Jon Bon Jovi: Mój ojciec ostrzygł mi włosy

Monachium, hotel Park Hilton. Jon Bon Jovi jest zadowolony. Własnie przed chwilą on i jego czterej koledzy z zespołu otzrymali platynowe wyróżnienie za longplay „Slippery When Wet”. Amerykański gwiazdor, ostatnio z krótką grzywą, w której jest mu z resztą o wiele lepiej, ma już na swoim koncie następny krążek „Keep The Faith”. Po wręczeniu nagród wycofujemy się do eleganckiego apartamentu Bon Jovi, aby tam porozmawiać w spokoju. Jon ma na sobie czarne skórzane spodnie i białą, prostą bluzę. Robi wrażenie wypoczętego, jest w dobrym humorze i po dwóch latach przerwy wprost naładowany energią. Zamawia wodę mineralną; w chwilę potem zaczyna się rozmowa.

– Gdy ukazał się twój nowy album, zaskoczyłes fanów nową fryzurą. Czy z krótszymi włosami czujesz się lepiej?

Tak, znacznie lepiej. A co mnie szczególnie cieszy: nie spotkałem się dotąd z żadnymi negatywnymi reakcjami. Moje krótsze włosy podobają się zwłaszcza dziewczynom.

– Jak to się stało, że odwiedziłes fryzjera?

Szczerze mówiąc, wcale nie zamierzałem obcinać sobie włosów. W ogrodzie Bruce’a Springsteena urządzalismy grill-party i niechcący nadpaliłem sobie sporo włosów. Trzeba było cos z tym zrobić…

– Twój ojciec John senior jest w końcu mistrzem fryzjerskim. Czy to on skracał ci grzywę?

Tak. Nikomu oprócz niego nie dałbym dotknąc włosów. Przedtem również przycinał mi końce.

– Czy twoja matka, Carol, w dalszym ciągu prowadzi fanklub „Backstage with Bon Jovi”?

Tak, oczywiscie. W ostatnim roku było raczej spokojnie, bo nie mielismy tournee. Teraz jednak, kiedy wyszła nowa płyta, otrzymujemy całe worki listów i prósb o autografy. Mama ma pełne ręce roboty. (Adres dla fanów Bon Jovi: P.O. Box 326, Fords, NJ 08863, USA).

– Całą swoją rodzinę zaprzągłes do programu Bon Jovi. Bracia Anthony i Matthew są udziałowcami twojej firmy płytowej „Jambco”…

To prawda. Nazwa firmy to skrót od „Jon, Anthony, Matthew Bongiovi Company”. Jest to bardzo niewielka firma płytowa, ale daje mi ona gwarancję, że zdołam zachować kontrolę nad własnymi płytami. „Keep The Faith” również ukazała się w „Jambco”.

– Na czym własciwie polega twoja praca w firmie płytowej?

No, jestem szefem (smieje się). Ale poważnie… Nie mam tam jakiejs pracy biurowej, chociaż pewnie nie to miałes na mysli. Ciągle poszukuję nowych utworów oraz grup muzycznych, a jesli uznam, że są dobre, nagram płytę. Jestem czyms w rodzaju poszukiwacza talentów.

– Do tej pory odkryłes takie grupy jak Cinderella, Skid Row, czy Colour me Badd. Są teraz bardzo popularne. Albumy Aldo Nova i Billy Falcona, które w zeszłym roku wydała twoja firma, nie cieszyły się jednak szczególnym powodzeniem…

No tak. Nie zawsze trafia się w dziesiątkę…

– Czy pamiętasz jeszcze czasy, zanim Bon Jovi zaczęli odnosić sukcesy?

Jasne, że tak. Nie wolno nigdy zapominać o swoim pochodzeniu. Pracowałem kiedys w New Jersey jako gazeciarz i dostawca pizzy. Niekiedy harowałem też na złomowisku, szorowałem podłogi i roznosiłem gwiazdom kawę w studio mojego kuzyna, Tomy’ego Bongiovi, w Nowym Jorku. Moim życiowym celem było zawsze założenie z przyjaciółmi zespołu, nagrywanie płyt i jeżdżenie z koncertami po całym swiecie. Razem z Bon Jovi udało mi się zrealizować to marzenie.

– Jon, a teraz szczerze. Czy Richie, David, Alec, Tico i Ty byliscie w ostatnich czasach dobrymi przyjaciółmi? Były na ten temat różne plotki. Mówiło się nawet o rozpadzie grupy.

Te plotki pochodzą z Anglii. Tamtejsza prasa po prostu uwielbia skandale, zwłaszcza kiedy dotyczą wielkich gwiazd. Takie szmatławce, jak na przykład „The Sun”, drukują sfałszowane cytaty. Wypisują, że powiedziałem cos o Richim albo Alecu, albo też ich rzekome opinie na mój temat. Nic z tego nie było prawdą. A potem, tak jak się zwykle dzieje z międzynarodową prasą, inne gazety i magazyny predrukowują te „rewelacje”. W ten sposób plotka urasta do ogromnych rozmiarów. Szkoda mi tylko naszych fanów, ponieważ głupie plotki wprowadzały ich w błąd.

– Czy wszystkie plotki były naprawdę wyssane z palca?

Pewnie, że i u Bon Jovi zdarzały się niekiedy kłótnie za kulisami. Byłbym ostatnim, który by temu zaprzeczył. Nie w takim jednak stopniu, jak o tym donoszono. Jedno jest jasne: plotki w angielskiej prasie wywołały u wszystkich członków zespołu lęk i niepewnosć. Każdy z nas myslał sobie: „A może cos w tym jest?” Największy stres przeżylismy jednak z naszym menedżerem, Docem McGhee. Kiedy spostrzegł, jak swietnie sprzedaje się nasz ostatni album „New Jersey” (ponad 10 milionów), zaczął doczepiać do naszego programu jeden koncert za drugim. A przecież bylismy po całej tej półtorarocznej trasie kompletnie wyczerpani. Zostały z nas tylko cienie. To było naprawdę swiństwo. Doc myslał wyłącznie o pieniądzach. Nasze zdrowie nie obchodziło go wcale. Dlatego też rozstalismy się z nim, a sprawy organizacji występów wzięlismy w swoje ręce.

– Tak więc teraz w zespole nie ma już nieporozumień?

Nie. Najlepszym dowodem na to jest nasza nowa płyta i nowe wspólne tournee. Pod koniec marca odwiedzimy też Niemcy.

– „Keep The Faith” nie otrzymało wszędzie wyłącznie dobrych recenzji. Nowojorskie „Daily News” strasznie zjechało tę płytę. Co ty na to?

Nie mam nic przeciwko konstruktywnej krytyce. Nigdy nie twierdziłbym, że Bon Jovi jest najlepszym zespołem i wykonuje najlepsze piosenki. Ale z tym pismakiem „Daily News” od dawna mam na pieńku. Mogę ci krótko opowiedzieć, co spowodowało tę miażdżącą krytykę. Dziennikarz ten pracował kiedys w Polygram Records, naszej dawnej firmie płytowej. Pisywał tam notki biograficzne. Został jednak wyrzucony z pracy, bo po prostu nie był zbyt dobry. Mimo, iż nie mielismy wówczas żadnych poważnych zatargów, msci się teraz na nas i to w bardzo obrzydliwy sposób.

– Kiedy rozpocznie się wasze swiatowe tournee?

Zaczynamy 12 stycznia 1993 r. w Peniscola na Florydzie. Trasa koncertowa została tym razem bardziej rozłożona w czasie. Między poszczególnymi występami mamy mieć więcej czasu wolnego. Ma to zapobiec stresom.

– Co będzie robić twoja żona Dorothea, kiedy znów wyjedziesz na tournee?

Na pewno nie będzie się nudzić. Zajmuje się naszym domem w Rumson (New Jersey), ogrodem i regularnie chodzi na trningi karate. Na niektóre koncerty na pewno jednak przyleci.

– Czy Dorothea chciałaby mieć dzieci?

Tak, doskonale jednak rozumie, że w tym momencie nie jest to możliwe. Chciałbym także mieć dzieci, ale teraz nie jest jeszcze odpowiednia pora.

Bravo, 1992

Agata Matuszewska

bratnia dusza bonjovi.pl aktywna nieprzerwanie od 2003 roku, redaktorka serwisu od 2005 roku; fotograf z zawodu i zamiłowania; sztucznie ruda na głowie, w sercu ruda naturalnie; miłośniczka muzyki, astronautyki, psów i podróży. zagorzała fanka gier komputerowych i wszystkiego co geek kochać może!

Może Ci się również spodobać...