Bon Jovi i album o dorastaniu

AP – Associated Press
NEW YORK – Jon Bon Jovi naprawdę się śmieje.

Wokalista właśnie dowiedział się, że strona internetowa fan klubu Bon Jovi właśnie wypuściła nową stronkę www.smirkwatch.com, będącą miejscem, gdzie fani popisują się miejscami, gdzie udało się umieścić tą niezbyt zadowoloną uśmiechniętą buźkę, która ozdabia ich nowy album „Have A Nice Day”. Bon Jovi nie może też dojść do siebie na wiadomość, że ktoś wytatuował sobie ramię okładką płyty.

AP: Zdziwiony jesteś, że fani mogą posunąć się aż tak daleko?
Bon Jovi: Wiedziałem, kiedy projektowaliśmy logo, że to może się stać. To jest dużo większe niż tylko okładka płyty. Myślę, że to dużo mówi. To zdecydowanie nie jest uśmiechnięta twarz. Ten uśmiech ma definitywną postawę z 2005 roku. Jest ciut bardziej świadomy i mądry niż żółta buźka z lat 70-tych, która zdawała się głosić pokój, miłość i „zabawmy się”.

AP: Więc jaką piosenką jest “Have a Nice Day”?
Bon Jovi: Jest społecznym komentarzem, to na pewno. Jeżeli weźmiemy tytuł „Have A Nice Day”’ tak jak to się czyta, można by pomyśleć, że jest to piosenka słodka i piękna. Coś w rodzaju wewnątrz-szczęśliwej, przyjemnej dla ucha piosenki. Ja sądzę, że jest małą ironią.

AP: Jak to?
Bon Jovi: Piosenka była inspirowana polaryzacją, jakiej doświadczyłem minionej jesieni w naszym kraju, z tym, co się działo. Wybory i wojna. Nie mogłem uwierzyć, że jestem świadkiem tego w tym właśnie kraju. Powstała poważna linia podziału, która zrywała przyjaźnie i wywoływała spory między braćmi i małżonkami w rodzinach. Ale w tym wszystkim, czego byłem świadkiem, zdałem sobie sprawę, że nie można być przegranym, bądź wygranym. Poczynając od 3 września, musimy stać razem jako kraj. Zapomnieć o byciu czerwonym, czy niebieskim. Chodzi o to, żeby być purpurowym. Wszyscy muszą popełnić serie kompromisów, żeby iść do przodu. Ostatecznie, próbowałem napisać płytę inkluzji. Moje „Have A Nice Day” miało mówić “nie osądzaj mnie”. …To po prostu ma mówić, że ja tylko zamierzam żyć własnym życiem.

AP: W ubiegłym czasie w tym roku, dochodziło do ludzi wiele relacji, że wytwórnia nie była zadowolona z płyty i odesłała cię z powrotem do studia. Chciałbyś to sprostować?
Bon Jovi: Była jedna plotka, że firma płytowa mówiła mi, co mam robić. Napisał o tym jakiś człowiek w gazety, a reszta ludzi podchwyciła. Między Bogiem a prawdą, sądziłem, że płyta była gotowa. W październiku ubiegłego roku pojechałem do wytwórni, aby spotkać się z przyszłymi szychami z wydawnictwa I puścić im box-set. Dokładnie wiedziałem, co robię. Miałem zamiar się z nimi spotkać i powiedzieć „Oto 38 nie wydanych jeszcze numerów, do waszego boxu, a tak przy okazji – kiedy oni skakali z zadowolenia – oto moja nowa płyta. Niespodzianka!”

AP: I co się wtedy stało?
Bon Jovi: To był czas świąt i wszedłem do studia by posłuchać płyty. Kiedy tego słuchałem, pomyślałem, że chyba trochę oszukiwałem. Spieszyłem się, żeby skończyć płytę, aby móc ją zaprezentować (w wytwórni) za jednym zamachem. Więc wtedy ja, a nie oni stwierdziłem, że jednak nie jest skończona, że nie przekazuje całej historii. Nie mówiła w wystarczający sposób o tym, co działo się w moim życiu. A więc siadłem, napisałem kilka piosenek, kilka wyrzuciłem. I to było wszystko. Nie, żebym nie był otwarty a sugestie ze strony wytwórni, jeżeli kiedykolwiek coś mi mówili.

AP: Na tym albumie jest muzyka, której ludzie nie oczekiwali tradycyjnie od Bon Jovi. Na przykład „Story of My Life”. Czy to była świadoma decyzja, żeby odejść od rockowego brzmienia kapeli?
Bon Jovi: Nie. Jap o prostu poczułem tą piosenkę. Po prostu zacząłem sobie brzdąkać i to wszystko. „Story of my life” była jedną z tych które powstały na końcu. I bardziej jak film czy książka, zawsze czułem, że potrzebuje początku, środka i końca do tego, czego częścią jest moje życie. Więc „wbrzdąkałem” to wszystko w tą piosenkę i powiedziałem, “Codziennie próbuję to napisać”. To zamyka tą płytę.

AP: A z piosenką “Bells of Freedom”?
Bon Jovi: Zeszły rok był dla mnie interesującym okresem dorastania. „Bells of Freedom” przyszło, ponieważ chciałem powiązać pomysł szukania kogokolwiek w celu odnalezienia osobistej wolności. Ludzie zdążyli właśnie to zdekonstruować. Powiedzieli, że jest to chrześcijanka religijna piosenka. Powiedzieli, że jest polityczna, pro Bushowa. Nie. Nie .Nie. Tu chodzi o inny spokój, o sięganie po miejsce, w którym jesteśmy wolni.

© 2005 The Associated Press.

Agata Matuszewska

bratnia dusza bonjovi.pl aktywna nieprzerwanie od 2003 roku, redaktorka serwisu od 2005 roku; fotograf z zawodu i zamiłowania; sztucznie ruda na głowie, w sercu ruda naturalnie; miłośniczka muzyki, astronautyki, psów i podróży. zagorzała fanka gier komputerowych i wszystkiego co geek kochać może!

Może Ci się również spodobać...