Jon Bon Jovi w Howard Stern Show

© Sergey Bobylev / TASS

Jon Bon Jovi 15.04 był gościem u Howarda Sterna w jego cyklicznym radiowym programie Howard Stern Show, w stacji SiriusXM, który dostępny jest pod tym linkiem. Poniżej prezentujemy pełne polskie tłumaczenie długiej i bardzo ciekawej dyskusji między dwoma dobrymi znajomymi.

HS: Jonny, znamy się już wiele lat i muszę cię o coś na wstępie zapytać. Kiedy w młodości spotkałeś szatana? Mogę przysiąc… Jon w młodości spotkał szatana, który uczynił go szalenie przystojnym – bardziej nawet, niż niejedną kobietę. Mówię wam, zawarł pakt z diabłem. Szatan powiedział mu: „sprawię, że będziesz śpiewać, tworzyć hity i nawet za 50 lat od teraz nadal będziesz wypełniać stadiony i organizować największe trasy koncertowe, ale pod jednym warunkiem: gdy umrzesz będziesz się smażył razem ze mną w piekle”.

JBJ: Nie powiedział, czy mają tam wolną posiadłość przy plaży (śmiech).

HS: Co porabiasz? Jak się trzymasz? Siedzisz w domu w New Jersey?

JBJ: Mam się dobrze, obserwuję co się dzieje na świecie, wokół nas. To szaleństwo, czyż nie? To wszystko jest jak jakiś nieudany film science-fiction.

HS: Pytanie, jak sobie radzisz przez wzgląd na twoją pozycję społeczną i majątkową. Pamiętam jak stroiłem sobie żarty podczas wprowadzania was do Rock & Roll Hall Of Fame, mówiąc jaką to górę pieniędzy generuje projekt Bon Jovi. Największa, najbardziej dochodowa trasa 2019 r., 1.9 milionów biletów sprzedanych, ok. 8 milionów biletów sprzedanych, 868 milionów dolarów dochodu przez ostatnią dekadę. Dlatego uważam, że zawarłeś pakt z diabłem. To są niewiarygodne liczby. Mimo wszystko przez wzgląd na sytuację możesz być zmuszony do wstrzymania się z koncertowaniem przez najbliższe… ile? Prawdopodobnie dwa, trzy lata, to prawda?

JBJ: Od rozważań na ten temat obecnie nie można uciec. Kto wie, możemy już nigdy nie mieć okazji zagrać live przez to paskudztwo. Granie tras koncertowych może się w ogóle skończyć, być niemożliwe. Jednak nie możemy ulegać presji sytuacji. Ilu ludzi, tyle opinii. Czytałem artykuły, że 2020 na pewno jest wykluczony. 2021 r. będzie również prawdopodobnie wykluczony, jeśli chodzi o koncertowanie.

HS: W takim razie, kiedy w 2022 r. powiedzą ci, że nie możesz grać live jak wtedy zareagujesz? Przejdziesz nad tym do porządku dziennego? Powiesz: „nie ma problemu, po prostu już nigdy nie zagram przed 50 tysiącami ludzi”?

JBJ: Koncertowanie takie, jakim je znamy dziś, może już nigdy nie powrócić. Dlatego na poważnie, wewnątrz zespołu rozważamy wszelkie opcje. Dokładnie licząc, w terminie dwóch tygodni od dzisiaj miałem u Ciebie grać live cały materiał z naszej nowej płyty. Teraz nic z tego nie wyjdzie. Dokładnie rozważamy opcje, wszystko w najmniejszym stopniu. Mam nową płytę, która tylko czeka na to, by ją włożyć do odtwarzacza, podzielić się nią z ludźmi…

HS: Tak wiem, to wszystko jest bardzo dziwne. I to nie tylko chodzi o nową płytę. To też nie jest tak, że ty potrzebujesz koncertować dla zarobku. To nie jest tak, że bez tego wylądujesz na ulicy. Jednak chodzi mi o to, że to było coś co kochasz, coś do czego jesteś stworzony, powód dla którego zostaje się muzykiem, by móc dzielić się swoją twórczością z odbiorcami. Teraz rzeczywistość nagle się zmienia diametralnie. Czy zdążyłeś już tą nową rzeczywistość zaakceptować? Bo ja na przykład siedzę w domu już niemal od miesiąca. Wczoraj sobie siedziałem i rozmyślałem: „nie, ja tego wszystkiego nie akceptuję! Nie akceptuję, że to wszystko dookoła to nasza nowa rzeczywistość”. Rozumiesz, o co mi chodzi? Ciężko mi zaakceptować, że nagle nie mogę sobie wyjść do mojego studia na Manhattanie, że nie jest mi dane na co dzień widzieć moich współpracowników. To jest po prostu szalone!

JBJ: Tak, dokładnie, nawet trochę nierzeczywiste. Całkiem niedawno rzeczywistość wymierzyła mi siarczysty policzek, gdy dowiedziałem się, że mój syn Jake (17 lat) chciał się wybrać na zakończenie swojej szkoły i nie będzie mu to dane. Romeo z kolei tkwi w naszym domu i zastanawia się, czy wróci do liceum, tak więc mam dzieciaki w domu i rozmyślam ile takich drobnostek, błahostek, z mojego dorosłego punktu widzenia, jednak dla nich bardzo ważnych, ich ominie.

HS: To właśnie w tym wszystkim boli mnie najbardziej. My jesteśmy starsi, łatwiej nam przychodzi pogodzenie się z tą całą sytuacją, ale te dzieciaki… pomyśl o zespole takim jak chociażby twój, o waszych początkach… wspomniałem to Sir Paulowi, który gościł u mnie ostatnio. Gdyby Beatlesi zaczynali w obecnych czasach, to mogliby się w ogóle nie wydarzyć jako zespół. Tak jak ty, gdy zaczynałeś karierę, tworzyłeś „Runaway”, czy Twoje dzieciaki, które na pewno nie mogą się doczekać rozpoczęcia swojej kariery, życia, kontynuowania tego co im tak raptownie zabrano. To wszystko po prostu nie mieści się w głowie i w dłuższej perspektywie może wpłynąć na rozwój naszej młodzieży.

JBJ: Dokładnie, rozmawialiśmy o tym w gronie rodzinnym. Co, jeśli Jake swój pierwszy rok w college’u w całości spędzi z nami w domu zaliczając przedmioty metodą online? To wszystko jest bardzo przygnębiające, ale nie możemy dać się ponieść dołującym emocjom. Musimy stosować się do wskazówek, izolować się, zrobić wszystko co w naszej mocy, bo to naprawdę małe rzeczy w naszym codziennym życiu. Jeśli będziemy je stosować pozwolą nam przez to przejść. W przeciwnym razie będziemy się łapać na ciągłym rozmyślaniu: „co to będzie? Co się stanie? Jak teraz będzie wyglądać nasze codzienne życie?”.

HS: Jon, czy zdarzyło ci się ostatnio wrzasnąć na tych wszystkich debili, którzy z zasady nie zachowują środków ostrożności? Nie wiem, może w trakcie porannego joggingu miałeś taką sytuację? Gdy może za blisko do ciebie podeszli prosząc o autograf? Czy wziąłeś na siebie obowiązek, by wykorzystać to kim jesteś, żeby nauczyć ich, jak do tego wszystkiego prawidłowo podchodzić? Czy po prostu odchodzisz w ciszy, nie zawracając sobie nimi głowy?

JBJ: Ponieważ jestem teraz w New Jersey i stosuję się do zaleceń izolowania się, tak naprawdę nie miałem zbyt wielu takich okazji poza swoimi stałymi obowiązkami w Soul Kitchen. Jednak tam jestem tylko z dwoma kucharzami i managerem restauracji. I to wszystko. Nawet nie wyglądam na salę.

HS: Zaraz, czy aby na pewno?

JBJ: Tak!

HS: Schodząc na temat Soul Kitchen – co jest jedynym powodem, dla którego mimo paktu z diabłem w młodzieńczych latach, wylądujesz w niebie – w Soul Kitchen karmisz ludzi, których nie stać na posiłek. I to wcale nie byle jaki posiłek. Sam pomysł i sposób działania zasługuje na najwyższy szacunek i uznanie. Swego czasu było o tym głośno w mediach. Chcesz mi zatem powiedzieć, że naprawdę codziennie wychodzisz z domu i idziesz myć naczynia do restauracji?

JBJ: Dokładnie, pięć dni w tygodniu.

HS: I co, w dobie pandemii nie martwi cię to, że może się niepotrzebnie narażasz?

JBJ: Nie, restauracja jest bowiem zamknięta, jednak ludzie w potrzebie cały czas wymagają atencji, potrzebują jedzenia. Ten problem sam w magiczny sposób nie zniknie. Jednak o siebie się nie martwię. To co robię, to po prostu zmywanie naczyń. Nie mam żadnego kontaktu z ludźmi, którym wydawane są posiłki. Jesteśmy tam z Dorotheą pięć razy w tygodniu.

Głos ze studia: W maseczkach i rękawiczkach?

JBJ: Tak!

HS: Naprawdę nie obawiasz się, że złapiesz to cholerstwo?

JBJ: Nie będę mówił, że ta cała sytuacja mnie nie przeraża, bo tak nie jest. Nosimy maseczki i rękawiczki. Stosujemy się do wszystkich zaleceń. Zmieniamy ubrania zaraz po przyjściu z dworu. Tak naprawdę jednak, jak powiedziałem wcześniej, prawdopodobnie mam najczystsze ręce w całym New Jersey, bo większość czasu i tak spędzają w zlewie (śmiech). Czas wolny spędzamy z dzieciakami w domu. Właściwie z dwójką, bo reszta nie mogła zdzierżyć tej sytuacji.

HS: Jake ma 17 lat, tak? Wygląda mega przystojnie.

JBJ: Dokładnie, przyznaję.

HS: Dzieciak na pewno zaliczył wiele przygód damsko-męskich. Mogę się założyć!

Głos ze studia: Howard, skąd możesz to wiedzieć?

HS: Rozmawiałem z nim. Powiedział mi.

Głos ze studia: Naprawdę?

JBJ: To dobry chłopak…

HS: Uwierz mi, rozmawiałem z dzieciakami Jona o rzeczach, którymi się z nim nie dzielą. Wujek Howard daje im lekcje seksualności (śmiech). Co on porabia? Jest symbolem sexu, prawda?

JBJ: To tylko 17-latek starający się znaleźć swoją ścieżkę w życiu… Howard, znasz go od kołyski. Teraz wydoroślał.

HS: Natomiast wiem, że Romeo pobierał lekcje karate, zresztą tak jak i ja. Ćwiczył karate i MMA. Naprawdę podziwiam! Rozmawiałem z nim w ostatnie lato i on do mnie, że już tego nie robi. Teraz chce zostać muzykiem. Mówię mu: Chłopie, nie rób tego. Lepiej zostań przy sportach walki. Będziesz mógł przynajmniej skopać komuś dupsko i w dodatku szczycić się, że twoim ojcem jest Jon Bon Jovi. Dzieciak jest jednak wyjątkowo zdeterminowany. Chce zostać muzykiem.

JBJ: Tak, to dobrze…

HS: Uważasz, że to dobrze?

JBJ: Pewnie, muzyka jest twoim najlepszym przyjacielem niezależnie od wszystkiego. Jeśli chcesz mieć coś wspólnego z muzyką, dlaczego od razu startować w showbiznesie? Nie lepiej po prostu nauczyć się grać na gitarze? Może też na przykład napisać kilka piosenek. Muzyka to twój przyjaciel.

HS: Jon, czy jednak nie uważasz, że gdyby to Twój ojciec był sławnym muzykiem, nie chciałbyś za wszelką cenę udowodnić mu, że jesteś  od niego lepszy, dorównać mu? Mój ojciec na przykład zawsze powtarzał, że nigdy nie odniosę sukcesu. Nie zajęło mi dużo czasu by być lepszym niż on, mieć większe osiągnięcia. Zbyt wiele nie zarabiał. Nie to co ty, o nie… Twój przypadek to zupełnie inna liga, wyższy poziom trudności… (śmiech). OK, zmieniając temat – może powiesz nam, jak się miewa David? David złapał koronawirusa… kocham gościa. Co u niego słychać?

JBJ: Czuje się lepiej. Tak jak przekazał mi w ostatni weekend – brzmi lepiej. Naprawdę jeszcze miesiąc temu byłem mocno zaniepokojony. David to typ faceta, który nigdy na nic się nie skarży. Nigdy od niego nie usłyszysz, że coś mu dolega. Nagle zaczyna w rozmowie kaszleć tak, że prawie wypluwa płuca. Brzmiał wtedy fatalnie. Teraz mówi, że jeszcze do końca nie jest OK, ale na pewno jest lepiej. Ciężko mu przychodzi przyznanie, że czuje się źle. Dlatego jeśli słyszę od niego, że czuje się źle, to jest to niewątpliwie powód do niepokoju. Obecnie jego stan jest stabilny. Jego żona też miała objawy, ale przeszła to wszystko łagodniej. David jest na dobrej drodze, by odzyskać pełnię sił.

HS: Ale zdajesz sobie sprawę, że był to idealny moment na wywalenie go z zespołu? Bo wiesz, ma COVID-19. Narażałbyś resztę zespołu. Po co trzymać takiego gościa? Lepiej pozbyć się go teraz póki jest ku temu powód…

JBJ: (śmiech) Nie ma mowy, ale naprawdę mocno to odchorował. Jakiś czas temu zadzwonił do mnie brzmiąc jakby dopiero co wygrał na loterii. Mówi do mnie: „zgadnij co się stało?”. Odpowiedziałem: „co?”. David do mnie: „złapałem to!”. To cały on. Jeśli ktokolwiek z zespołu miał to złapać, to właśnie on.

HS: (śmiech) Jon spoglądam na wystrój Twojego mieszkania i spostrzegłem krzesło z napisem Bon Jovi, krzesło reżyserskie. Tak sobie myślę… po co ci to? Skąd to krzesło?

JBJ: To krzesło było wykorzystywane przy okazji kręcenia filmów, w których występowałem. To jedyny pokój w całym domu, w którym przechowujemy pamiątki, w tym i to krzesło. Zresztą prawie nigdy mnie w tym domu nie ma!

HS: Zanim przejdę do pytań odnośnie specjalnego koncertu, w który jesteś zaangażowany, z którego dochód zostanie w pełni przeznaczony na walkę z pandemią… Nawiasem mówiąc kolejna udana próba by wywinąć się od tego paktu z diabłem (śmiech). Jon, czy nadal jesteś fanem New England Patriots? Nawet po tym jak Tom Brady – wielokrotnie nagradzany rozgrywający, zdobywca sześciu tytułów mistrzowskich przeniósł się do Tampy? Kochasz futbol. Starałeś się nawet swego czasu kupić drużynę NFL. Co tam masz za sobą?

JBJ: To słynna bluza Billa Belichicka (trenera głównego Patriots – przyp. tłum.).

HS: Naprawdę? Trochę mała jak na niego. Jesteś pewien, że to on ci ją dał?

JBJ: Tak, mam jeszcze kilka fajnych gadżetów Patsów w swoich szpargałach.

HS: Zaraz, zaraz, chwileczkę. Jesteś z New Jersey, prawda? Czy aby nie powinieneś kibicować nowojorskim Giants? To trochę jak zdrada i wcale mi się to nie podoba. O co w tym wszystkim chodzi? Wytłumacz się.

JBJ: Tłumaczyłem to już tysiące razy, a jak widać cały czas nie do wszystkich to dotarło. OK, wyjaśniam. Prawdziwi fani futbolu zrozumieją. Jesteśmy z Belichickiem dobrymi przyjaciółmi od ponad 30 lat. W latach osiemdziesiątych był nikomu nie znanym asystentem. Zostaliśmy kolegami. Dlatego gdziekolwiek on szedł w swojej trenerskiej karierze – podążałem za nim. Od Nowego Jorku poprzez Dallas po Cleveland. Kiedy kupiłem drużynę AFL, pojechałem do Dallas. Bill spytał mnie: „co tu robisz?”. Odrzekłem: „co ty tu robisz?”. On odpowiedział: „robię to, za co mi płacą”. Charlie White, koordynator drużyny uniwersyteckiej Notre Dame, był powodem, dla którego mój syn wybrał tę uczelnię i miał to szczęście być w drużynie. Z biegiem czasu relacje naszej trójki zaczęły się zacieśniać, aż w końcu spróbowałem kupić Buffalo Bills. Moja pasja do futbolu, do całego tego biznesu jakim jest NFL, była zawsze na drugim miejscu, zaraz za muzyką. Dlatego tak stałem się wielkim fanem Patriots, bo moi znajomi tam byli: Bill Parcells, Belichick. Poznałem też właściciela drużyny – Roberta Krafta. Byłem fanem od wielu lat. Pamiętam czasy, kiedy Tom Brady był tylko rezerwowym. W 1996 r. byłem z drużyną w Nowym Orleanie kiedy przegrali Super Bowl.

HS: Zawsze miałeś dobre stosunki z NFL, przez te wszystkie lata wyrobiłeś sobie u nich markę a mimo to do dnia dzisiejszego nie było ci dane zagrać podczas Super Bowl Halftime Show (największe muzyczne wydarzenie roku).

JBJ: Nie miałem takiej potrzeby. Odrzuciłem zaproszenie, które jakiś czas temu do mnie wystosowali.

HS: Dlaczego?

JBJ: Nie lubiłem tego, że na scenie nie jesteś sam, nie decydujesz o „pełnym obrazku” – rozumiesz, o co mi chodzi? Wszędzie kręcą się tancerze, statyści, do tego dochodzi ogromna presja. Ostatnio byliśmy zainteresowani, kiedy Super Bowl było rozgrywane w Dallas. Nie dostaliśmy tego występu. Wtedy stwierdziłem, że to koniec. Uznaję sprawę za zamkniętą. Nie będziemy się więcej o to starać.

HS: Bardzo dobra decyzja. Tak naprawdę tu nie ma wygranych tylko sami przegrani.

JBJ: Niektóre występy były znakomite i to trzeba przyznać, jak np. Prince czy U2.

HS: Zawsze uważałem, że Halftime Show robi z rockowego zespołu show rodem z Las Vegas. Te wszędobylskie tancerki…. Nie ma szans na pokazanie zespołu w dobrym świetle. Prince był jeszcze do strawienia. No i potem obejrzałem występ Jennifer Lopez z tą drugą dziewczyną…

Głos ze studia: Shakirą.

HS: Właśnie! Czułem się jakbym był w Vegas, wiesz, tańczący ludzie, jeden wielki cyrk. Wracając do głównego wątku, to patrząc na tą bluzę Belichicka, jestem jednak pełen pytań. Przede wszystkim: czy przesłać ci coś z moich starych ubrań, żebyś mógł sobie powiesić na ścianie?

JBJ: (śmiech) Oczywiście.

HS: Mogę ci przesłać moje buty… (śmiech). Właściwie, dlaczego Bill przekazał ci tą bluzę a ty powiesiłeś ją na ścianie? To fascynujące. Jaka historia się za tym kryje?

JBJ: Po prostu z biegiem lat udało mi się uzbierać przedziwne, unikalne rzeczy. Nie mam jednak duszy kolekcjonera. To był bożonarodzeniowy prezent, który moja żona oprawiła w ramkę. To była bluza, w której Bill pokonał nowojorskich Jetsów. To było bardzo ważne zwycięstwo w jego trenerskiej karierze. Po prostu mi ją podarował.

HS: Czy kiedykolwiek wymieniałeś się z nim ubraniami?

JBJ: (śmiech) On posiada wszystkie moje skórzane kurtki z lat osiemdziesiątych.

HS: Właśnie sobie uświadomiłem, że nie miałem jeszcze okazji zwiedzić tego twojego domu. Zrobiłbym to choćby dla samego przekonania się co tam jeszcze wisi u ciebie na ścianach.

JBJ: Jak mówiłem, prawie nigdy tu nie zaglądam, dlatego jeśli już tu jestem to naprawdę, uwierz mi, to miejsce robi na mnie duże wrażenie.

HS: Myślisz, że Belichick potrzebuje Brady’ego, żeby odnieść sukces? Czy może jest właśnie na odwrót? Co Twoim zdaniem wydarzy się w Tampie?

JBJ: Obydwaj poradzą sobie świetnie. To była kombinacja zawodnik – trener jaka zdarza się raz na milion lat. To był duet idealny, coś jak Sir Paul i Lennon, Mick i Keith. Do tego nie zapominajmy o roli, jaką w sukcesie Patriots odgrywa ich właściciel  – Robert Kraft. Mam to szczęście, że często uczestniczę w przedsezonowym campie Patsów.

HS: To niewiarygodne, że tworząc nową płytę zapraszasz do swojego domu Sir Paula McCartneya, żeby wydał pierwszą recenzję. Zresztą pamiętam zabawną sytuację, jak ty i ja siedzieliśmy w restauracji i mi o tym opowiadałeś, a czystym zbiegiem okoliczności do lokalu wszedł Sir Paul. Myślisz, że lubi być przez ciebie nazywany Beatle Paul?

JBJ: To zabawne. Ostatnio znowu na niego wpadłem. Za każdym razem, gdy masz z nim styczność czujesz się jak małoletni fan. Po prostu powiedziałem mu, że jestem za stary by odnosić się do niego per Pan i jednocześnie nie czuję, żebym był z nim w tak bliskich relacjach, by zwracać się do niego po imieniu. Dlatego spytałem czy woli żebym go nazywał „Wasza Wysokość” czy Beatle Paul. Jest bardzo przyjazną osobą. To trzeba mu przyznać.

HS: Dokładnie, i nie lubi być nazywany Sir Paul bo uważa, że to zbyt oficjalne.

JBJ: Dla mnie zawsze będzie Beatle Paulem.

HS: To szalenie odważny ruch, by zaprosić Sir Paula na odsłuch swojej płyty i wydanie jednej z pierwszych opinii o materiale. I tak naprawdę co robisz? Puszczasz mu muzykę i po prostu gapisz się na niego gdy jej słucha?

JBJ: Tak naprawdę żałuję, że nie było pod ręką żadnej kamery, by uwiecznić ten moment. Każdy, kto jest jego fanem by to zrobił. Moja żona pomogła wszystko zaaranżować. Nazwała to „play date” (śmiech).

HS: Jak to przygotowała?

JBJ: Przyjaźni się mocno z żoną Paula. Udało się to zorganizować. Paul zjawił się sam. Usiedliśmy na kanapie i odsłuchał kilka utworów z nadchodzącej płyty. Jestem z tego materiału bardzo dumny. Co prawda nie wszystko wtedy było nagrane. Po prostu wziąłem gitarę i zaśpiewałem „na żywo”. To właśnie jest jedna z rzeczy, którą obawiałby się zrobić osiemnastolatek, ale na pewno nie pan pod sześćdziesiątkę. Gdy skończyłem, wziął moją gitarę i poprosił, bym przeprowadził go przez konstrukcję piosenki, wytłumaczył jej zarys (piosenka, o której mowa to prawdopodobnie „Lower The Flag” o problemie przemocy dokonywanej w USA z bronią w ręku – przyp. tłum.).

HS: OK, zabrał ci gitarę i co? Chciał ci pokazać, co możesz dodać do utworu?

JBJ: Tak, podpowiedział co warto dopieścić, popracować nad intonacją. Zdradził trochę warsztatu, opowiadając, jak on i John Lennon tworzyli piosenki.

HS: OK, gdy tak Paul słucha tego materiału jakie daje znaki? Co robi w trakcie? Możesz to opisać? Jak dla mnie, to musiały być tortury, tak patrzeć, jak Sir Paul słucha materiału, który stworzyłeś.

JBJ: Po prostu gapisz się jak głupi w głośniki, bo nie chcesz wyjść na gościa, który cały czas przewierca go swoim spojrzeniem, mimo, że pokusa jest wielka (śmiech).

HS: Myślisz, że on może być z tobą w 100% szczery? Bo chyba oczekujesz jakiegoś komentarza zwrotnego, prawda?

JBJ: Też wiele razy byłem zapraszany na tego typu „play dates” i to zawsze jest budujący proces. Zawsze możesz coś dodać, „doprawić” piosenkę po takich rozmowach. Dodać coś o czym wcześniej wcale nie myślałeś, nie brałeś pod uwagę. Myślę, że między mną a Beatle Paulem wytworzyła się pewna nić obopólnego szacunku. Nie przychodziłby do mojego domu, gdyby w jakimś stopniu nie akceptował tego ,co robię muzycznie. To samo miałem z Bruce’em Springsteenem w okolicach Bożego Narodzenia. Wpadł do mnie, przesłuchał… Sam też chciał się podzielić swoim materiałem, który nagrał z The E Street Band. Muzycy, jeśli dysponują już świeżym materiałem, chcą się nim dzielić z innymi muzykami, wysłuchać ich rad, wskazówek, opinii.

HS: Czyli co? Z Brucem było odwrotnie? To on się patrzył w głośniki?

JBJ: Nie, to się odbyło w jego samochodzie. Ma bardzo dobry system audio. Bruce zwierzał się ze swoich odczuć co do piosenki, co mu się w niej podoba, chciał poznać moją opinię.

HS: Pamiętam, jak kiedyś zaprosiłem ciebie i Dorotheę do mojego domu. To chyba nawet były moje urodziny. I wszedłeś do mojego biura… Myślę sobie: „co jest? Co ten gość robi w moim biurze?”. Mało kto wie, że w tym biurze trzymam kolekcję gitar, co już samo w sobie jest wystarczająco zawstydzające bo do dnia dzisiejszego nie nauczyłem się na nich grać. Tymczasem słyszę jak ktoś stroi te moje nieszczęsne instrumenty. Myślę sobie: „co jest?”. Jednak zaraz potem nachodzi mnie myśl. Może jest szansa na jakiś mini koncert? Powiedziałeś wtedy coś na kształt: „Howard, na twoich urodzinach zagram piosenkę, którą dopiero co napisałem”. Pamiętam, że miałeś ze sobą notatnik z tekstem. Powiedziałeś do mnie: Chciałbyś dostać taki prezent? Odpowiedziałem: „no pewnie”! Kurczę, muszę przyznać, że to była piękna kompozycja. Na płytę też wrzuciłeś ją w takiej akustycznej wersji?

JBJ: Nie do końca, na płycie dochodzi jeszcze zespół, ale poza tym to wiele się w jej konstrukcji nie zmieniło. To co wtedy usłyszałeś to esencja brzmienia „The Story Of Love”.

HS: Naprawdę piękna kompozycja. To było coś wspaniałego. Taki prezent… na marginesie, potrzebuję Cię za kilka tygodni, byś zabawił muzycznie moich kilku kumpli, co ty na to?

JBJ: (śmiech) To było chyba jakoś tak dokładnie rok temu, prawda?

HS: Tak, chyba tak. Trzeba przyznać, że udał nam się wtedy tamten weekend! Poza tym, muszę ci wyznać, że ciągle wspominam twój występ na moim urodzinowym show jakiś czas temu. Wystąpiłeś wtedy w duecie z frontmanem zespołu Train, Patrickiem Monahanem. Daliście popis w „Wanted Dead Or Alive”. Jest to jak dla mnie jeden z najlepszych utworów twojego autorstwa. Ponadczasowa kompozycja.

JBJ: Dzięki. Nie tylko mojego – pamiętaj, że współautorem tego numeru jest Richie.

HS: Gdy zagrałeś te partie gitarowe… i ludzie myślą, że potrzebujesz do czegoś Richiego? Sam dałeś sobie świetnie radę.

JBJ: Nie wyszło najgorzej.

HS: Zdradzę teraz słuchaczom pewien sekret związany z przywoływanym przeze mnie show urodzinowym. Otóż słuchajcie, po skończonej imprezie Jon pozmywał wszystkie naczynia… Mówię do żony: „kochanie, chcesz zobaczyć kto u nas w kuchni zmywa naczynia? Bon Jovi… i nie mówię tu o zespole, ale o samym kurczę Jonie Bon Jovim!”.

JBJ: (śmiech).

Głos ze studia: On to robi zawsze jak cię odwiedza (śmiech).

HS: Daj spokój, a myślisz, że niby po co go tak często zapraszam? (śmiech)

HS: Jon, opowiedz nam trochę o tym wydarzeniu… jak się ono ma nazywać? Jersey 4 Jersey? Wyobrażam sobie, że w takim czasie, w jakim się obecnie znajdujemy pojawia się dużo próśb, byś wsparł jakieś akcje charytatywne poświęcone walce z tym świństwem?

JBJ: Tak, oczywiście. Na wszystkie nie da się niestety odpowiedzieć pozytywnie. Trzeba odmawiać i wybierać tylko te, które uważamy za mające szanse wygenerować największy oddźwięk.

HS: Wydarzenie nosi nazwę Jersey 4 Jersey Benefit. Jednego wieczoru wystąpi wiele gwiazd muzycznych, które swoje korzenie mają w New Jersey. Koncert będzie mieć miejsce 22 kwietnia. Wystąpią m.in. Bruce Springsteen, Chelsea Handler, Tony Bennet, Danny DeVito, Whoopi Goldberg, Charlie Puth, Kelly Ripa, John Stewart, SZA i inni.

JBJ: Tak, dodajmy do tego towarzystwa Chrisa Rocka, Halsey… tym razem to jest koncert dla Jersey wykonany przez ludzi Jersey. Wydarzenie będzie transmitowane w ABC, będzie do posłuchania na SiriusXM, iHeart Radio, Apple Music, 22 kwietnia, godzina 19:00, godzinne show. Będzie to w pełni akustyczny koncert grany zdalnie, każdy w swoim domu.

HS: Poczekaj, niech ja coś dobrze zrozumiem… wszyscy będziecie występować w ABC Network, i co będziesz to nagrywać w domu swoim iPhonem?

JBJ: Dokładnie, taki jest plan.

HS: Naprawdę?

JBJ: Tak, nie będzie żadnej produkcji w to zaangażowanej – tylko ja, moja gitara i iPhone.

HS: Co zagrasz? Zdecydowałeś już?

JBJ: Tak, nagrałem nową piosenkę, która inspirowana jest tą całą pandemią, która zostanie dodana do naszej najnowszej płyty. Mamy czas, w końcu przez tą całą sytuację premiera krążka została przesunięta. Utwór nosi nazwę „Do What You Can”. Napisałem piosenkę o sytuacji, w której obecnie wszyscy się znajdujemy i zaśpiewam ją po raz pierwszy w całości. A do tego nie może zabraknąć „Livin On A Prayer”, która niesie ze sobą tak ważne przesłanie dla tak wielu ludzi.

HS: OK, opowiedz trochę o konstrukcji tego show. Będziecie w trakcie zbierać pieniądze na walkę z pandemią. To będzie taki swoisty telethon, ludzie będą dzwonić, tak?

JBJ: Tak, dokładnie.

HS: A kto decyduje o kolejności występujących artystów? Od kogo zależy, kto otworzy a kto zamknie koncert? Ty i Bruce to niewątpliwie największe nazwiska z całego line-upu. Powiedziałeś Bruce’owi: „Słuchaj, Ty otwierasz, ja zamykam show?”

JBJ: Nie wiem, ja na to nie mam wpływu i nawet się w to nie mieszam.

HS: Jak to nie masz na to wpływu?

JBJ: Producent tego show jest władny o tym decydować – to Joel Gallen, którego na pewno miałeś okazję poznać.

HS: Tak, poznałem Joela.

JBJ: Przekonanie Tony’ego Bennetta, żeby się w to zaangażował, było mistrzostwem. Fajnie też, że udało się zachować dużą różnorodność artystów, różne gatunki muzyczne, każdy z słuchaczy znajdzie coś dla siebie. Dodatkowo udało się zachować ten niepowtarzalny pierwiastek bycia z New Jersey. Każdy chciał być tego częścią. To będzie godzina dobrego grania. Każdy będzie miał możliwość zaprezentowania swojej twórczości publiczności. No i jest ten element nieznanego. Jesteś pozostawiony sam sobie. Nie ma nikogo wokół do pomocy.

HS: Czy myślisz, że takie tuzy New Jersey jak Uncle Floyd (The Uncle Floyd Show – niskobudżetowy satyryczny program telewizyjny – przyp. tłum.) i Joe Piscopo (komik pochodzący z New Jersey, najbardziej znany z występów w Saturday Night Live – przyp. tłum.) też będą mieć możliwość zaprezentowania się?

Głos ze studia: Właśnie, gdzie oni się podziali?

HS: Tak, wręcz błagają żeby się załapać!

JBJ: Jeszcze nie jest za późno (śmiech). Szczególnie Uncle Floyd. Byłem kiedyś gościem w programie. Niezapomniane wrażenia, niezapomniane show (śmiech).

HS: Odnoszę wrażenie, że wszyscy w którymś momencie byliśmy gośćmi tego programu (śmiech). Gdzie jest ten facet? Co się z nim stało?

JBJ: The Uncle Floyd Show to była super zabawa.

HS: Potwierdzam, pamiętam jak pewnego razu stawiłem się u niego ze swoimi laleczkami- muppetami. Była niezła jazda (śmiech). Ale bądźmy poważni, oczywiście show musi koniecznie otworzyć ekipa Jersey Shore (Ekipa z New Jersey, amerykański reality show o grupie młodych osób i ich imprezowym życiu – przyp. tłum.).

JBJ: Tak, tak, po stokroć tak (śmiech).

HS: Nie sądzisz, że byliby idealni jako zapowiadacze Bossa?

JBJ: Tak (śmiech).

HS: Stary, wyobrażasz sobie takie połączenie? To byłby kosmos! Zmieniając temat – prawdę mówiąc nie wiem, kiedy będę miał najbliższą okazję spotkać się z tobą osobiście. Przyzwyczaiłem się do naszych wspólnych kolacji, domowych odwiedzin. Kto wie, kiedy to znowu nastąpi? Może będziemy zmuszeni pielęgnować naszą relację jedynie via Zoom (program do przeprowadzania konferencji na żywo zdobywający na świecie w czasie pandemii dużą popularność – przyp. tłum.).

JBJ: Miejmy nadzieję, że tak się nie stanie.

HS: Jesteś jednym z moich ulubionych artystów, osiągnąłeś tak wielki sukces w swoim życiu… o właśnie… może wrzućmy też do dyskusji wątek Sambory… wątek Richiego. Mamy ciężkie czasy, ludzie umierają. Nie wiem, podniosłeś ostatnio słuchawkę i wykręciłeś jego numer, by spytać się jak sobie radzi w tych trudnych czasach, w których przyszło nam egzystować?

JBJ: Ludzie, to nie jest koniec świata. Wyjdziemy z tego…

Głos ze studia: Czyli jednak nie zadzwonił…

JBJ: Wymieniamy ze sobą maile. Komunikujemy się.

HS: Czy jak będziesz grał „Livin On a Prayer” podczas tego Jersey 4 Jersey, nie przeszło ci przez myśl żeby nieco zmienić, podrasować tekst do obecnej sytuacji? Tommy nie mógłby teraz pracować w dokach bo musimy się wszyscy izolować. Zakład na pewno by zamknęli i kto wie, czy on sam nie wylądowałby na bezrobociu. Gina też prawdopodobnie żadnej kasy by do domu nie przynosiła, bo by ją najprawdopodobniej wywalili z tej restauracji, w której tak ciężko pracuje.

JBJ: Restauracja byłaby pewnie zamknięta…

HS: Realizowałaby pewnie jedynie zamówienia na wynos.

JBJ: W sumie mogłaby… (śmiech).

HS: Czy zastanawiałeś się by w taki sposób nagiąć tekst piosenki, by był bardziej „koronawirusowy”?

JBJ: Howard Stern – człowiek miliona pomysłów. To mogłoby się udać (śmiech).

Głos ze studia: Tom czeka na stimulous check od Trumpa (stimulous checks to czeki wystawiane przez rząd obywatelom dla pobudzenia gospodarki, opóźnienie ich wysyłania do Amerykanów ma związek z życzeniem Donalda Trumpa by jego podpis znajdował się na czekach – przyp. tłum.).

JBJ: Boże uchowaj…

HS: Stimulous checks nie będą rozdawane do momentu, jak Donald nie umieści na nich swojego nazwiska, co?

JBJ: Boże, dopomóż nam wszystkim… (śmiech). Trzeba jednak przyznać, że skoro jesteśmy już przy polityce, to Andrew Cuomo (Gubernator Stanu Nowy Jork – przyp. tłum.) i Phil Murphy (Gubernator Stanu New Jersey – przyp. tłum.) odwalają kawał dobrej roboty, naprawdę. Także, czapki z głów przed oboma politykami.

HS: Co powiesz o tym Andrew Cuomo? Prawdziwy lider, prawda?

JBJ: Obaj naprawdę zasługują na pochwały, za to co robią w tych trudnych czasach.

HS: Jon, zawsze powtarzam, że wprowadzenie was do Rock & Roll Hall Of Fame było prawdziwym zaszczytem. To była świetna impreza. Nawet ostatnio rozmawialiśmy o tym z żoną i naprawdę jesteś cholernie dobrym człowiekiem, robisz tyle ważnych i użytecznych dla innych rzeczy… Soul Kitchen… tego typu rzeczy…

JBJ: Dziękuję.

HS: No i Dorothea to prawdziwy anioł. Kocham tą kobietę. Jest niesamowita. Polecam każdemu, byście sobie wygooglali ten materiał zrealizowany przez CBS o Soul Kitchen – naprawdę warto obejrzeć. Słuchaj Jon, a zdajesz sobie sprawę z liczby tych wszystkich kobiet, które wzdychają do Cuomo? Jego pewność siebie przyciąga je jak magnes.

JBJ: Tak, czytałem artykuł Chelsea Handler. Ona go ubóstwia.

HS: Można powiedzieć, że Cuomo jest takim nowym Bon Jovim. Wszystkie kobiety chciały się z Tobą przespać, a teraz…

Głos ze studia: Teraz to on jest gwiazdą rocka (śmiech).

HS: Tak, teraz to on przejął wszystkie Twoje kobiety (śmiech). Zabawne, jak ten świat jest urządzony. W jednej chwili wszystkie przedstawicielki płci pięknej chcą się z tobą – Jonem Bon Jovim – przespać, w innej wzdychają do Cuomo.

JBJ: Tak (śmiech).

HS: Jon, co teraz będziesz porabiać, jak spędzasz dzień?

JBJ: Dbam o kondycję fizyczną, staram się każdego dnia trochę się pomęczyć na siłowni, a potem lekcje śpiewu – codziennie ten sam rozkład dnia.

HS: Przez Zooma?

JBJ: Tak.

HS: Nie żartuj…

JBJ: Lekcje śpiewu, codziennie – naprawdę! Tony Bennett jest dla mnie inspiracją. To od niego wiem, że takie codzienne lekcje dają same korzyści. Rozmawiałem z jego synem Danny’m, który jest także jego managerem. Poprosiłem go, by zdradził mi sekret kryjący się za tak dobrą formą wokalną jego ojca, mimo zaawansowanego wieku (90 lat). Okazuje się, że odpowiedzią są właśnie codzienne ćwiczenia wokalne. To mi wystarczyło. Postanowiłem, że też tak będę ćwiczyć, i trzymam się tego postanowienia. I tak nie mam teraz nic innego do roboty…

HS: Jon, jedno z ostatnich pytań. Jesteś super człowiekiem. Pomagasz ludziom w potrzebie chociażby zmywając naczynia w Soul Kitchen. Powiedz, co jest najtrudniejsze w tej czynności?

Głos ze studia: I które preparaty polecasz? (śmiech)

JBJ: Hmm, rzecz tyczy się zlewu przemysłowego, tam na górze jest coś takiego… nawet nie wiem, jak to nazwać, wiesz, z boku zwykłego zlewu jest takie coś…

HS: Ta dysza (odchylana dysza zlewu do łatwiejszego polewania naczyń – przyp. tłum.)?

JBJ: Tak, w restauracji to zupełnie inny poziom. Tam ta dysza jest ogromna. Czegoś takiego potrzeba mi w domu (śmiech). Potężna maszyna.

HS: Pytanie z trochę innej beczki. Mówiłeś wcześniej o lekcjach śpiewu. Jak możesz zaufać trenerowi od śpiewu? Sam byłeś zawsze uważany za jednego z lepszych wokalistów i nagle korzystasz z pomocy trenera wokalnego. To według mnie spora odwaga bo wiesz, taki trener może poprowadzić cię w złym kierunku i spieprzyć to, z czego utrzymujesz rodzinę, twój głos. Skąd masz mieć pewność, że dany trener jest dla ciebie odpowiedni, że jest dobry w swoim fachu?

JBJ: Moja trenerka Katie Agresta i jej siostra Mary Joe to naprawdę najwyższa półka. Z Katie współpracuję już od trzydziestu lat. Wiesz ,kto korzystał z jej usług? Dee Snyder (amerykański wokalista, znany przede wszystkim z występów w zespole Twisted Sister – przyp. tłum.).

HS: Naprawdę? Dee ma bardzo silny, mocny głos.

JBJ: Naprawdę, Dee pobierał u niej lekcje w latach osiemdziesiątych. To Steven Van Zandt (Little Steven – przyp. tłum.) sprawił, że zwróciłem na nią uwagę. Wtedy nie rozumiałem, po co Stevenowi nauczyciel śpiewu, ale kiedy w połowie lat osiemdziesiątych zaczynałem się coraz bardziej męczyć wokalnie, wypalałem się poradził mi, że powinienem tego spróbować. Na początku się opierałem. Nie miałem zamiaru paradować z książką na głowie jak jakiś głupek czy uczestniczyć w innych tego typu ćwiczeniach. Jednak po jego namowach postanowiłem spróbować. I tak się zaczęła nasza współpraca z Katie, która trwa do dzisiaj.

HS: No dobra, ale chyba już poznałeś jej wszystkie sekrety, sztuczki, dobre praktyki? Co po tylu latach może ci jeszcze zaoferować czego sam nie znasz?

JBJ: To wracamy do początku mojej wypowiedzi: dlaczego Tonny Bennett cały czas korzysta z jej usług? Dlaczego Tom Brady codziennie ćwiczy, by być lepszym rozgrywającym? Jeśli oni mogą, to ja też! Jeśli chcesz utrzymać poziom, musisz się temu poświęcić.

HS: Sam kilka lat temu brałem takie lekcje, może nie by lepiej śpiewać, bardziej by popracować nad barwą głosu czy intonacją, co przydało mi się w branży radiowej. Pamiętam, że nazywało się to techniką Lessaca (Arthur Lessac to autor metody właściwej artykulacji głosowej – przyp. tłum.). Moją nauczycielką była Betty Ann Lisberg. Kazała mi wydawać z siebie różne dziwne dźwięki… Jak to wygląda u ciebie?

JBJ: Bardzo podobnie… musimy sobie uzmysłowić, który mięsień człowieka jest tym najmocniejszym. Wielu uczonych odpowie, że serce. I mają rację, jednak zaraz za sercem plasuje się język. Jeśli jest sztywny blokuje właściwą intonację głosu, ma wpływ na jego siłę, na to ile mocy możesz wykrzesać ze strun głosowych. To zatem pierwsza rzecz, którą musisz zrobić. Sprawić, by język nie stawał ci na drodze do wydobycia czystego dźwięku. Reszta to tak naprawdę niuanse. Oczywiście trzeba zdawać sobie sprawę, że nie ma się już tych dwudziestu, trzydziestu lat na karku i nie wystarczy cały czas śpiewać na tzw. pełnej mocy. Tak naprawdę, im jestem starszy tym ciężej pracuję nad swoim głosem.

Głos ze studia: Czy odkrywasz jakieś nowe rzeczy w swoim głosie podczas takich ćwiczeń?

JBJ: Wiesz co, tak naprawdę to po prostu ciężka, żmudna praca. Na pewno staje się silniejszy. Teraz to tylko kwestia, by móc znów używać go we właściwy sposób na scenie.

HS: Dokładnie, od twojego głosu tak naprawdę wszystko jest uzależnione. To twój głos zapewnia rodzinie byt. Wszystko się na nim opiera. Jon, życzę Ci wszystkiego najlepszego, mam nadzieję, że to wydarzenie Jersey 4 Jersey okaże się wielkim sukcesem i cieszę się, że u ciebie wszystko OK, nie dajesz się temu panoszącemu się choróbsku, a… wiesz co? W międzyczasie wyślę ci parę moich znoszonych skarpet, to sobie powiesisz na ścianie obok bluzy Belichicka, co ty na to? (śmiech)

JBJ: Dzięki… mam nadzieję, że wszyscy Twoi słuchacze dbają o siebie, stosują się do zaleceń izolacji. Pamiętajcie, że jedyne co musicie zrobić, to zachować cierpliwość. Słuchajcie programów Howarda i zostańcie w domach. Tylko tak mamy szansę za jakiś czas wrócić do normalności.

HS: Dokładnie, mądre słowa. Jon, dzięki za rozmowę, trzymaj się w zdrowiu i do zobaczenia.

JBJ: Dzięki, trzymajcie się.

Tłumaczenie: Michał Jarosławski

Korekta: Mateusz M. Godoń

Może Ci się również spodobać...

0

Dodaj komentarz

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się z naszą polityką prywatności i plików cookies. Dowiedz się więcej...

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close