Wciąż tacy sami

Bon Jovi w Polsce

Dwa lata temu, płyta „Crush” narobiła sporo hałasu w Polsce. Obudzili się „starzy” fani ,pojawili się też nowi. Ci pierwsi -z pewnością byli nieco zaskoczeni nie tylko zmianą image’u Bon Jovi ,ale również zmianą dawnego charakterystycznego brzmienia. Ci drudzy-zupełnie jeszcze „zieloni”, dali się złapać na współczesne brzmienie. Teraz już wszyscy z niecierpliwością czekają na „Bounce” ,zadając sobie pytanie -czym tym razem Bon Jovi nas zaskoczą i czy będzie to miłe zaskoczenie…

Zakładam, że fani ery „Crush”, zapoznali się już z całą historią zespołu oraz ich poprzednimi płytami. Każdy wyrobił sobie własne zdanie na ich temat-jedni wolą współczesne brzmienie, inni mocno obstają przy tym z zamierzchłych już czasów-mocno rockowym, chwilami nawet metalowym. Jednak „Crush” nie była jedynym zaskoczeniem dla fanów. Bon Jovi istnieją przecież już od 18 lat(o ile się nie mylę) -wiele się działo…

Początki – jak wiadomo – bywają trudne, ale bez nich się nie obejdzie. Trzeba zbadać teren ,przemyśleć to i owo, dopasować się najpierw do otoczenia, żeby można było pózniej narzucać już swój własny styl. Chłopcy zaczęli na początku lat ’80, tak więc grali i wyglądali jak na te lata przystało : „(…) Patrząc na ówczesne zdjęcia Bon Jovi ,gęba się tak jakoś śmieje. Podarte dżinsy, podarte koszulki, bardzo trwałe ondulacje, wisiorowate kolczyki, dużo szmatek poprzywiązywanych do nadgarstków lub nieśmiało ćwiekowatych pasków. Może być też okular przeciwsłoneczny na pół twarzy i opaska na włosy. Zaś pstrokacizna materiałów z których Bon Jovi szyło sobie wdzianka ,wprawiłaby w niemy zachwyt Barbie i Kena.(…)” -tak pisano o nich w jakiejś gazecie. W tamtych czasach niczym szczególnym się nie wyróżniali , ale jak sami mówią, woleliby już o tym zapomnieć 😉

Płytami-„Bon Jovi” i „7800 Fahrenheit”, zdobyli zainteresowanie publiczności, jednak producenci nie byli zadowoleni. Metalowe brzmienie jakoś nie pozyskiwało oczekiwanej ilości fanów i pieniędzy. Zamiast więc podlizywać się metalowcom, Bon Jovi zaczęli wdzięczyć się do nastolatek. Pomógł im w tym Desmond Child- znany kompozytor. Z „trwałych” wprawdzie jeszcze nie zrezygnowali, postawili za to na urzekające teksty, rzewne ballady i dobry rock – czego chcieć więcej? Każdy znajdzie coś dla siebie.

Po „Slippery When Whet” i „New Jersey” nie było już tak jak dawniej. Te dwie płyty najbardziej chyba zaważyły na ich stylu i zawierały największą ilość rewelacyjnych kawałków, których zresztą wciąż słuchamy. „Bad Medicine” okupowało pierwsze miejsca na amerykańskich listach przebojów, koncerty nie miały końca, Richie szalał z gitarą na scenie wymachując długimi włosami, a głos Jona chyba nigdy pózniej nie miał się aż tak dobrze-wyciągał jeszcze przy „Livin’ On A Prayer” 😉 Aż żal ściska za serce ,że Polska tak naprawdę obudziła się dopiero po 2000 roku! A gdzie myśmy wtedy byli?? 😉

Tyle szumu wokół nich się narobiło, że aż się prosiło o małą przerwę, którą zresztą fani przypłacili zdrowiem, zadając sobie nieco makabryczne pytanie- czy to już koniec Bon Jovi??

Krążyły plotki na temat sporów w zespole-prawdziwych czy nie, co za różnica? Po 1989 roku zespół nagle ucichł, a już w 1990 i ’91 można było kupić sobie solowe płytki Jona i Richiego. Richie zaczął odkrywać siebie, Jon natomiast zdobywał szersze grono znajomych i fanów. Aż widać stwierdził, że wielka czupryna ogranicza nieco jego twórczą inwencję i przysłania horyzonty…..tak więc obciął włosy, wziął głęboki oddech i po ok. 2 latach modły fanów zostały wysłuchane a wiara w ukochany zespół nagrodzona. „Keep The Faith” na nowo rozbudziło dobrze nam już znane emocje , ale również dało do zrozumienia , że lata ’80 dawno się skończyły. „Okular przeciwsłoneczny na pół twarzy” wylądował w muzeum ,dżinsowe kurtki i spodnie zastąpiły pstrokate wdzianka, trwałe ondulacje odeszły w niepamięć….tylko „supermanowy” tatuaż Jona przypominał o tamtych czasach a muzyka i teksty mówiły -to wciąż my,tylko kilka lat póżniej…

„Keep The Faith” jest chyba najbardziej optymistyczną i wesołą płytą w ich dorobku artystycznym. Mam wrażenie , że ten czas -90 lata,był dla nich najspokojniejszym i najprzyjemniejszym okresem. Ponownie się zeszli- tym razem bogatsi o nowe doświadczenia, starsi i może bardziej odporni. No i nie musieli już zaczynać od zera. Mieli już spore grono fanów 😉

Kolejna płyta (nie licząc „Crossroads”) pojawiła się w 1995 roku. Zupełnie nie rozumiem dlaczego „These Days” tak kiepsko oceniano. Techniczne płyta jest doskonała. Jedyne czym różniła się od poprzedniej, to mroczny i troche spokojniejszy klimat oraz nieco pesymistyczne przesłanie mające jednak na celu zwrócenie uwagi na wiele istotnych aspektów życia. Bardzo refleksyjne teksty. Co poza tym się zmieniło? Chyba tylko to, że Richie postanowił zaoszczędzić na maszynce do golenia i zafundował sobie kilkudniowy zarost 😉 A! No i do zespołu dołączył dawny znajomy- Hugh, do dziś nie będący niestety pełnoprawnym członkiem grupy.

I tak doszliśmy do kolejnej przerwy- najdłuższej jak dotąd, która chyba najbardziej odcisnęła się na nich samych. Jon i Richie znów wydali solowe kawałki , Tico znów powrócił do swych płócien, a David do komponowania muzyki filmowej. Co porabiał Hugh….niewiadomo;-)

Fani Richa, już w 1998 roku mogli wyczuć , że szykuje się coś zupełnie innego-wystarczyło spojrzeć na okładkę jego płyty i przeżyć nie mały szok, Richie bowiem obciął włosy! I bynajmniej nie było to zwykłe podcięcie końcówek…

Przerwa po „These Days” była chyba zbyt długa…Słuch o nich zaginął, ludzie się zmienili, czasy się zmieniły, rynek muzyczny również – jak tu przebić Britney czy Backstreet Boys???! No i stało się. „Crush” porównuję do ich pierwszej płyty-słuchając jej , ma się wrażenie, że to jeszcze nie TO. „Crush” wypadło jak pierwsza płyta jakiegoś nowego zespołu….zupełnie innego niż ten ,który znamy ze „Slippery…” Choć znalazło się parę rock’n’rollowych kawałków, większość płyty stanowią raczej pop’owe kompozycje….no…może pop-rockowe. Nie tylko brzmienie się zmieniło, rewolucję przeszły także fryzury i ubranka…Włosy krótsze niż kiedykolwiek wcześniej, koszule z kołnierzykami ,nawet garnitury! To wszystko jakoś zbyt wyraznie dawało do zrozumienia ,że choć nie są jeszcze starzy, to jednak są już starsi…

Fani lat ’80 i ’90 z pewnością byli zaskoczeni, a znaczna większość po prostu zawiedziona , nie mówiąc już o tych ,którzy po tak długiej przerwie zdążyli już o Bon Jovi zapomnieć i poszukać sobie nowych idoli. (czyżby koncertówka „One Wild Night” miała być zadośćuczynieniem za ten „Crushowy” szok?? 😉 .

Ale co tu dużo gadać-trzeba spojrzeć prawdzie w oczy- w mediach liczą się głównie pieniądze a ciężko się je zdobywa nie przystosowując się do wymogów współczesnych czasów. Bon Jovi powróciło zupełnie inne i zdobyło zupełnie innych fanów. Możemy ponarzekać, że to już nie ten sam zespół, ale z drugiej strony, dzięki ich nowemu wizerunkowi ,nagle głośniej się o nich zrobiło w samej Polsce. Nagle ludzie zaczęli rozmawiać o tych facetach od „It’s my life” , a co gorliwsi zaczęli nawet szukać starszych płyt! 😉

Nowa pomarańczowa kurtka Jona ,nie jest może tak odlotowa jak ten „okular na pół twarzy” 😉 , ale tak samo rzuca się w oczy. Może więc powinniśmy potraktować „Crush”, jedynie jako taką przynętę na wiek 20-sty i nowych fanów , i czekać na „Bounce” … Utworzyły się 2 grupy fanów- ci , którzy czekają na kolejny pop-rockowy album i ci, którzy słuchając „Everyday” , ze łzą w oku wspominają hardrock’ową gitarę Richa w „Hey God” i teksty takie jak np. w „Keep The Faith”. Ciekawe kto tym razem się rozczaruje…….

Jednego jednak jestem pewna-jakakolwiek będzie ta następna płyta, my i tak nie przestaniemy ich słuchać. Zbyt długo się to już ciągnie, zbyt długo i zbyt dobrze ich znamy. Podziwiamy i cenimy, by tak nagle się od tego oderwać. Bo tak naprawdę nie o „opakowanie” nam chodzi. Pomimo tych wszystkich zmian zewnętrznych, potrzebnych do znalezienia się danym czasie, niezmienny wciąż pozostaje duch tego zespołu. Siłę którą czerpią z wzajemnej przyjazni i zrozumienia, daje się odczuć za każdym razem. Za każdym razem dają z siebie wszystko i sprawiają , że czujemy się jakoś lepiej…pewniej.

Niezmienne zawsze pozostaje ich przesłanie-nie wolno tracić nadziei, nie wolno się poddawać i rezygnować z marzeń, należy wierzyć w siebie i innych, być tolerancyjnym i wrażliwym na cierpienie innych ; kochać, cieszyć się każdym dniem, podejmować wyzwania i nie przejmować się porażkami – ” (…) ’cause it doesn’t make a difference if we make it or not , we’ve got each otcher and that’s a lot (…) „.

Autor: Anna Łazowska

Agata Matuszewska

wieloletnia redaktorka i bratnia dusza bonjovi.pl; fotograf z zawodu i zamiłowania; sztucznie ruda na głowie, w sercu ruda naturalnie; miłośniczka muzyki, astronautyki, psów i podróży. zagorzała graczka gier komputerowych i wszystkiego co geekowskie.

Może Ci się również spodobać...

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się z naszą polityką prywatności i plików cookies. Dowiedz się więcej...

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close