Milton Keynes 10-11 czerwca 2006 Anglia

Bon Jovi w Polsce

9 czerwca 2006 (piatek)

Tak! Jutro dzien, na który czekalam od przeszlo osmiu lat! Dzieli mnie od niego zaledwie kilkanascie godzin. Nie tego sie spodziewalam! Gdzie ta euforia i podekscytowanie, które powinny mi towarzyszyc? Nie dosyc, ze jest spokojnie tak, jak gdyby nic nie mialo sie wydarzyc, to dopadaja mnie watpliwosci czy w ogóle ja chce isc na ten koncert. Obawa tego, iz nie bedzie tak, jak zawsze sobie to wyobrazalam- szalenstwo przed scena, lzy radosci i wzruszenia, tudziez uscisk samego Jona
Moje mysli przez caly dzien nie ulegly zmianie. Wiem, ze wtedy caly stres zwiazany z tym wydarzeniem… dlawil moja ogromna radosc!

10 czerwca 2006…..

Czuje sie jak robocik, który pare dni temu, no dobra-pare miesiecy wczesniej zostal zaprogramowany i wszystkie te czynnosci wykonuje teraz. Pobudka- prysznic- sniadanie…? Nie! zbyt wiele emocji, aby mój zoladek mógl cos jeszcze przelknac. Makijaz? Alez naturalnie xD Majac jednakze swiadomosc, iz splynie zanim dojade na miejsce (zapowiadal sie upalny weekend), lecz grunt to dobrze sie bawic! Po malym retuszu tego, co matka natura dala, bylam w pelni gotowa, by wyruszyc na spotkanie 3 – stopnia. xD Jeszcze tylko szybki przeglad torby, czy oby wszystko mam- bilety, pieniadze, telefon, woda! Cale 500 ml! Cóz, Anglicy to dziwny naród a ja pokorna dziewczynka 😛 skoro takie maja zyczenie…heh, tudziez grzecznie zakupilam tylko mala buteleczke wody zgodnie z przepisami 😛 naiwnie myslac, ze „na pewno jakos dam rade”! O zgrozo! Do kolejnego absurdalnego wrecz zakazu brzmiacego:

NO FLAGS! NO BANNERS!

Rzecz jasna-nie moglam podejsc powaznie! Nie po to meczylam sie z ich stworzeniem, zeby teraz zostawic to w domu. Tak wi–c to chyba wszystko. Jestem gotowa! So.. ready,steady,go! Teraz pozostaje „wsiasc do metra byle jakiego…” i dotrzec na Euston, a stamtad DESTINATION MILTON KEYNES!
Wciaz spokojna i opanowana, nawet za bardzo! Jest po 9 rano, ruch na stacji- bez zmian. Hellooooo?? Oczekiwalam tlumu fanów (nie moich oczywiscie) obijajacych, tudziez ocierajacych sie o siebie nawzajem, walczacych o dostanie sie do pociagu do MK! A tu nic! Pustka! Zero! Bilety na pociag nabylam pare dni wczesniej, by oszczedzic sobie stania dzis w „dlugiej” kolejce! A tu ruch jak kazdego innego zwyczajnego dnia. Co gorsza-nikt nie wygladal na potencjalnego fana! Damn! Slyszalam, ze zwracane sa bilety, bo przeciez Milton to nie Wembley, wiec do diabla chyba powinnam rozgonic marzenia o 50.000 tlumie rozgoraczkowanych fanów spiewajacych razem „Livin on a prayer”. Jestem w pociagu. Przede mna godzina jazdy do miejsca. Czas na zebranie mysli, których tak naprawde jeszcze nigdy nie udalo mi sie pozbierac Gleboki wdeeech i wydech, wdech i wydech… Z dlugiego zamyslenia wyrywa mnie tajemniczy glos pana speakera:

„We are approaching Milton Keynes Central”

Oh yeeaaah!!! Tu juz troszke bardziej tloczno. Jest po godzinie 10.00 Pogoda jak najbardziej sprzyjajaca- ciepelko! Wypatruje mnie pewna Niemka, która pragnie przylaczyc sie i powedrowac ze mna na slynne Miltonowskie polany(wiedzialam, ze w koncu na cos przyda sie moja koszulka) Emocje zaczynaja dawac o sobie znac. Dochodzi do Ciebie, ze to jednak nie sen a rzeczywistosc. Wyobrazalam sobie ten dzien od ladnych paru lat w kazdym szczególe i teraz odnosisz wrazenie malego de javue !
Po 20 min szybkiego marszu (jeszcze nie biegu) docieramy z sasiadka za zachodniej granicy na miejsce. Jest coraz bardziej goraco i to nie ze wzgledu na atmosfere, ale slonce- stopnie Celsjusza ida nieublaganie w góre, co daje sie odczuc na wlasnej skórze i wiem, ze najgorsze pewnie jeszcze przed nami. Pierwsi fani, których liczba siega ok. 150 juz sa! Jedni praza swoje ciala na slonku, inni staraja sie znalezc odrobine cienia, o który naprawde bylo trudno! Docieram pod wejscie nr 5, i tu wlasnie rozstaje sie ze swoja wspóltowarzyszka podrózy, która rozpoczela sie na dworcu mk. Czlonkowie Backstage maja swoje przywileje, których niestety jeszcze wtedy nie bylo mi dane zaznac. Rozsiadam sie wygodnie na trawce, po czym jak zwykle w moim cudownym zyciu dopadaja mnie watpliwosci: czy to oby na pewno wejscie dla posiadaczy biletów Golden Circle!? Na ulotce wyraznie zaznaczonych jest kilka glównych wejsc, znajac swoje szczescie zapewne jestem przy tym niewlasciwym, a tam gdzie naprawde powinnam byc juz dawno ludzie stworzyli kilkusetmetrowa kolejke! Kto pyta-nie bladzi. Moja czarna wizja cale szczescie nie potwierdzila sie, wiec jest dobrze! Co by nie stresowac sie, ze zapytalam niekompetentna osobe, skierowalam swoje watpliwosci jeszcze do paru innych osób. Nadgorliwosc ponoc gorsza od faszyzmu.

Cel 1- znalezc wlasciwe wejscie- OSIAGNIETY!
I tak mijaja dlugie godziny, przybywa coraz wiecej osób. Kazdy stara sie dopchac na sam przód, co udaje sie nielicznym. Slonce pali niemilosiernie!!! Wszedzie unosi sie kurz, który przykleja sie do sposonych wokol mnie ludzi 😛 mrau. Ja, jak zawsze adekwatnie ubrana do pogody xD szkoda, ze nie wzielam jeszcze korzuszka. Z moich 500 ml nieublaganie robi sie ich chyba z 300ml. wody „Bosko Zagrzanej”. Booszz! A jeszcze nawet nie przekroczylam wejscia! Minuta wydaje sie byc godzina. Siedzenie na krawezniku, gdzie na metr kwadratowy przypadalo nas czworo, wsród niedopalków papierosów, ogryzków i butelek nie nalezy oczywiscie do komfortowych warunków, lecz sama tego chcialas, wiec teraz cierp! Nie moge narzekac! 12.00….13.00….14.00…. To juz przestaje robic sie zabawne! Mam powoli po dziurki w nosie calego tego Milton Keynes! I want my mummy!!! Scisk przed brama jest juz taki, ze nawet nie da sie usiasc(i tu przed oczyma staje teledysk „I sleep when I’m dead”, nózki powoli odmawiaja posluszenstwa! Pocieszajacy bardzo byl fakt, ze tak naprawde nikt z nas nie wiedzial ile jeszcze kaza nam czekac pod ta CHOLERNA BRAMA! Jestem znuzona i wyczerpana! Jeszcze zeby bylo z kim porozmawiac i posmiac sie z tej calej sytuacji w ten typowy Polakom tylko znany sposob hehe. Nagle z nikad wylania sie sznur autokarów, jeden za drugim i kazdy zapelniony do ostatniego miejsca. Wszyscy wjezdzaja bez problemu tam, gdzie my chcemy sie dostac od paru dobrych godzin a stopni jest chyba ponad 30! Co jest? Gdzie tu sprawiedliwosc.
Jest przed 15.00; panowie z „security” kaza nam sie grzecznie ustawic w szeregach i prosza o to, aby po kolei grzecznie i spokojnie wchodzil kazdy rzad. Zastanawiam sie- czy oni w ogóle wiedza o co prosza?
Brama majaca zaprowadzic nas do celu zostala otwarta! Z ta sama chwila rozpoczyna sie wyscig nr 1, w mysl zasady „kto pierwszy ten lepszy” oczywiscie.
Wbiegasz i czujesz sie zdezorientowana, bo zamiast miejsca przypominajacego Milton Keynes Super Bowl, widzisz tylko parking samochodowy, same autokary, dzwigi… Hellooo?? Gdzie jest scena? xD
Ogólnie rzecz biorac nie wiadomo w która strone sie kierowac a fani tez nie bardzo sluza pomoca, gdyz i oni rozbiegaja sie w dwie rózne strony! Normalnie jak sploszona zwierzyna, kazdy biegnie przed siebie i po krzyku wiem, ze nikt z nich dokladnie nie wie gdzie lol Wprawia mnie to w male zaklopotanie bo wiem, ze jesli wybiore zly kierunek biegu, to moge pozegnac sie z dobrym miejscem o którym marzylam! A ludzioof coraz wiecej. O nie! Nie po to zakupilam ten bilet, zeby nie miec z niego korzysci.
Damn! Biegne w prawo! BINGO! A tu…kolejna niespodzianka i… kolejna brama!
Ach ci Anglicy!!! Do wlasciwego juz (mam nadzieje) wejscia prowadza 4 równo odgrodzone barierkami przejscia-dwa dla Backstage, 2 dla zwyklych smiertelników. I cóz, znów kazano czekac! Rezultatem mojego szybkiego biegu( który i mnie zaskoczyl ) bylo to, ze znalazlam sie ok. 5 metrów od „Niebios Bram”. W mojej „ogromnej” butelce wody mililitry zmniejszaja sie niestety nieublaganie, w koncu taki bieg to nie lada wyczyn 😛 Obawiam sie, ze zanim rozpocznie sie koncert to uschne z pragnienia. Ta mysl zaczyna mnie przygnebiac. Dozuje sobie po pare kropelek na moje spierzchniete usta, co by nie zemdlec 😛 Wszedzie tylko kurz, spoceni ludzie, slonce prazy a chmury tego dnia zrobily sobie wolne. Kazdy sie niecierpliwi. Nieliczni maja jeszcze ochote na jakakolwiek konwersacje. Szczesliwi ci, co pomysleli o nakryciu na glowe i o kremie z filtrem UV.
Odszedl mój dobry humor i blagam niebiosa, aby juz bylo po wszystkim bo czuje, ze nie wytrzymam. A przeciez nie tak sobie to wszystko wyobrazalam! Wiedzialam, ze all good things come to those who wait, ale blagam, niech to cholerne slonce juz zajdzie!!!
Oto jest i nasza sekta. Pojawiaja sie czlonkowie Fan Clubu, którzy jako pierwsi zostaja wpuszczani do srodka. Idzie to calkiem sprawnie, wiec pokrzepilo to moje serce, iz lada chwila pójdziemy i my! Oh ja naiwna!!! Backstagerow bylo kilkaset a „chwila” przerodzila sie chyba w godzine a ja kipialam ze zlosci! Przyszedl czas na nas. Krok po kroczku i jestem juz przy bramie glównej. Zostaje oznakowana rózowa tasiemka na reke. Co to oznacza- nie mam zielonego pojecia! Liczylam chociaz na to, ze zerkna co mam z soba sie znaczy sprawdza torbe czy cus a tu nic! Bezpieczenstwo przede wszystkim! Moglam wniesc wszystko a i tak pewnie nie spostrzegliby. Nie wiem, który raz z kolei zostaje nam powtórzone:

DON’T RUN FOLKS! JUST DON’T RUN! OK?

Hehehe ok. jak panowie sobie zycza Przekraczam brame, tylko ona dzieli mnie od tego cudownego miejsca! Po lewej widze stoiska z chlodzonymi napojami… marzylam o tym przez te ostatnie 6 godzin, ale damn ja musze biec w prawo!! Trudno, najwyzej padne pod ta scena. Nie ma czasu na tak banalne rzeczy! Zaczynam biec… i znów zonk! Nie, tu juz nie ma trzeciej bramy xD Ustawia sie nas w 4 rzedy po równe 6 osób!!! (jesli dobrze pamietam) po czym pewien pan spokojnym glosem oznajmia nam, ze na jego rozkaz idziemy wszyscy równo! Jesli ktos zacznie biec- zostanie cofniety! Bardzo stresuje sie przed ostatecznym wyscigiem, który zadecyduje o wszystkim :P. Mysle sobie „bossszzz co za terror!” I slyszymy cicho brzmiacy rozkaz przewodnika naszego malego stadka: Gooo..! Robimy krok 1… 2… 3 coraz szybciej i szybciej, a atmosfera jest juz nie tyle nerwowa, co groteskowa! Wszyscy zaczynaja biec chyba nas nie cofna na poczatek? 😛 Jest i ratunek na moje wyschniete gardelko! Chwytam szybko napój i rzucam prawie w biegu moja zaplate i wracam w ten dziki tlum I oto przed moimi oczyma ukazuja sie wspaniale „pola” Milton Keynes Super Bowl! Wooow!!!

Widze dwa sektory: wewnetrzny i zewnetrzny. Do którego z nich zaprowadzi mnie moja rózowa wstazeczka? Tak! jestem w sektorze blizszym sceny. I o to wlasnie chodzilo. Backstage juz dawno zajal wszystkie miejsca pod scena, tak wiec spoczelam sobie blisko barierek gdzie zapewne bedzie przechodzil Jon.

Jest po 16, mysl o tym, ze koncert za ok. 4 godziny nie napawa mnie radoscia, lecz jest juz lepiej! Nie musze gniezdzic sie w kolejce, mam swoje miejsce i wystarczy czekac! Oby tylko slonce zaszlo jak najpredzej za scene i dalo mi troche wytchnienia! Miejsca jest tyle, ze spokojnie moge sie wylozyc i odpoczac po tych traumatycznych przezyciach. Moja flaga posluzyla za turban, co by nie przygrzalo mi w dekiel bardziej niz do tej pory.

Pictures by rita_th

Po pewnym czasie mojego leniuchowania i krotkich grzecznosciowych rozmowek z kobietkami obok,staje sie dla nich niespotykanym okazem w Zoo! „ONA NIGDY NIE BYLA NA KONCERCIE BON JOVI!” Jak to w ogóle jest mozliwe? You people!!
Pózniej nastepuje male zwiedzanko calego obiektu, aby popatrzec na to wszystko z góry! Jakie robi wrazenie- nie musze chyba mówic. Tak mija nam wszystkim czas.
Jest i BON JOVI, na razie tylko na niebie, ale tak blisko nich jeszcze nie bylam a mk gotowe na ich przyjecie:

W granicach godziny 18.00 na scene wchodzi angielski zespól SPIN. Tym samym daja mi juz poczuc smak koncertu! Bardzo krótki wystep, jednak znaczenie jego bylo pewnie nie male. Nastepnie pojawilo sie NICKELBACK. Bylam oczywiscie sceptycznie do nich nastawiona przed koncertem i nie lubowalam sie jakos w ich muzyce, ale przeciez nie dla nich tu bylam. Ludzie dobrze sie bawia a to jest przeciez najwazniejsze. Ogólnie wiekszych zastrzezen brak.

I tak, jest juz przed 20.00 juz tak blisko!!! Wczoraj tez bylo blisko, ale teraz to juz apogeum Za chwile spelni sie moje najwieksze marzenie! Zobacze na zywo ludzi, których cenilam od szkoly podstawowej. Przeszlo 8 lat trzeba bylo mi czekac na to i udalo sie. Po wielu trudach i staraniach jestem tu!! tam, gdzie chcialam byc- przed scena, gdzie za chwile ujrze moich chlopaków. Jak to jest zobaczyc ludzi, którzy znaczyli i nadal znacza w Twoim zyciu tak wiele, ale bardziej wydaja sie byc nierealni. Ich obraz w twojej glowie wykreowala televizja i gazety, a teraz zobaczysz ich takich, jacy naprawde sa! Ekscytujace!!
Slonce powoli zmierza ku zachodowi. Panowie oswietleniowcy zaczynaja zajmowac swoje miejsca. To chyba znak, ze zaraz cos zacznie sie dziac! Siedze dalej niewzruszona, bo przeciez jeszcze zdaze sie nastac 🙂 Mija moze z 15 min. tlum znacznie sie ozywil i musi byc tego jakas przyczyna! I chyba wiem jaka! Wstaje a moje oczka dostrzegaja, ze pojawil sie juz Tico… wychodzi David tlum wita ich glosnym okrzykiem i brawami. Kazdy zasiada za swoimi sterami. Teraz nastepuje wejscie smoka- Richiego Sambory

WOOOOOOW!!! Cos niesamowitego. Ogromna radosc i oszolomienie. Oto przed Toba stoja we wlasnej osobie ludzie, którym w jakis sposób wiele zawdzieczasz. Zaczynaja rozbrzmiewac pierwsze dzwieki „last man standing”
I wtedy… POJAWIA SIE ON!!

MOJA SLODKA OBSESJA – JON BON JOVI xD Wrzask NIESAMOWITY! A pode mna uginaja sie nogi, które w jednej chwili zrobily sie jak z waty!! Heh tego sie nie spodziewalismy. Zaczelam trzasc sie z tego wszystkiego. Zupelnie jak na pierwszej randce 😛 Nie nie nie, tu emocje sa po prostu nie do opisania! Jon z gitara przechodzi do przodu, gdzie znajdowal sie mikrofon, jest jakies 5m ode mniee i slychac..

„Come see a living, breathing spectacle
Only seen right here (…)”

Damn! „..honey don’t forget to breathe(…)” Moje rece trzesa sie tak z wrazenia, ze nie jestem w stanie zrobic przyzwoitego zdjecia! Nastepuje przerwa na solówke Richiego a Jon zaczyna cos, co chyba mialo przypominac taniec. Stoje jak wryta i trzymam swój dobitny banner. Nie moge zapanowac nad trzesawka moich rak i w ogóle nie wiem na jakim swiecie jestem, ale stoje twardo!! Jon odwraca sie a ja zastanawiam sie, czy czyta moj apel czy nie, ale co by mial nie przeczytac, skoro mu sie samo to o oczy prawie rozbijalo.

Eeeh koniec piosenki. Wraca tam, skad przyszedl. No nic, przeciez nie mozna miec wszystkiego! Kolejne utwory: Rockin all over the world,You give love a bad name, Captain Crash, Runaway; spiewasz wers za wersem, ale gdyby ktos zapytal o tytul piosenki to potrzebna bylaby chwila zastanowienia sie nad odpowiedzia. To jak modlitwa Ojcze nasz.. slowa same wychodza z ust lol
„Radio saved my life tonite” Juz na poczatku zapodzialam gdzies swoje trzewiki i bawie sie w najlepsze jak na wiejskiej potancówce nogi brudne po kolana od skakania po czyms, co kiedys pewnie bylo trawa. Biore w dlonie swój banner, na cos go przywleklam przeciez z tej Polski! Po chwili skakania z uniesiona w górze wyzej wymieniona rzecza… Jon spiewajac wskazal palcem w moim kierunku… Hmmmm „przepraszam Jon, czy to bylo do mnie??” xD nikt w zasiegu mojego wzroku nie staral sie tak ostentacyjnie zwrócic na siebie uwagi hehe, kobietki, dla których bylam tym niespotykanym okazem krzycza- To bylo do Ciebie!! Oh yeah xD nie moge zaprzatac sobie tym glowy czy do mnie czy nie do mnie, nevermind.

Rozpoczyna sie IN THESE ARMS i znów wszyscy razem wers za wersem… Druga zwrotke zaczyna spiewac David, po czym Jon zbliza sie do zejscia ze sceny i tym samym ludzie wpadaja w szal, a najbardziej- zenska czesc publicznosci!
Zaczyna sie! Tlum napiera coraz bardziej do barierek, kazdy chce dotknac, kazdy chce miec dobre zdjecia! Morze rak pragnacych dotknac swojego bozyszcza… a on idzie spokojnie z usmiechem na twarzy i daje te mozliwosc nielicznym.

Toczy sie zacieta walka lol, tylko niektórzy moga wyjsc z niej zwyciesko xD Jon jest juz tak blisko a Twoje wnetrznosci sa coraz bardziej miazdzone, ale to nie ma znaczenia w takiej chwili!. Mam tylko nadzieje, ze mój aparat wyjdzie caly z tej opresji- inaczej jutro bede martwa! Nie zaprzatam sobie glowy oczywiscie robieniem zdjec, które zapewne beda dostepne w internecie. Jest juz na wyciagniecie reki, przeciez nie moze przejsc tak o po prostu obok swojej najwiekszej fanki xD!!! Hello???? Jon I’m here, chcialoby sie powiedziec just turn around!
I juz w ogóle trace nadzieje na wszystko, na to, ze bede miala okazje hmmm uscisnac mu dlon? No dobra, na tak wiele nie liczylam xD Nachyla sie po to, by wziac angielska flage, która rzucily mu moje „bekstejdzowe znajome” hehe, ale wstaje bez niej i.. obraca sie w nasza strone hehehe! Yeahhhhhh bejbe

Tym samym daje mi mozliwosc dotkniecia tej jakze cudownej dloni! lol Co za przezycie. Dodam, ze na co dzien jestem powazna kobieta, a nie rozbujana nastolatka 😛 Moja prosba z plakatu posrednio zostala spelniona. Dal mi ta sposobnosc! Wow! Musze odetchnac!
Nastepne songi: Have a nice.. Who says.., piekne I’ll be there fot u zaspiewane przez Sambore. Jestem wykonczona tym szalenstwem! Brak mi juz tchu, ale nie poddaje sie 😛
Jon daje rade wokalnie i naprawde niezle sobie radzi, ale widac po nim zmeczenie. Trudno sie dziwic, skoro sa juz w trasie pare miesiecy.
A moze po prostu oszczedza sily przed dniem jutrzejszym? Jest i Livin on a prayer, którego nie moglo przeciez zabraknac. Niezwykle przezycie móc spiewac ten hymn z taka iloscia ludzi! Do tego jeszcze Livin in Sin, która obok Always i These days byla piosenka, która tak bardzo chcialam uslyszec live! Oto i mam 🙂

Wspanialy koncert, swietna zabawa i cudowne wspomnienia. Pomyslec, ze jeszcze pare godzin wczesniej bylam bliska placzu i mialam wszystkiego dosyc xD
Wiem, ze nieublaganie zbliza sie koniec, lecz nie ma we mnie smutku, bo wiem, ze jutro znów tu bede i powtórze to szalenstwo! Jeszcze tylko wanted, keep the faith i hasta la vista. Bardziej niz na ich powtórne wyjscie liczylam na fajerwerki, ale damn rozczarowalam sie!!. Z glosników zaczyna dobiegac Frank Sinatra „I did it my way” a 50-60 tys fanów zaczyna baaaardzo powoli opuszczac swoje miejsca. Krok po kroku i moze w jakies 30 min uda mi sie dotrzec na stacje i wrócic do Londynu. Wszyscy ida gesiego, step by step a nasza predkosc jest normalnie zawrotna. Docieram na stacje i ku przerazeniu widze z kilka tysiecy luda, którzy równiez czekaja na pociag, ohooooo chyba nie myslalam, ze tylko ja bede wracac?
I ponowne czekanie.. podstawiaja pociag… wpuszczaja grupe ludzi. Znów czekanie; podstawiaja pociag… i kolejna grupa… znów czekanie. Czas: ok. godz. 1.00, jestem w Londynie a ze mna tysiace ludzi tloczacych sie wszedzie, gdzie niegdzie slychac jak ktos próbuje swoich sil wokalnych i spiewa piosenki BJ. A „big red buses packed so tight(…)” odwoza kazdego w innym kierunku. Przed 3.00 docieram do domu. Jestem tak zmeczona, ze od razu padam na lózko, jednak wrazenia nie pozwalaja zmruzyc mi oczu! Z tego wszystkiego zapomnialam, ze nic tego dnia nie jadlam… niewazne, musze jakos teraz zasnac. Jutro przeciez czeka mnie kolejna dzika noc xD

11 czerwca 2006…

Po trzech godzinach snu, znów ten sam schemacik. Pobudka, prysznic, zadnego jedzenia, metro, pociag, destination- Milton Keynes. Na miejsce docieram o podobnej godzinie co dnia poprzedniego. Wszedzie widac rozwichrzone namioty fanow, rozlozone w najbardziej dzikich miejscach. Sytuacja nie wyglada wesolo. Pierwsza brama zostala juz otwarta a kolejka ludzi posiadajacych bilet Golden Circle byla uuuuuuu zbyt dluga! Oczywiscie musialam jakos nabyc lepszy bilet,niz ten który posiadalam na dzien dzisiejszy-General Admission, uprawnial mnie on do zajecia miejsca na a’la „trybunach” O nie! po tym czego doswiadczylam wczoraj nie moglam teraz isc na tyly!
Po krótkich negocjacjach z pewnym panem zdobylam swój upragniony GC.
Na jego mala niekorzysc, ale czego sie nie robi dla nas kobiet

Pozostal tylko problem przedostania sie z konca kolejki….. troszke blizej. Jesli stane na jej koncu, to równie dobrze moglam nie kupowac lepszego miejsca. Troche stresowa sytuacja. Wiem, ze jesli mi sie nie uda, to zostane spalona na stosie przez cala ta grupe za to, ze dopuszczam sie malego oszustwa xD w najlepszym przypadku zostanie wezwana ochrona i zaprowadza mnie tam gdzie moje miejsce- na koniec kolejki. Wczoraj mialam okazje widziec podobna akcje i naprawde nie chcialabym, aby dzis sie powtórzyla ze mna w roli glównej. Nie moge pozwolic sobie na tak stresowe sytuacje zostalabym wtedy napietnowana i koncert spisalabym na straty.
Polak jednak potrafi! Troche sprytu i ryzyka i znalazlam sie o te 150 m blizej(nie mam miary w oczach, ale tak gdzies tyle bylo:P) Pomine jakie zastosowalam metody i techniki, lecz grunt, ze sie udalo!Powtórka z rozrywki! znów pieczenie sie na sloncu przez kolejne 3 godziny. A wczorajsze doswiadczenia niewiele mnie nauczyly, bo nadal nie mialam nakrycia na glowe ani olejku z kremem UV, za to wody az nadmiar…xD Wszystko dzieje sie odrobine szybciej niz wczoraj.
Backstage juz dawno przeszedl, wiec wpuszczaja nas. Na nieszczescie tuz przede mna skonczyly sie opaski na reke zezwalajace na wejscie do wewnetrznego sektora Damn! Damn! Damn! Wystarczylo wstac pól godziny wczesniej!Co za niefart! Trudno, tutaj zadne sztuczki nie pomoga. Nie ma juz zadnego ustawiania nas w dziwne stada, gdyz wiadomo, ze na nic sieto zdaje.

Wpadam do sektora Outter Golden circle i zajmuje miejsce znów kolo barierki.
Ludzi naplywa coraz wiecej i robi sie taki scisk, ze o pozycji siedzacej moglismy tylko pomarzyc! Wymeczenie mojego organizmu daje o sobie znac. Jakos rozepchalam sie i usiadlam na obszarze, który pewnie nie liczyl nawet 50cm (kwadratowych). Przysnelam co chwile budzac sie z uczuciem wbijajacego sie kolana w moje plecy, badz bucika pewnej pani, który miazdzyl notorycznie moje stopy!
Dwa koncerty pod rzad- to szalenstwo. Zbyt wiele jak dla mnie, bo organizm domagal sie odpoczynku. Jakos wytrzymalam do wystepów-SPIN I NICKELBACK. Nic nowego, set lista podobna i nawet teksty rzucane ze sceny byly troche wczorajsze xD Chad K. chyba nie byl swiadomy tego, ze 80% tych ludzi, bylo obecnych tu wczoraj. Czas na Bon Jovi. Tym razem ku mojemu zaskoczeniu nie zaczynaja od „Last Man Standing” ale od „Keep on Rockin on a free world”! Zapominam o zmeczeniu i o tym, ze znów przez caly dzien uraczylam swój zoladek tylko snickersem. Bon Jovi tez specjalnie mnie nie zaskoczylo.. liczylam na jakas odmienna set liste od wczorajszej, ale sie przeliczylam. Grali prawie to samo.
I znów IN THESE ARMS, mezczyzni przede mna oferuja pomoc w trzymaniu mojej wielkiej flagi z napisem „POLAND WAITS 4U!” I kolejna powtórka: tlum znów napiera do przodu i zaczyna sie miazdzyc, a Jon przechodzi jak nigdy nic i nie zauwaza ani Polskiej flagi ani Niemieckiej, ani tez Hiszpanskiej lol Niewazne! Przeciez sie staralam!

Jest power! Wiekszy niz wczoraj, lecz niestety dzis troche gorsze miejsce, które nie pozwala mi sie tym wszystkim tak rozkoszowac jakbym chciala. Trudno jest sie nawet ruszyc! Jon daje z siebie wiecej niz dnia poprzedniego.
Zapomnial zmienic tylko koszulke… xD

Slysze, iz wspomina cos o plycie „crossroad” mrauuu, zapowiada sie ciekawie. Slyszymy „Always”! i donosny wrzask ludzi. Moje marzenie by uslyszec ta piosenke! Niestety nie w tej wersji jakiej bym pragnela, ale lepsze cos niz nic. Mój hymn dzieki któremu rozpoczelam swoja przygode z Bon Jovi. Teraz spiewam ja tutaj z wszystkimi – AMAZING! Potem I’ll be there, everyday, bad medicine etc.
Szaleje na tyle, na ile pozwala mi moja ograniczona dosyc przestrzen!
Jest juz ok. 22.00, stoje scisnieta w tym tlumie od 5 godzin! Mam nadzieje, ze nie zemdleje jak dziewczyna obok. (Ciekawe czy z wrazenia czy z tej ciasnoty). Po wanted dead or alive zapada cisza, która nagle przerywaja jak dobrze nam znane wszystkim pierwsze dzwieki THESE DAYS! Nie! To juz za wiele! Takiego rarytasu sie nie spodziewalam! Jaka radosc w moim sercu mieszajaca sie ze lzami wzruszenia xD Jon zaspiewal to genialnie, mimo malej wpadki na koncu! Wielki uklon w jego strone. Na zakonczenie uraczyli nas keep the faith z domieszka „sympathy for the devil” i bylo po wszystkim! Tak, to juz koniec.

Kreci sie w oku lezka, bo w przeciwienstwie do wczoraj wiem, ze jutro juz tu nie powróce. Weekend, na który tak dlugo czekalam, zbliza sie ku koncowi.Chcac przedluzyc ta chwile zostalam na swoim miejscu, gdy wiekszosc ludzi juz je opuscila.

Frank Sinatra znów rozbrzmiewal i wprawial w zadume. Jak bardzo nie chcialam stamtad odchodzic xD!! Scena stopniowo byla rozbrajana, pozostaly pod nia tylko jakies grupki fanów. No nic, przeciez nie bede tu nocowac. Trzeba w koncu opuscic to miejsce i wrócic do rzeczywistosci!!!
Radosc i smutek mieszaly sie ze soba nawzajem. Radosc oczywiscie z faktu, ze bylo mi dane przezyc 2 wspaniale dni z BJ a smutek wiadomo.. te dni juz sie skonczyly i nie wiadomo kiedy powróca.

Jesli w ogóle powróca, chociaz wierze ze tak!

Tak naprawde, nie zastanawialam sie dokad ide. Wiedzialam, ze dopóki wokól mnie sa ludzkie istoty, to jest dobrze xD po prostu szlam przed siebie. Gdy oprzytomnialam okazalo sie, ze niestety zabladzilam troszeczke. Nie ma jak to zgubic sie w miescie, którego sie nie zna i to jeszcze o tej porze! Wszedzie fani, ale malo kto z nich wiedzial w jakim miejscu sie znajduje, oprócz tego, ze w Anglii. Trzeba bylo wrócic i wybrac inny kierunek, tym razem wlasciwy! Nie wiem, ile km nadrobilam, ale w koncu dotarlam do miejsca skad mialam byc odebrana.
Tyle emocji, których nie sposób opowiedziec. Trzeba przezyc! Pamietam, ze
w radio puszczali wlasnie cala plyte „Have a Nice Day”
I te telefony fanów wzajemnie pozdrawiajacych sie i dziekujacych za tak wspaniale dni. Przy story of my life.. odplynelam 🙂
Nie wiedzialam czy koncze wlasnie sen… czy dopiero zaczynam…

Autor: jovizna

Agata Matuszewska

wieloletnia redaktorka i bratnia dusza bonjovi.pl; fotograf z zawodu i zamiłowania; sztucznie ruda na głowie, w sercu ruda naturalnie; miłośniczka muzyki, astronautyki, psów i podróży. zagorzała fanka gier komputerowych i wszystkiego co geekowskie.

Może Ci się również spodobać...

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się z naszą polityką prywatności i plików cookies. Dowiedz się więcej...

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close