Jon Bon Jovi: wywiad dla „Daily Telegraph”

Zapraszam Was do przeczytania wywiadu, jakiego Jon udzielił gazecie Daily Telegraph. Frontman grupy Bon Jovi został przepytany przez Bryony Gordon. Specjalnie dla Was podjąłem się przetłumaczenia rozmowy.

Jon Bon Jovi istnieje już w biznesie muzycznym tak długo, że mógłby udzielać wywiadów śpiąc. Tak właśnie wyglądał, gdy rozpoczęłam z nim rozmowę – jakby zaraz miał zasnąć. Nie miało znaczenia jak wyglądam. Dla Jona byłam tylko nieznaną przedstawicielką brytyjskich mediów. Na pewno jest wiele kobiet, które zrobiłyby dużo, by znaleźć się na moim miejscu. Wyglądał dokładnie tak samo, jak wtedy, kiedy w 1983 roku jego zespół rozpoczął wspinaczkę na szczyt muzycznego raju.

Rozmawialiśmy na temat nowej płyty – „The Circle”, 11 studyjnym albumie grupy. Opowiadał o swym nowym dziele tak, jakby był w transie. Tak, jakby odtwarzał z pamięci przygotowane i utarte frazesy na temat swojego nowego „dziecka”. Mówił, że jest to album inspirowany zmianami, jakie nastąpiły na świecie przez ostatni rok – kryzys ekonomiczny, zapaść gospodarcza, wybór pierwszego w historii USA czarnoskórego Prezydenta. To wszystko powinno brzmieć ekscytująco i rzeczywiście w jego ustach brzmiało to tak ekscytująco, jak recytacja szkolnego wierszyka przez znudzonego ucznia. Nie, nie myślę żeby wynikało to z braku jakichkolwiek emocji związanych z wydaniem płyty. Myślę, że bardziej wynikało to z braku chęci rozmowy o tym samym poraz n-ty.

Kiedy spytałam go, co go tak długo (26 lat) trzyma w przemyśle muzycznym odparł bez chwili zastanowienia:”potrzeba dążenia do bycia lepszym, niż byłem wczoraj. Nie robię tego dla pieniędzy, sławy, czy chwały. Robię to ponieważ, gdy piszesz piosenkę jesteś bliżej nieśmiertelności niż kiedykolwiek, a kiedy widzisz reakcję publiczności to jest, jak magia.”

„Czy miło wspominasz występ w programie X – Factor?

JBJ – „Było ok..- mówiąc to wyglądał na znudzonego – nie interesuję się przebiegiem tego show i nawet nie znam uczestników. Chyba nie dał bym sobie rady będąc na ich miejscu. To zbyt wielka presja. Odniesienie sukcesu w przeszłości znaczyło zupełnie co innego niż dzisiaj. My walczyliśmy o swoją pozycję i sukces, zaczęliśmy być zauważalni po trzeciej płycie. Nie sądzę żeby dzisiaj podobna sytuacja mogła im się przydarzyć.

Przetarł oczy i westchnął. Oboje zaczęliśmy się gapić przez dłuższą chwilę na jego filiżankę kawy. Zaczęłam się zastanawiać co mogę zrobić, by go wybudzić. Przypomniałam sobie, że to jest facet, którego zespół rezerwował specjalny pokój dla swoich fanek. Nikt z nas nie wyglądał, jakby chciał się tam teraz znaleźć.

„Wyglądasz na zmęczonego?”

Usiadł wygodnie w swoim fotelu i pierwszy raz nawiązał ze mną kontakt wzrokowy.

JBJ – „Przepraszam, mam dzisiaj zmiany nastroju i sam nie wiem dlaczego. Wiesz, podróżujesz po tylu miastach, a jedyne co widzisz to: lotnisko, hotel, siłownia, bar” przerwał i uśmiechnął się przez chwilę „Ale przyrzekam, nie spędziłem wczoraj dużo czasu w barze. Jestem po prostu zmęczony.”

Bon Jovi to zespół, który śpiewa o związkach damsko – męskich , robotnikach. Nie można ich lekceważyć. Ponad 120 mln sprzedanych płyt, czy wyprzedane koncerty w O2 Arena w Londynie – zaplanowane na przyszły rok – są tego dowodem. Zespół nigdy jednak nie był pupilem krytyków.

JBJ – „To się raczej nie zmieni. Jesteśmy zespołem, który odniósł ogromny, komercyjny sukces i tego nam wszyscy zazdroszczą.”

Jon widzi siebie jako prezesa zarządzającego przedsiębiorstwem z długoletnią tradycją. Jego koledzy z zespołu – gitarzysta Richie Sambora, klawiszowiec David Bryan i perkusista Tico Torres przyznają, że Jon Bon Jovi jest szefem.

Wreszcie, tematem, który rozbudził mojego gościa na dobre stała się polityka. Jon jest Demokratą. Ma oddanych przyjaciół w osobie byłej pary prezydenckiej Billa i Hillary Clinton.

JBJ – „Powiedziałem kiedyś Billowi, że chciałbym jednak być tu gdzie jestem, a nie politykiem, czy prezydentem. Wiesz dlaczego? Bo ja nie muszę po końcu kadencji oddawać samolotu, czy kluczy do domu..”

Jon zagrał na koncercie z okazji zaprzysiężenia Prezydenta Obamy.

JBJ – „Tak, Waszyngton był wtedy magiczny. Miesiąc miodowy Baracka się jednak skończył. Jednak wciąż w niego wierzę. Oczekuję wszystkiego co najlepsze po jego rządach.”

W dzień, kiedy się spotkaliśmy, demokratyczny burmistrz New Jersey przegrał stanowisko na rzecz kandydata Republikanów. Spytałam więc Jona, czy nie myślał o objęciu rządów w swoim rodzinnym New Jersey. Odpowiedź była negatywna.

JBJ – „Dlaczego wszyscy pchają się do polityki? Wszyscy umieją się tylko „ślizgać”. Nie gadaj o transparentności/przejrzystości. Pokaż ją swoim postępowaniem. Wszystko sprowadza się do atakowania drugiej strony bez względu na to, po której stronie leży prawda. I to boli.”

JBJ – „Pewnego dnia przyjaciel nazwał mnie osobą z ciągotami politycznymi, a ja się bardzo na niego wkurzyłem! Nie jestem taki. Zgodzę się na określenie: wrażliwy na problemy społeczne, filantrop. Mówię mu – Nie będę startował w wyborach. Angażuję się tylko w kampanie polityczne, a to zupełnie inna sprawa. On jest przekonany, że ludzie i tak będą mówić: dlaczego mamy się przejmować jego zdaniem (Jona przyp.tłum)? Nie bratam się z politykami do tego stopnia, by zapraszać ich na scenę. Chcę tylko, by ludzie usłyszeli co dany polityk ma do powiedzenia i to wszystko.”

Ktoś wszedł do pokoju, by dać nam znać, że trzeba kończyć rozmowę.

JBJ – „Ooo, jak często mam okazję przebywać z blondynką w hotelowym pokoju? – zaśmiał się – a Ty właśnie teraz pukasz do drzwi”.

O wiele bardziej wolę rozbudzonego Jona Bon Jovi. Jest inteligentny, szczery i zabawny.

JBJ – „Chyba właśnie popełniłem zawodowe samobójstwo…” – powiedział na pożegnanie.

Powinien starać się robić to częściej…

Bryony Gordon, Daily Telegraph

Tłumaczył: Frankie

Agata Matuszewska

bratnia dusza bonjovi.pl aktywna nieprzerwanie od 2003 roku, redaktorka serwisu od 2005 roku; fotograf z zawodu i zamiłowania; sztucznie ruda na głowie, w sercu ruda naturalnie; miłośniczka muzyki, astronautyki, psów i podróży. zagorzała fanka gier komputerowych i wszystkiego co geek kochać może!

Może Ci się również spodobać...