Jon Bon Jovi: Ze sceny na plan filmowy

Bon Jovi w Polsce

Co to się porobiło w swiecie showbiznesu? Modelki grają w filmach, muzycy zostaj aktorami, a aktorzy zaczynają nagrywać płyty lub podejmują się reżyserowania filmów. Modne stało się wsród gwiazd filmu i muzyki zamienianie się rolami. Artysta musi być wszechstronnie utalentowany, by utrzymać się na topie. Czasami takie zmiany nie wychodzą na dobre i przysparzają więcej megastresów niż megasukcesów, ale w przypadku legendarnego rockmana Jona Bon Jovi sprawa ma się zupełnie inaczej. Jon, który uwielbia nowe wyzwania, poszedł w slady Madonny i zapragnął sprawdzić się na planie filmowym. Jak pomyslał, tak zrobił i swoją drugoplanową rolą w romantycznej opowieści o przyjaźni i cierpieniu – „Księżyc i Valentino” miło wszystkich zaskoczył. Nawet fachowcy stwierdzili, że ma talent aktorski i wróżą mu przyszłosć przed kamerami. Sam Jon patrzy na całą sprawę z dystansem i traktuje raczej jako zabawę. Daleki jest od tego, by rzucać muzykę dla kina. Odradza r ównież swoim kolegom z zespołu by zmieniali zawód: „Żeby było więcej ról tylko dla mnie…” – śmieje się. Jednak kino najwyraźniej go pociąga. Do swojego solowiego albumu „Destination Anywhere” nagrał nawet 30-minutowy film, w którym zagrał z jedną z najpopularniejszych aktorek amerykańskich – Demi Moore. Jak on godzi wszystkie swoje obowiązki – muzyka, ojca rodziny, a teraz jeszcze aktora? Ponieważ twierdzi, że nie jest pracoholikiem i najważniejsza jest dla niego rodzina, musi być więc chyba świetnym organizatorem. Jego płyty sprzedają się bowiem od lat w rekordowychnakładach, a każdy koncert jest wielkim widowiskiem. Jednak harówka czasami i jego przytłacza! Szczególnie ubiegły rok „zleciał” mu przde wszystkim na pracy. Kilka miesięcy temu, jak tylko zakończyły się zajęcia na planie do jednego z filmów, Jon Bon Jovi zrzucił szybko swoją maskę aktora i w te pędy udał się do studia. Tam nagrał utwór „These Days” – piosenkę, którą z nudów napisał w przerwach pomiędzy zdjęciami i która zaraz potem swięciła swoje triumfy. Natychmiast stała się wielkim hitem i weszła do repertuaru światowego tournee zespołu Bon Jovi. Następnie zapracowany wokalista w megatempie spakował walizki i trochę blady (ale uśmiechnięty) wylądował w Europie. Cały trud i stres opłacił się. Muzyk i aktor w jednej osobie został rewelacyjnie przyjęty przez fanów na starym kontynencie. Przyznaje jednak, że żyje w wiecznym biegu, a jego sławny album „Destination Anywhere” (ang.: kierunek nie ma znaczenia) jest tego wyrazem. Jest on niejako podsumowaniem muzycznej kariery artysty – ciągłe trasy konertowe, przejazdy, samotne powroty do hotelu… Do pracy nad tym solowym krążkiem (ale zespół Bon Jovi nadal istnieje!) Jon zaprosił Dave’a Stewarda z Eurhytmics. Słychać na nim zupełnie inne, bardziej „europejskie” brzmienie – jak zapewnia sam muzyk. Inny jest również image Jona, który możemy podziwiać w teledysku do utworu „Midnight In Chelsea”. Trzeba przyznać, ze prezentuje się w nim nader… seksownie. Gwiazda roka – Jon Bon Jovi (ur. 2 marca 1962 roku w miasteczku Perth Amboy w stanie New Jersey/USA) jest perfekcjonistą i uważa, że wszystko musi być zapięte na ostatni guzik. Zarówno w muzyce jak i w filmie. Jon bardzo dokładnie wybiera role i nie przyjmuje wszystkich propozycji. Już w swoim debiucie, filmie „Leading Man” zagrał ze znanymi aktorami, a w „Księżycu i Valentino” partneruje takim sławom jak Elizabeth Perkins, Kathleen Turner i Whoopi Goldberg. Trzeba przyznać, że swój filmowy sprawdzian zaliczył na szóstkę z plusem. Z wrodzonym wdziękiem i wielkim poczuciem humoru przebrnął przez wszystkie trudne zadania! Jego ulubioną sceną w filmie był moment namiętnego pocałunku z Elizabeth Perkins. Ku uciesze Jona trzeba było go powtarzać kilka razy…! Rozdawanie buziaków pięknym kobietom przychodzi mu wyjątkowo łatwo i sprawia wiele przyjemnosci. Miał okazję zetknąć się na planie także z urodziwą Cindy Crawford (znana modelka również próbuje swoich sił jako aktorka!) i ich spotkanie zakończył oczywiscie… filmowy pocałunek. Taka sytuacja (o dziwo!) wcale nie martwi żony przystojnego rockmana. Dorothea Bon Jovi jest nie tylko piękną, ale także wyrozumiałą kobietą. Zna swego męża jeszcze ze szkoły średniej i jest absolutnie pewna jego miłosci. Zdaje sobie sprawę, że Jon jest odpowiedzialnym mężczyzną i nigdy nie skrzywdziłby najbliższych. Ona i dwójka ich dzieci – Stephanie i Jesse James, są dla niego najważniejszymi osobami pod słońcem. „Dla Dorothei, moich dzieci i rodziców zrobiłbym wszystko! Oddałbym nawet swoje życie!” – wyznaje Jon. Cała rodzinka stara się spędzać razem jak najwięcej czasu. Jego najblizsi zawsze asystują mu we wszystkich zawodowych poczynaniach. Podczas przerw w studio nagraniowym albo między zdjęciami, najlepszym odpoczynkiem dla niego jest pogawędka z dziećmi, z którymi ma naprawdę świetny kontakt: „Jestem po prostu wyjątkowo staromodnym facetem. Takie wartości jak wiernosć w miłosci, szczęscie w rodzinie i szczerosć, mają dla mnie wielkie znaczenie, bez względu na to, co się dzieje w moim życiu zawodowym!” Cóż, nieczęsto słyszy się takie słowa z ust rockmana!

Agata Matuszewska

bratnia dusza bonjovi.pl aktywna nieprzerwanie od 2003 roku, redaktorka serwisu od 2005 roku; fotograf z zawodu i zamiłowania; sztucznie ruda na głowie, w sercu ruda naturalnie; miłośniczka muzyki, astronautyki, psów i podróży. zagorzała fanka gier komputerowych i wszystkiego co geek kochać może!

Może Ci się również spodobać...