5 rocznica koncertu w Gdańsku

Czekaliśmy na ten koncert ponad dekadę. W grudniu 2000 roku Jon Bon Jovi obiecał, że wraz z zespołem “latem zagra na dużym stadionie w Polsce”. Spełnienie tej obietnicy zajęło mu niemal 13 lat. Dziś, choć trudno w to uwierzyć, mija dokładnie 5 lat od pierwszego koncertu Bon Jovi w naszym kraju!

O tym, co działo się 19 czerwca 2013 roku w gdańskiej PGE Arenie, przez te pół dekady napisaliśmy już chyba wszystko – i chyba nikt nie ma wątpliwości, że był to wspaniały koncert? Ktoś mógłby wprawdzie wytknąć, że wokal Jona już wtedy momentami zawodził, udźwiękowienie koncertu było takie sobie, setlista była taka “zwyczajna”, a poza tym, “no jakże to tak, bez Sambory?!” – jednak to wszystko detale, które w żaden sposób nie wpływają na to, że dla wielu z nas był to najpiękniejszy wieczór życia. Myślę, że nie będzie zbytnią przesadą, jeśli napiszę, iż każda z osób, które w owym czasie tworzyły lub odwiedzały ten portal, dołożyła coś od siebie, by ta noc potoczyła się właśnie tak, a nie inaczej. Z ochotą wzięliście udział w każdej akcji, jaką zainicjowaliśmy jako redakcja serwisu bonjovi.pl, dzięki czemu ta noc była naprawdę MAGICZNA!

Wyjście zespołu na scenę przy ogłuszającym ryku całego stadionu. Moment rozciągnięcia na trybynach naszej “dziękczynnej” flagi. Chwila, kiedy Jon wychodzi na bis w specjalnie dla niego przygotowanej koszulce naszej reprezentacji. Cała akcja “koszulkowa” (spora część z Was przyszła w specjalnie przygotowanych przez nas t-shirtach i musieliśmy się tłumaczyć ekipie zespołu, że to “tylko takie kilkadziesiąt fanklubowych”). Tygodnie przygotowań, w trakcie których żyliśmy tym koncertem niemal 24 godziny na dobę (szczególnie Artur, nasz redaktor naczelny, bez którego by się to wszystko nigdy nie udało!). Wywiad do zamieszczonej powyżej okolicznościowej gazetki (bodaj jedyny raz w moim życiu, gdy to ja byłem odpytywany – a nie na odwrót). Kolejne tygodnie przeżywania tego wszystkiego na nowo przy tworzeniu bootlega (dostępnego TUTAJ), będącego jednocześnie “ścieżką dźwiękową” znanego zapewne Wam wszystkim filmu, którego “produkcję” zainicjowali nasi forumowicze – Richie Pomora i Damned. 6 tygodni pracy nad dopasowywaniem pościąganych z YouTube’a fragmentów nagrań. Sklejanie ich sekunda po sekundzie, wycinanie najdrobniejszych kawałeczków mogących poprawić jakość całego bootlega, aż do uzyskania przynajmniej zadowalającego efektu. Żeby dobrze oddać moment, gdy cały stadion śpiewał pierwszą zwrotkę “Wanted Dead Or Alive”, spędziłem bite kilka godzin na nakładaniu na siebie… 6 różnych nagrań tej części piosenki, zarejestrowanych w różnych częściach PGE Areny. Hardkorowa robota, biorąc pod uwagę totalnie amatorski sprzęt, na jakim przyszło mi pracować, ale… udało się!

Może właśnie intensywność tego wszystkiego, co towarzyszyło mojemu udziałowi w tym koncercie, sprawia, że gdy tylko przymknę oczy – z łatwością przywołuję w pamięci entuzjazm Phila, niefrasobliwość Bobby’ego (wtedy lekko irytującą, dziś wspominaną z sympatią), stoicki spokój Hugh, szaloną moc Tico, energię Davida… i każdy z zawadiackich uśmiechów Jona, gdy pochylał się do nas, osób twardo trzymających miejsca w pierwszym rzędzie. Znam ludzi, którzy niedawno zaliczyli dwusetny koncert Bon Jovi, i wiem, że nigdy nie dojdę do tego poziomu koncertowego doświadczenia w przypadku naszej ukochanej grupy. Gdańsk był ledwie drugim (i póki co ostatnim) występem zespołu, który miałem okazję oglądać na własne oczy. Ale (nie wiem, czy się ze mną zgodzicie?) był to koncert z gatunku takich, których nie oddałbym za pięćdziesiąt innych!

Łapię się czasem na tym, że tak zwyczajnie… tęsknię za tym zespołem! Cała ostatnia trasa po USA, którą starałem się dla Was szczegółowo opisywać na podstawie docierających zza oceanu doniesień, sprawiła tylko, że ta tęsknota urosła do niebotycznych rozmiarów. Gdyby ruszyli w amerykańską trasę jesienią – wielce prawdopodobne byłoby, że już teraz udałoby mi się zobaczyć ich na żywo (i to w ich rodzinnym New Jersey!). Jednak panowie się trochę pospieszyli z objeżdżaniem Stanów Zjednoczonych i Kanady, teraz w planach jest Australia, a o Europie mówi się dopiero w kontekście przyszłego roku. Czyli na kolejny koncert (i wcale nie jest powiedziane, że w naszym kraju…), przyjdzie zatem zaczekać jeszcze minimum kilka(naście) długich miesięcy. Wychodzi na to, że moja przerwa pomiędzy poszczególnymi spotkaniami z Bon Jovi potrwa przynajmniej 6 lat, ale…

…cóż, jak to ktoś mądry kiedyś powiedział: GOOD THINGS COME TO THOSE WHO WAIT 🙂

Mateusz Sakson

Wieloletni fan Bon Jovi, w redakcji bonjovi.pl od 2005 roku. Dziennikarz muzyczny współtworzący portal wyspa.fm, a także fanpage The Rolling Stones Polish Fanclub, Lenny Kravitz Poland i Ricky Martin Poland. W wolnym czasie kibicuje Legii z wysokości trybuny zwanej Żyletą i czyta powieści historyczne.

Może Ci się również spodobać...

0

Dodaj komentarz