Rocznica i wspomnienia z Gdańska – konkurs!

19 czerwca to szczególna data dla wszystkich polskich fanów Bon Jovi. Dokładnie rok temu spełniło się marzenie wielu z nas. Zespół po raz pierwszy zawitał do Polski i zagrał koncert, który zapadł w pamięć nam wszystkim na zawsze. Dziś obchodzimy rocznicę tego wydarzenia, a więc jest to doskonały moment na krótkie podsumowanie i chwilę wspomnień. Zapraszamy do wspólnych wspomnień i konkursu!

Każdy z Was ma teraz moment na refleksję. Napiszcie o swoich wspomnieniach z Gdańska! Podzielcie się z nami emocjami, które wtedy Wam towarzyszyły!
Osoba, która zrobi to najciekawiej otrzyma od nas nagrodę w postaci upominków.

Swoje wspomnienia wysyłajcie na adres mailowy:

Na Wasze wspomnienia czekamy do 26 czerwca (czwartek).

Podzielcie się wspomnieniami również w specjalnym temacie na forum, do którego odnośnik znajdziecie pod newsem. Dzięki temu powstanie miejsce, w którym wspólnie możemy wracać do tego wyjątkowego dla nas dnia.

Oto garść moich wspomnień:

Tego dnia było upalnie, żar lał się z nieba i nie dawał spokoju. To jednak nie zatrzymało najwierniejszych fanów przed przyjściem pod PGE Arenę już w godzinach porannych. Pod bramką Golden Circle od rana układali się na chodniku niecierpliwi już ludzie, którzy często nie znając się wcześniej, teraz już czuli się jak najbliżsi przyjaciele. Atmosfera była gęsta od niedowierzania i ekscytacji. Wszystkim ciężko było uwierzyć, że w końcu spotykamy się w tak wyjątkowym dniu.
Mijały godziny, a słońce grzało coraz mocniej. Przy stadionie mnożyli się ludzie w charakterystycznych koszulkach z biało – czerwonym heart & dagger. W końcu było na tyle tłoczno, że w życie wszedł pomysł o numerkach na dłoniach. Ci, którzy pojawili się rano mieli już swoje.

[Foto1]

W godzinach popołudniowych nagle ustawiła się kolejka. Wszystko zgodnie z planem, każdy trzymał się swojego numeru. Nie zabrakło oczywiście nieporozumień jednak najbliższe godziny miały sprawić, że zapomnimy o wszystkich niedogodnościach.

W końcu nadeszła ta chwila. Wchodzimy na ścisły teren stadionu. Pokonujemy pojedyncze etapy przejścia przez wszystkie bramki. Stadion jest już na wyciągnięcie ręki. Z wejścia widać kawałek sceny. Emocje rosną. Członek amerykańskiego zespołu porządkowego uprzedza: „Nie biegnijcie! Zaczniecie biec i lądujecie na końcu kolejki!”. Przez chwilę wszyscy biorą sobie tę uwagę do serca. Przecież chcemy stać jak najbliżej sceny, lepiej się nie narażać. Jednak wszystkie ograniczenia idą w zapomnienie w momencie, gdy wejście zostaje otwarte. Tłum szedł powoli przez dziesięć sekund po czym przyspieszył kroku i w końcu rzucił się do biegu. Nie zabrakło rannych. W końcu jednak udało się dotrzeć na Golden Circle. Szczęśliwcy zdobyli miejsca przy barierce, tuż przy wybiegu.

Support – IRA – rozgrzał publiczność i przygotował na prawdziwe szaleństwo, które miało nadejść już za chwilę. Na ekranach pojawiło się odliczanie: „Showtime In 5 minutes”. W porównaniu do całego dnia oczekiwania minuty te mijały szybko.

[Foto2]

Intro. Widzimy fotografie zespołu na ekranach w akompaniamencie znajomych dźwięków. Wielki napis GDANSK powoli przełamuje niedowierzanie i dodaje pewności, że to co się dzieje jest prawdziwe.

That’s What The Water Made Me. Tłum żywiołowo reaguje na pojedynczych członków zespołu, którzy jeden za drugim pojawiają się na scenie. Jon wybiega z gitarą na ramieniu, a tysiące fanów krzyczą z radości. To dzieje się naprawdę!
Każdy następny utwór wywołuje entuzjazm. Dochodzimy do momentu, do którego przygotowywaliśmy się przez wiele miesięcy. Born To Be My Baby. Z sektorów po prawej stronie stadionu wyłania się ogromna biało – czerwona flaga „Good things come to those who wait. Thank U”.

Flagę zauważa ze sceny Jon i bije się w klatkę piersiową w geście zjednoczenia z fanami. Miesiące przygotowań opłaciły się dla tej jednej, krótkiej chwili.
Jednak ten utwór był wyjątkowy nie tylko ze względu na naszą wielką pracę i wspaniałe jej efekty. W tym samym momencie odmieniło się życie dwójki fanów. Piotr oświadczył się swojej dziewczynie, a ona przyjęła jego zaręczyny!

Lost Highway, Runaway, It’s My Life, Because We Can…
Podczas tego ostatniego PGE Arena ożywa. Wszystkie ręce znajdują się w górze i machają w rytm utworu. Zjednoczenie fanów czuć na każdym kroku.
What About Now, We Got It Goin’ On, Keep the Faiht, (You Want To) Make A Memory, In These Arms, Captain Crash & the Beauty Queen From Mars…

W powietrze leci kolorowe confetti.

We Weren’t Born To Follow, Who Says You Can’t Go Home, Rockin’ All Over The World, I’ll Sleep When I’m Dead, Start Me Up, Bad Medicine…

Jon wychodzi na wybieg. Szczęśliwcom udaje się przybić mu piątkę.
Zespół schodzi ze sceny. Wszyscy fani zakładają na ręce czerwone, świecące bransoletki. Fani siedzący na trybunach włączają ekrany swoich telefonów. Chcemy stworzyć biało – czerwoną flagę. Po chwili zespół znowu pojawia się na scenie. Jon wprawia tłum w istny szał wychodząc w koszulce polskiej reprezentacji, którą otrzymał od nas przed koncertem. To już kolejna chwila warta zapamiętania. Moment, którego nie zapomina się do końca życia.

Rozpoczyna się bis. Someday I’ll Be Saturday Night, Wanted Dead Or Alive, Have A Nice Day, Superman Tonight.

Nagle na telebimach pojawia się osoba trzymająca transparent z napisem: „I Got THE RING in my pocket. I brought our families. If You sing „Never Say Goodbye” then I’ll ASK HER TO MARRY ME.” Jon spełnił prośbę fana i wykonał akustycznie wymarzony utwór. Ponad 30 tysięcy osób było świadkami niesamowitych zaręczyn. To już drugie podczas tego wspaniałego wydarzenia. Jon pogratulował świeżo upieczonym narzeczonym i życzył im wszystkiego najlepszego.

Dalej usłyszeliśmy Livin’ on a Prayer. Legendarny utwór, który rozbrzmiał na stadionie niczym hymn. Z gardeł wyrywały się na cały głos słowa piosenki, które zna każdy fan Bon Jovi. Jon pojawił się na wybiegu po raz drugi i znów dał szansę na podanie sobie ręki. Niektórzy mogą się nawet pochwalić zdjęciem z tej krótkiej, wyczekiwanej chwili.

Na koniec upragnione przez wszystkich Always. Jon ostatkiem sił wyśpiewał słowa piosenki. Tłum nie pozostawał mu jednak dłużny i śpiewał razem z nim. Tak zakończył się pierwszy koncert Bon Jovi w Polsce.
Znamienne pozostaną także słowa Jona pod koniec koncertu:
„I’m sorry that it took us 30 years to finally come to perform in Poland, I don’t know why the hell it took me so long (…) let’s make a history together right here right now…” oraz „We’ll see you again!”.

Wierzymy, że tym razem słowa te nie są rzucane na wiatr, a zespół zawita do nas ponownie dużo szybciej niż za kolejne 30 lat. Wydarzenie to było dla nas przełomowe, było spełnieniem marzeń, było początkiem wiary w to, że jednak istniejemy na mapie fanów Bon Jovi. Niejednemu z nas zakręciła się w oku łezka z niedowierzania i szczęścia. Niektórzy z nas czekali na ten koncert 13 lat, inni nawet 30. Najlepszym dowodem na szczęście jakie przyniósł nam ten koncert jest nasze własne zachowanie już po nim. Fani, którzy do tej pory znali się dosyć słabo, wpadali sobie w ramiona wyrażając wzruszenie mijającym właśnie dniem. Na ulicach Gdańska spotkać można było osoby w zadumie, przeżywające samotnie to, co zobaczyły. Wszystko to brzmi górnolotnie, ale żadna z tych historii nie jest wymyślona. Wystarczyło obserwować fanów w trakcie oraz po koncercie by zobaczyć jak wielkie znaczenie miał dla nich ten jeden dzień, na który czekali wiele długich lat.

Czekali również na spotkanie z innymi fanami. Niektórych znaliśmy z forum od przeszło 10 lat, ale nigdy nie mieliśmy szansy zobaczyć ich na żywo. W czerwcu zeszłego roku w końcu się to udało i to kolejne marzenie, które można zaliczyć do spełnionych.

Wszystkie te emocje nie byłyby tak wielkie, gdyby nie zaangażowanie Wasze – fanów. To dzięki Wam koncert był wyjątkowy. Dziękujemy za pomoc przy zbieraniu funduszy na flagę. Za wsparcie dla pomysłów i przedsięwzięć, które wziął na siebie fanklub Always. Bez Was tamten dzień nie byłby taki sam.

DZIĘKUJEMY!

Sprawdź temat na forum

Agata Matuszewska

bratnia dusza bonjovi.pl aktywna nieprzerwanie od 2003 roku, redaktorka serwisu od 2005 roku; fotograf z zawodu i zamiłowania; sztucznie ruda na głowie, w sercu ruda naturalnie; miłośniczka muzyki, astronautyki, psów i podróży. zagorzała fanka gier komputerowych i wszystkiego co geek kochać może!

Może Ci się również spodobać...