Jon i Richie o CRUSH

O nagraniach z tej płyty opowiadają nam wokalista Jon Bon Jovi i gitarzysta Richie Sambora.

„Crush”

Jon: Na ten tytuł wpadłem zupełnie przez przypadek. Szukaliśmy czegoś wieloznacznego, tytułu, który dla różnych ludzi oznaczałby coś innego. „Crush” może oznaczać, że ciągnie mnie do kogoś albo że ostatniej nocy byłem zdołowany. Chodzi mi o to, że to jedno słowo ma inne znaczenie dla poszczególnych słuchaczy.
Richie: Niedobrze nam się robiło na samą myśl o piosenkach takich jak na naszej płycie „Slippery When Wet”. „Crush” nie znaczy nic takiego, ale jest seksy i fajnie się go słucha. Najważniejsze jednak, że działa na wyobraźnię. Jak ją słyszę, od razu natychmiast zaczynam sobie wyobrażać kilka dziewczyn pod prysznicem. „Crush” spodobał mi się od razu, kiedy tylko Jon wymyślił ten kawałek. Pomyślałem, że jest odlotowy. Ma w sobie seks, moc i radość.

„It’s My Life”

Jon: Kiedyś graliśmy i nagle przyszedł mi do głowy tytuł „It’s My Life”, taki jak u Animalsów. I tak napisaliśmy ten stary i podniosły refren.
Richie: Jeśli chodzi o tekst, „It’s My Life” jest ukłonem w stronę Tommy’ego i Geeny. Powróciliśmy do tych postaci w drugiej zwrotce tej piosenki. Wróciliśmy też do talk boxów, które bardzo kojarzą się z naszym brzmieniem. By uaktualnić brzmienie, wykorzystaliśmy w tym kawałku klasyczne bębny i masę zapętlonych efektów perkusyjnych – wszystko po to, by powstało charakterystyczne dla Bon Jovi brzmienie, ale w uaktualnionej wersji Anno Domini 2000.

„Say It Isn’t So”

Jon: Kiedy ludzie słuchają „Say It Isn’t So” są zdziwieni, że napisałem taki kawałek i to zarówno jeśli chodzi o tekst, jak i wartość muzyczną. Ta piosenka jest inna, w refrenie ma pozytywne przesłanie – powiedz mi, że to nie jest prawda, przecież nie możesz przestać marzyć. Musisz wierzyć w autorytety, bohaterów, czy świętego Mikołaja. Kiedy zdarzy ci się tak, że zapomnisz o marzeniach, życie stanie się nudne.

„Thank You For Loving Me”

Jon: Gdybym miał napisać podziękowania na tej płycie, podziękowałbym wam za to, że mnie kochacie. Podziękowałbym również Bradowi Pittowi, co pewnie wzbudziłoby istną lawinę plotek! Ale prawdę mówiąc, często czerpię tematy piosenek z filmów. W tym konkretnym przypadku poszedłem do kina na „Joe Black”. W końcówce tego filmu Brad trzyma w ramionach Ciare Forlani i dziękuje jej za miłość. W tym momencie pomyślałem: „Muszę lecieć do domu”, no i szybko pobiegłem i napisałem refren podobny do „Always”, „Bed Of Roses”, czy innych ballad, które napisałem przez lata. Zawsze piszę je sam. Przychodzi mi to bardzo łatwo. W filmie zobaczyłem szkic historii, pomyślałem, że to dobry pomysł, który mogę zamieć w piosenkę w kilka minut.

„Two Story Town”

Richie: Sposób, w jaki Jon zaśpiewał tę piosenkę, od razu do mnie przemówił, bo był świeży i nikt go wcześniej nie wykorzystywał. On wypowiada poszczególne zwrotki, przy okazji trochę śpiewając. Nie sądzę, żebyśmy byli w stanie zrobić to na wcześniejszych płytach. Ale Jon dojrzał jako wokalista, teraz może zaśpiewać znacznie więcej. Bardzo chciałem pokazać właśnie takiego Jona i taki zespół z punktu widzenia producenta. Umieściłem „Two Story Town” na płycie, bo moi zdaniem świetnie sobie poradzi, właśnie dzięki pasji, którą ma w sobie.

„Next 100 Years”

Jon: Japończycy z branży muzycznej ciągle nas się dopytywali, czy nie mamy przypadkiem piosenki, która pasowałaby do charytatywnej fundacji „Kobay Relief Fund”. Napisaliśmy więc kawałek dla japońskiego boysbandu Jay Friends. W piosence miało być przesłanie, które wspierałoby duchowo przyszłe pokolenia. Wysłaliśmy więc demo, oni to nagrali i w rezultacie okazało się, że sprzedało się 800-900 tysięcy egzemplarzy tego singla. „Next 100 Years” był naszym pierwszym japońskim numerem l na krajowych listach przebojów. Ze wszystkich naszych hitów, jakie zrobiły furorę w Japonii, to był pierwszy singiel na pierwszym miejscu.
Richie: Podczas podwójnej sesji, która doprowadza mnie do szału jako gitarzystę, wpadłem na ten zwariowany pomysł. Pozwolili mi oszaleć na trzy minuty, co – jak sądzę – powala ludzi, a mnie daje możliwość rozwoju jako gitarzyście.Myślę, że dzięki temu ludzie widzą w nas ciągle rockową grupę, z dużą ilością testosteronu, ludzi, która potrafi grać na instrumentach. Można teraz znaleźć wielu muzyków, którzy na pytanie – „Od jak dawna grasz?”, odpowiadają: „Od 6 miesięcy.” No i rzeczywiście słychać to w ich brzmieniu. Chcieliśmy dowieść ludziom, że umiemy zagrać i numer l i numer 2. A to przyciąga do nas fanów, którzy chcą nas zobaczyć jak gramy na żywo. W ten sposób ich zwabiamy.

„Just Older”

Jon: W refrenie tego numeru padają proste słowa: „Lubię łóżko, w którym śpię. Bo tak jak ja jest rozbite. Nie jest stare, jest starsze. Tak jak moja ulubiona para wytartych dżinsów, skóra, w której dobrze się czuję – nie stary, lecz starszy”. To takie podsumowanie. Kiedy to śpiewałem, miałem wypiętą klatkę i wyprostowane plecy. Byłem podekscytowany i widziałem, że publiczność to wyczuwa. Nie bacząc na to, że masz 16 lat, myślisz, że jesteś znacznie starszy niż wtedy, kiedy miałeś 12. Jeśli masz 38, czujesz się starszy, niż w 25. urodziny. I tak dalej, i tak dalej…… W tej piosence pojawia się kwestia doświadczenia, którego nabywamy z wiekiem.

„Mystery Train”

Jon: Myślę, że moje autorytety, jeśli chodzi o pisanie tekstów – czyli Leonard Cohen i Tom Waits – byliby dumni z tego, co stworzyłem w tej piosence. To cudowna historia – chłopaka, albo jeśli ktoś woli dziewczyny. Kiedy tworzę takie historie, obrazki z życia, moją muzą, wzorem, jest moja żona. To właśnie ona kryje się za wieloma historiami, ale nie mówię o niej wprost. Myślę, że „Mystery Train” będzie jedną z tych piosenek, które z przyjemnością będę grywał wieczorami.

„Save The World”

Jon: Jeny Bruckheimer przysłał mi scenariusz „Armageddonu” z prośbą, żebym napisał piosenkę do tego filmu. Przeczytałem scenariusz i natychmiast zdałem sobie sprawę, że to coś dla mnie. Spodobała mi się postać grana przez Bena Afflecka, czyli człowieka, który opuszcza Liv Tyler, by ocalić świat, ich miłość, wreszcie postać grana przez Bruce’a Willisa, czyli faceta, który chce stłuc na kwaśne jabłko zwariowanego Afflecka za to, że poderwał mu córkę. To wszystko spowodowało, że pomyślałem: „To historia idealna dla mnie. To coś, o czym napiszę”. Napisałem piosenkę, którą od razu polubiłem. Ale odłożyłem ją, kiedy dowiedziałem się, że autorzy filmu wybrali balladę w wykonaniu Aerosmith.Dopisałem więc trochę ostrzejszy tekst, żeby piosenka stała się bardziej osobista. Ale jej baza to scenariusz do „Armageddona”.

„Captain Crash And The Beauty Queen From Mars”

Jon: Richie przyjechał do mnie do Rzymu, kiedy kręciłem film „U-571”. Gdy spotkaliśmy się, powiedziałem mu, że znam dziwaka, o którym mówi się „Captain Crash and The Beauty Queen Form Mars”. Zaproponowałem, żeby napisać o nim piosenkę i zrobić z niego bardziej takiego Ziggiego Stardusta. Chciałem napisać piosenkę o dwóch popaprańcach, którzy myślą, że są na okładkach „Time’a”, „Neewseeka”, czy magazynu „Rolling Stone” w jednym tygodniu, ale nie potrafią wyrwać się z tej drogi. Ale w sumie to dość miłe postacie, całkiem fikcyjne, takie, jakimi niejeden chciałby być. Myślałem, że to będzie coś stylu „Going To A Go Go” i byłem podekscytowany. Kiedy wróciłem do domu, dopisałem resztę tekstu, a muzykę później doszlifowałem. Potem przyszli pozostali muzycy i zagraliśmy ten kawałek, zmieniając przy okazji trochę słowa. Powstała piosenka w klimacie „You Give Love A Bad Name” – taką, jaką dobrze gra się na koncertach, przed dużą publicznością.

„One Wild Night”

Richie: To rozrywkowy kawałek, typowy dla Bon Jovi, coś w stylu „Bad Medicine”. Słychać w nim świetną gitarę, a tekst jest zabawny. Opowiada o zwariowanej imprezie, która odbywa się pewnego wieczoru. Próbowaliśmy stworzyć bohatera, którego cały czas podgląda podmiot liryczny, czyli my. Cały czas, czyli od progu jego domu, aż do końca imprezy. Bohater spotyka ludzi, poznaje dziewczyny, które zabawiają go i tak dalej, Tak mniej więcej powstał ten kawałek.

„I Could Make A Living Out Of Loving You”

Jon: Kiedy zagrałem ten kawałek Richiemu, powiedział mi, że podoba mu się zwrotka i sekcja b. A ja mu wyjaśniłem, że to nie zwrotka, tylko refren. A on dalej o tym, że dobra sekcja b! Dzięki bracie!!! (ironicznie). Więc usiedliśmy razem nad tym kawałkiem i napisaliśmy inny refren. Powstał kolejny nasz wspólny kawałek. Cieszę się, że udało mu się wyciągnąć ze mnie więcej. Piosenka utrzymana jest w stylu rockowych kawałków AC/DC, które świetnie wypadają na wielkich koncertach na stadionach. Jest dość zabawna, to coś dla tłumu ludzi w czarnych t-shirtach.

Agata Matuszewska

bratnia dusza bonjovi.pl aktywna nieprzerwanie od 2003 roku, redaktorka serwisu od 2005 roku; fotograf z zawodu i zamiłowania; sztucznie ruda na głowie, w sercu ruda naturalnie; miłośniczka muzyki, astronautyki, psów i podróży. zagorzała fanka gier komputerowych i wszystkiego co geek kochać może!

Może Ci się również spodobać...