Londyn, Hard Rock Calling, 25 czerwca 2011 r. – Filip z Krakowa

25 czerwca, 2011 roku.

Wstałem o 6 rano. Ku swojemu zadowoleniu zorientowałem się że już nie pada, tak jak miało to miejsce dzień wcześniej. Włączyłem telewizję a po chwili poszedłem obudzić tatę, bo to z nim miałem udać się na koncert. Godzinę potrwało zanim wstał i oporządził się do wyjścia, ale około godziny 8, po śniadaniu, z wyszykowanym jedzeniem udało nam się wyjść. Półtorej godziny jechaliśmy autobusami na miejsce, o 9 30 byliśmy pod bramami Hyde Parku.

Ku mojemu zdziwieniu stało już tam wielu ludzi, ale nie zraziłem się zbytnio i jako udało mi się razem z tatą wepchnąć prawie pod same barierki. Co jaki czas wychodzi ochroniarz i mówi przez megafon że nie można wnosi krzeseł, stołów i uwaga, lodówek. Czas leciał szybko głównie za spraw mojego odtwarzacza mp3 który pomaga mi tam wystać, no i niebieskookiej brunetce z którą co jakiś czas wymienialiśmy spojrzenia ;] Szlag mnie trafi gdy zobaczyłem że ludzi z Backstage wpuszczaj wcześniej od nas. Rozumiem że oni mogą trochę więcej ni reszta, ale mnie to wkurzyło, bo to ja za wszelką cenę chciałem być tam pierwszy! Na szczęście przed 12 zaczęli przygotowywać się do otwarcia reszty bram, ludzie stali się jakby bardziej nerwowi. Minuty leciały, czas zacz się wtedy dłużyć, ciągle zastanawiałem się czy uda mi się zdobyć jakie dobre miejsca. No bo chyba nie na darmo chcę stać tu prawie 10 godzin przed koncertem! Około godziny 12 10 otworzyli bramy, pomimo wcześniejszych próśb aby się nie spieszyć i nie przepychać ja, razem z reszt tłumu podbiegliśmy pod bramki. Tam szybka kontrola naszych plecaków i rura pod scen. Na dystansie bramy-scena każdy może poczuć się jak Usain Bolt ;] Na moje nieszczęście ochroniarz mnie na chwil zgarnął i zaczął co truć o tym żebym zwolni;. A gdzie tam, pobiegłem jeszcze szybciej a w końcu złapałem upragnioną barierkę! Tata który został w tyle widocznie zabłądził ale po chwili znalazł mnie i rozpoczęliśmy koczowanie prawie pod sceną. Prawie gdyż przed nami było coś w stylu golden/diamond circle, gdzie jak mi się wydawało wpuszczano członków backstage oraz VIPów. Ważniejsze było jednak to że z naszych miejsc, dokładnie przy barierkach odgradzających backstage od reszty było widać całą scen, z każdym szczegółem. By to cały festiwal, Hard Rock Calling. O 13 45 wszedł pierwszy zespół, Vintage Trouble z tego co pamiętam, zagrali całkiem fajnie. Następnie trochę przynudziarski band z blondyną gitarzystko/wokalistką, stanowczo za długo grali. Potem Black Cards, fajnie, lider stanął na barierkach jakiś metr ode mnie i rzucił koszulkę w tłum, okropny pisk wszystkich osobników płci żeńskiej zapamiętam na zawsze… W między czasie tata, czyli towarzysz niedoli pod sceną prawie pobił się z Niemcem, no ale każdy wie że te dwa narody jako za sobą nie przepadają. Powiem tylko że Niemiec później dozna jakiej przemiany i usilnie próbował nas częstować piwem. Na czym skończyłem … ? A, tak. Po Black Cards na scenę wszedł Ray Davies. Od czasu aż on zacz grać wogóle nie czułem zmęczenia, adrenalina działa xD Występ świetny, Idealnie rozruszał publicznoś przed gwiazd wieczoru. Została jakaś godzina do ich wyjścia. 45 minut do wyjścia – wjeżdża perkusja Tico i klawisze Davida. 30 minut do wyjścia – wnoszą gitary Bobby’ego i Hugh’a. 20 minut do wyjścia – gitary Richi’ego Potem dopinanie wszystkiego na ostatni guzik i czekamy, zostało jakie 10 minut.

Nagle włączyło się intro. Nie mogłem uwierzyć że za chwilę na scenę ok. 20 metrów ode mnie wejdzie mój ukochany zespół. To jednak działo się na prawdę. Zaczęli wychodzi: Hugh, Bobby, Tico, David. Każdy z nich otrzyma; wielki aplauz. Lecz nie ma porównania do tego co zaczęło się dziać gdy pojawi się Richie. Pisk, krzyk, ryk niesamowity. O mało co nie ogłuchłem. A chwilę po tym usłyszałem znajome intro… Zaczęły mnie przechodzi dreszcze i nie wiedziałem co ze sobą zrobi. Gitara brzmiała w tle, tłum szalał więc oficjalnie, panie i panowie koncert się rozpoczął! Raise your hands i ręce do gry! Wyskoczy Jon w czerwonej marynarce i poszło. Potem Bad Name, zaśpiewane niesamowicie głośno i chóralnie jakby wszyscy zgromadzeni w HydeParku znali cały tekst. Następnie Born To Be My Babe, Born To Follow, Lost Highway, It’s My Life, In These Arms. Byli w świetnej formie, widać to było po każdym z osobna, no może poza Bobbym który trochę skiepścił solo w In These Arms. W trakcie występu wpadłem w trans, sam od siebie śpiewałem, skakałem i machałem rękami gdzie popadnie. Byłem niesamowicie pobudzony więc zmęczenia wogóle nie odczuwałem, pamiętam że było Hallelujah, Blaze Of Glory, Lay Your Hands On Me, Sleep When Dead. Dokładnej kolejności nie pamiętam. Gdy już powoli szykowałem się na Keep The Faith i pierwszą przerwę wydarzyło się coś godnego uwagi jak i masowego wrzasku wśród tłumów. Richie zaczął grać dość mocny riff, z początku nie zorientowałem się co to za piosenka ale po chwili mnie oświeciło… Hey God! Niesamowicie mnie to zdziwiło, była to pierwsza duża niespodzianka na koncercie. Jakoś potem HAND i Keep The Faith. No i zeszli. Nie było ich z 2 minuty. W między czasie publiczność dobrze się bawiła śpiewając zazwyczaj Livin’ On A Prayer, bądź skandując tytuły piosenek. Wychwyciłem These Days, Stick To Your Guns(bosko było by to usyszeć!) no i Dry County. Tytuł ostatniej piosenki sam wykrzyknąem kilka razy. No i wrócili, przebrani, może troszkę wypoczęci. Panowała cisza, ale z niej nagle dało się słyszeć dźwięki klawiszów David’a. Ta melodyjka układała się jak wstęp do Dry County! Oszalałem z radości, na tą piosenkę najbardziej liczyłem i w głębi duszy miałem ogromną nadziej że ją zagrają! Podczas solówki Ryśka wpadłem w istny szał razem z 65000 osobami. Chciałbym tutaj również bardzo pozdrowi dwie panie które stały koło mnie a ich celem chyba było całkowite pozbawienie mnie słuchu, po części im się to udało bo gdy obie zaczynały piszczeć musiałem zatykać uszy, jak później dostrzegłem nie tylko ja. Someday I’ll Be Saturday Night, tytuł co spasował ;]

Następnie Wanted, publika zawiodła i gdy Jon dał im okazję na zaśpiewanie pierwszej zwrotki oni milczeli, jakież to okropne! No ale z drobną pomocą wkońcu im się to udało. Przez cały czas trwania piosenki przechodziły mnie niesamowite dreszcze, super uczucie. Nasiliły się one podczas solówki. Boska! Jak ja kocham Ryśka i jego grę na tym instrumencie! No i nastał czas na Livin’ On A Prayer! Szczerze mówiąc sądziłem że to już koniec, cały Hyde Park śpiewał, a raczej wrzeszczał. Zabawa przednia, ta piosenka ma w sobie niesamowitą moc! Podczas podskakiwania przywaliłem o barierkę i jak się później okazało rozciąłem kolano, ale zauważyłem to dopiero w domu. Koniec, Jon dziękuje wszystkim. Mówi dobranoc i kończą. Wtedy nagle zrywa się masowe “WE WANT MORE!”. I tak kilka razy, jako że nie mogli zrobić nic innego poszli wszyscy na swoje miejsca i charakterystyczne mocne bębny rozbrzmiały w Hyde Parku, Always panie i panowie! Zagrali to idealnie, perfekcyjnie rzekłbym nawet. Skończyli, gdy nagle spostrzegłem że Richie zmienia gitar, czyli jeszcze coś! These Days! Tak! Zaraz po Dry County to było moje życzenie na koncert. Tutaj też rozpłynąłem się gdyż z tą piosenką jestem niesamowicie związany emocjonalnie. W między czasie znów wyczuwałem się w magię w solówce. I nagle, po These Days gitarę bierze Jon. Weszło Blood On Blood. Ta piosenka na końcówkach koncertów brzmi świetnie, zdecydowanie lepiej niż na początkach. No i graj, zwróciłem wtedy uwagę na to że Jon zaczął bardziej kuśtykać, ale daje radę!

Skończyli, na co publiczność “ONE MORE SONG!”. Chyba spodobała im się nieustępliwość Londynu bo dali do zrozumienia że naprawdę kochają to miasto w piosence I Love This Town. Oczywiście wolałbym coś ze starszych pyt, chociażby Wild Is The Wind którego zabrakło, ale wtedy mnie to nie obchodziło. W szale adrenaliny wiłem się pod tymi barierkami i szalałem ze szczęścia! No i niestety oficjalny koniec. Jon rzucił że musi iść do domu, pożegnali się ładnie, pomachali i do widzenia! Dotarło wtedy do mnie że to już koniec, poczułem wtedy tak pustkę. Brakowało mi ich muzyki i tego jak potrafili rozruszać mnie i tysiące innych osób, pocieszyłem się jednak tym że zawsze będą w moim domu na płytach, i to wtedy kiedy sobie tego zażyczę jak i tym że napewno jeszcze nie jeden ich koncert mnie czeka! Potem odczułem straszne zmęczenie, adrenalina opadła najwyraźniej. Powrót do domu był okropny, ledwo idąc dowlokłem się do autobusu. Padłem na łóżko i spałem do 12 następnego dnia.

26 czerwca, 2011 roku.

Tak jak przypuszczałem straciłem głos, cały byłem obolały, ledwo żywy. Za to cholernie szczęśliwy. Jak później się dowiedziałem z bonjovi.pl setlista w Hyde Parku wyglądała następująco:
1. Raise Your Hands
2. You Give Love a Bad Name
3. Born to Be My Baby
4. We Weren’t Born to Follow
5. Lost Highway
6. It’s My Life
7. In These Arms
8. Blaze of Glory
9. Lay Your Hands on Me
10. Captain Crash & the Beauty Queen From Mars
11. Bad Medicine /Pretty Woman
12. Hallelujah (Leonard Cohen cover)
13. When We Were Beautiful
14. I’ll Be There For You
15. Who Says You Can’t Go Home
16. I’ll Sleep When I’m Dead
17. Hey God
18. Have a Nice Day
19. Keep the Faith
Encore:
20. Dry County
21. Wanted Dead Or Alive
22. Someday I’ll Be Saturday Night
23. Livin’ on a Prayer
Encore 2:
24. Always
25. These Days
26. Blood on Blood
Encore 3:
27. I Love This Town

No cóż, usłyszałem to co chciałem usłyszeć, zabrakło jedynie Wild Is The Wind i Stick To Your Guns. Przeżyłem jeden z najwspanialszych i najpiękniejszych wieczorów mojego życia, słowa w tej relacji tego nie opisz, było to poprostu coś magicznego, jakby nie z tej ziemi. Spełniło się moje marzenia, zobaczyłem mój ulubiony zespół Bon Jovi na żywo, darłem się, skakałem i starałem się śpiewać każdą piosenkę. Już po koncercie postanowiłem sobie że podczas następnej trasy koncertowej udam się nie na jeden, ale na kilka koncertów, utwierdziłem się w tym następnego dnia gdy wspominałem cudowny wieczór w Hyde Parku, a jeden koncert obowiązkowo w Polsce! W załącznikach dodaj trochę zdjęć z koncertu.

See you on a road!

f1

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Autor: Filip z Krakowa

Agata Matuszewska

bratnia dusza bonjovi.pl aktywna nieprzerwanie od 2003 roku, redaktorka serwisu od 2005 roku; fotograf z zawodu i zamiłowania; sztucznie ruda na głowie, w sercu ruda naturalnie; miłośniczka muzyki, astronautyki, psów i podróży. zagorzała fanka gier komputerowych i wszystkiego co geek kochać może!

Może Ci się również spodobać...