowadzają do rozpadu zespołu. Jak to jest możliwe, że Wam się udało przetrwać przez tak długi okres czasu?

JBJ – To proste, lubimy się wzajemnie. Richie i ja jesteśmy bliskimi przyjaciółmi. Jeśli Richie jest w formie na płycie to chcę się tym z wszystkimi podzielić. To nie jest tak, że tylko ja, ja, ja.

AM – Widać, że wiecie jak pracować w zespole?

JBJ – Bono potrzebuje The Edge’a, Plant Page’a, Mick Keitha, a Keith Micka.

AM – W piosence „Livin On A Prayer” pojawia się Tommy…

JBJ – Tak, stracił pracę. Firma opuściła miasto, a on został bez pracy. To była jednak wymyślona osoba. Pierwotną inspiracją była młoda para, która zrezygnowała ze wszystkiego dla dobra nowo narodzonego dziecka. Ten pomysł jednak nie wypalił dlatego zmieniliśmy historię.

AM – American Idol jest Ci bliski. Co sądzisz o ludziach, którzy używają programów telewizyjnych, by wybić się na rynku muzycznym? Myślisz, że sukces bez dogłębnego przygotowania i uczenia się na błędach może zadziałać? Może uważasz, że czasy się zmieniły i programy typu American Idol wpisują się w dzisiejszy styl prezentowania artystów?

JBJ – To co nam się przytrafiło, to kontrakt płytowy i ciężka praca przez pierwsze trzy, cztery albumy, by zbudować własną markę, pozyskać fanów, zaistnieć. Jeśli coś poszło nie tak na debiutanckim albumie, czy kolejnym, zawsze miałeś szansę to naprawić na następnym. Od dzieciaków z Idola, czy X Factor oczekuje się, że z dnia na dzień staną się wielkimi gwiazdami. Albo odniosą sukces, albo znikną w otchłani zapomnienia. Mają jedną szansę – wóz, albo przewóz.

AM – Jaki jest sekret sukcesu Bon Jovi?

JBJ – Myślę, że jednym z wielu czynników jest nasz szacunek do tego co osiągnęli Bob Dylan, Van Halen, Van Morrison, Springsteen nasze muzyczne inspiracje, nawyki. Jednak na sukces składa się wiele czynników i nie można wyróżnić tylko jednego. Na to składa się wiele elementów.

AM – Wasz nowy album – „The Circle” – to powrót do rzeczy poruszanych już w „Livin On A Prayer” – więcej podniosłych utworów na ciężkie ekonomicznie czasy. Co chcieliście w ten sposób osiągnąć?

JBJ – Przekazujemy w tych piosenkach coś z czego jestem bardzo dumny. Tematy utworów braliśmy z otaczającej nas rzeczywistości. Jeśli wczytasz się w tekst „Can I Be Happy Now” słychać inspirację wyborem Baracka Obamy na prezydenta USA. W „Bullet” umieściliśmy tragiczną historię Jennifer Hudson, której rodzina została zamordowana we własnym domu pewnej, słonecznej niedzieli. Historie zawarte w tekstach są prawdziwe.

Ludzie tylko czekają na to, aż prezydentowi (USA) powinie się noga. Wybrali go, a teraz czekają na jego upadek. „We Werent Born To Follow” ma uniwersalny i ponadczasowy temat. Zostaliśmy zaproszeni, by wystąpić podczas uroczystości 20 rocznicy zburzenia muru berlińskiego. Byliśmy jedynym zespołem pośród najważniejszych osobistości tego wieczoru. Byłem w Berlinie, kiedy mur padał i być zaproszonym 20 lat później, by wykonać „We Werent Born To Follow” to dla mnie zaszczyt.

5 listopad 2009, guardian.co.uk

Agata Matuszewska

bratnia dusza bonjovi.pl aktywna nieprzerwanie od 2003 roku, redaktorka serwisu od 2005 roku; fotograf z zawodu i zamiłowania; sztucznie ruda na głowie, w sercu ruda naturalnie; miłośniczka muzyki, astronautyki, psów i podróży. zagorzała fanka gier komputerowych i wszystkiego co geek kochać może!

Może Ci się również spodobać...