2017: Muzyczne podsumowanie roku

Wszystko co dotyczy szeroko pojętego działu muzyki, innych zespołów itp.

Moderator: Mod's Team

2017: Muzyczne podsumowanie roku

Postprzez EVENo » 4 listopada 2017, o 17:15

Co, że niby za wcześnie na rozwieszanie świątecznych ozdób? Gdzie tam, wcale nie jest za wcześnie :D

Mam tego tyle, że wrzucać muszę w częściach, więc wolę zacząć teraz. Myślę, że Adrian dołączy ze swoimi sprawozdaniami, które mogą mnie jeszcze do kilku płyt zachęcić (mam nadzieję). Całą resztę też zapraszam do dzielenia się wrażeniami i dyskusji.
Kolejność tych prymitywnych recenzji zależy od tego, co jest na moim dysku najdłużej. I na całe szczęście, najgorsze szybko miałem za sobą.

happysad – CIAŁO OBCE
Nie jest nowością, że nowy happysad mi nie leży i nie potrafię znaleźć w nim nic interesującego. Pierwszą część płyty da się przełknąć, choć stylistycznie przypomina nie wiadomo co. Trochę jakby sami nie wiedzieli czy chcą być progresywni, czy popowi. Ale nawet gdyby takie połączenie zdało egzamin (a przy wokalu i tekstach Kuby nie ma na to szans), to i w jednym i w drugim przypadku happysad radzi sobie słabo. Później dochodzi do wszystkiego jeszcze irytująca elektronika i mamy przepis na naprawdę kiepski album.
2/10 NEGATYWNA

Gotthard – SILVER
Rockowa uczta, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Trudno przyczepić się do czegokolwiek: płyta jest żywa, w miarę różnorodna i nawet jeśli w pewnym momencie zaczyna być nieco miałka, to po chwili na fale dźwiękowe wskakuje taki „My Oh My”, który od razu przypomina słuchaczowi, na co stać grupę Gotthard. Wysoka ocena pewnie bierze się po części z tego, że to moja pierwsza styczność z zespołem, który nagrał w tym samym stylu już wiele albumów. Możliwe, że w rzeczywistości zasługuje na neutrala… ale możliwe też, że wcale nie ;)
8/10 POZYTYWNA

Blackfield – BLACKFIELD V
Projektem Stevena Wilsona i Aviva Geffena zainteresowałem się dzięki singlowi „How Was Your Ride?”. Od dłuższego czasu szukam współczesnych zespołów, które grają stonowanego, progresywnego rocka i Blackfield spełnia moje oczekiwania z jednym zastrzeżeniem: momentami jest zbyt usypiający. Nowa płyta zdobyła jednak uznanie wśród fanów. Niektóre piosenki wyróżniają się na tle innych, a Geffen pisze naprawdę dobre teksty. Warto mieć takie albumy w bibliotece.
6/10 NEUTRALNA

Daria Zawiałow – A KYSZ!
Zaczęło się od pioseneczki, która spodobała mi się, choć nie powinna. Jak ten RMF-owy przebój, który nie chce wyjść, z ciebie wyjść. Widzicie? Nawet teraz śpiewam tę piosenkę. Chwytliwy refren, banalna melodia i prymitywny kobiecy wokal. Ale z jakiegoś powodu Daria i jej głos spodobały mi się od pierwszego wejrzenia i czekałem na jej debiutancki krążek jakby miał odmienić moje życie. Cóż, mojego oczywiście nie odmienił, ale samej artystki - jak najbardziej. W pełni zasłużenie, to naprawdę dobry polski pop.
8/10 POZYTYWNA

Amy Macdonald – UNDER STARS
Niby jestem fanem ciężkiej muzyki, cenię sobie niebanalne, techniczne granie, a oprócz tego jestem facetem twardo stąpającym po ziemi, dalekim od emocjonowania się byle czym… no ale kiedy słucham Amy to mam motylki w brzuszku <3 <3 <3
Amy to moja nowa miłość. Nie żartuję. Wygląda na to, że mam swoje słabości, bo fan ciężkiego grania nie powinien tak łatwo dawać się prostym, gitarowym dźwiękom i przyjemnym dla ucha melodiom. Prostota, jaką charakteryzuje się muzyka Amy z jakiegoś powodu sprawia jednak, że zapominam kim jestem i zaczynam zachowywać się jak baba. Ale po co mam udawać, że kocham ten stan? Płyta Under Stars ma swoje słabsze momenty, ale dzięki niej poznałem całą twórczość Szkotki, która gra piosenki tak banalne, że aż ładne.
7/10 POZYTYWNA
Radio Epsilon:
Orion
Last Shark
Avatar użytkownika
EVENo
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 523
Dołączył(a): 9 października 2016, o 13:51
Lokalizacja: Siemianowice Śląskie
Płeć: Mężczyzna
GaduGadu: 666
Ulubiona płyta: New Jersey

Re: 2017: Muzyczne podsumowanie roku

Postprzez EVENo » 6 listopada 2017, o 21:27

Gorillaz – HUMANZ
Fani Gorillaz raczej nie polubili nowej płyty z prostego powodu. Występuje na niej tylu gości, że trudno nazwać to płytą Gorillaz, a raczej miksem przeróżnych wykonawców. Przy każdej kompozycji oczywiście pracował Damon Albarn, ale na marno szukać tu starego stylu, w którym głównie słychać śpiew postaci znanej jako 2-D. Animowani członkowie zespołu przestali grać, a zaczęli po prostu reprezentować projekt, np. w teledyskach. „Humanz” to po prostu kilka różnych piosenek, śpiewanych przez kilka różnych osób, ale wszystkie wyprodukowane przez jedną osobę. Płyta jest dokładnie tym, czego się spodziewałem, jest na tyle różnorodna i zwariowana, że trudno polubić ją całą. Ma po prostu piosenki lepsze i gorsze. Nie jest dla każdego, ale nie jest też dla nikogo. Bez problemu popada ze skrajności w skrajność. Trzeba przyznać, że to nietypowy projekt, który jednak nosi za sobą fajną atmosferę.
5/10 NEUTRALNA

Harem Scarem – UNITED
Harem Scarem jak mało który zespół potrafi przenieść mnie w świat wesołego „chórkowania”. Refreny ich piosenek powodują u mnie uśmiech na twarzy, a to jak prosto je się śpiewa udowadnia fakt, że nawet moi znajomi potrafią się tym zarazić. Tak, przeciąganie sylab to jedna z ulubionych rozrywek w historii ludzkości ;) Jednak ten cały oklepany schemat powtarza się na płycie „United” w koło Macieju, co sprawia, że choć każdy utwór brzmi jak rasowy singiel, to brak różnorodności nie pozwala na wystawienie wysokiej oceny.
6/10 NEUTRALNA

Warrant – LOUDER HARDER FASTER
Po zespole, który okres swojej sławy ma już dawno za sobą i od ponad 20 lat mało kogo obchodzi, nie spodziewałem się zbyt wiele. Muszę jednak przyznać, że nowa płyta grupy Warrant jest czymś więcej, niż przeciętniakiem i w pełni zasługuje na chwilę uwagi. Muzyka jest żywa i całkiem pomysłowa jak na tak oklepany gatunek muzyczny. Nic nadzwyczajnego tutaj nie znajdziemy, ale moim zdaniem „Louder Harder Faster” i tak daje nam więcej, niż się można spodziewać.
6/10 NEUTRALNA

Papa Roach – CROOKED TEETH
Papa Roach jest dosyć konsekwentny. Odkąd tylko pamiętam potrafili zachęcić mnie do siebie jedną piosenką, tylko po to, by zniechęcić następną. Nie inaczej jest na ich najnowszej, niespełna 34-minutowej płycie. Znajdziemy na niej typowe przeboje przemieszane z totalną miernotą. Cóż, wygląda na to, że choćbym nie wiem jak wiele singli tego zespołu polubił, nigdy nie będę ich fanem. W przyszłości prawdopodobnie ograniczę się do słuchania tylko tych piosenek, które grają w radiu. Cała reszta potrafi być niezwykle odstraszająca.
4/10 NEUTRALNA

Deep Purple – INFINITE
Z uwagi na wiek, powoli przestaje się ich nazywać legendami rocka, a dinozaurami. I choćby z samego tego faktu nie powinno się od nich oczekiwać rozbrajających płyt. Mimo to, Infinite trzyma niezwykle wysoki poziom. Oczywiście jest tu kilka mankamentów, Gillan jest już dziadkiem i czasem jego głos jest dziwnie „podkręcony”, a instrumenty wpadają czasem w niezrozumiały chaos, ale poza tym nie się czego czepiać. Jest bardzo składnie i stylowo. Na pewno nie zarzuciłbym panom z Deep Purple, że odcinają kupony za samą muzykę. Zarzuciłbym im to za cenę tej muzyki. Choć z drugiej strony, jeżeli to ma być ich ostatni album, to może faktycznie warto zapłacić ekstra.
7/10 POZYTYWNA
Radio Epsilon:
Orion
Last Shark
Avatar użytkownika
EVENo
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 523
Dołączył(a): 9 października 2016, o 13:51
Lokalizacja: Siemianowice Śląskie
Płeć: Mężczyzna
GaduGadu: 666
Ulubiona płyta: New Jersey

Re: 2017: Muzyczne podsumowanie roku

Postprzez EVENo » 10 listopada 2017, o 23:34

Linkin Park – ONE MORE LIGHT
Śmierć Chestera była tragedią nie mniejszą niż ta płyta. Nie jest prawdą, że została źle przyjęta tylko dlatego, że nie jest rockowa. Fani Linkin Park już nie raz doświadczyli gwałtownych zmian gatunku. Fakt jest taki, że na tym albumie nie ma wiele ciekawego. Melodie i efekty dźwiękowe są nudne i oklepane przez stacje radiowe od ładnych paru lat. A jeśli nie są nudne, to są po prostu irytujące. Podsumowując: płyta miesza dwa rodzaje popu. Jeden próbuje dorównać twórczości Michaela Jacksona, ale kiepsko mu to wychodzi. Drugi próbuje dorównać temu rodzajowi popu, którego osobiście mam serdecznie dość i robi to bardzo dobrze. A ogółem brzmi to jak 10 utworów, które ktoś już wcześniej wydał. Słabo.
3/10 NEGATYWNA

Nocny Kochanek – ZDRAJCY METALU
Gdy usłyszałem ich po raz pierwszy, pomyślałem, że nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z tak dobrym heavy metalem z polskimi tekstami. Szybko okazało się, że słowa piosenek też byle jakie nie są – specyficznie jajcarskie. Polubiłem ich jeszcze przed wakacjami, ale gdy przyszła pora na ich koncert na Przystanku Woodstock… czegoś takiego jeszcze na tym festiwalu nie doświadczyłem. No, ale to miała być recenzja płyty, a nie występu na żywo, więc krótko – świeży heavy metal w bardzo dobrym wykonaniu. Tak dobrym, że aż staniki wlatują na scenę.
8/10 POZYTYWNA

Paramore – AFTER LAUGHTER
O ile większości zespołów przejście w kompletny pop nie wychodzi na dobre, tak w przypadku Paramore można było spodziewać się zupełnie odwrotnych skutków. I tak też jest – nowa płyta jest po prostu rewelacyjna! Choć nie każdemu może spodobać się nowe, lżejsze i bardziej cukierkowe wcielenie zespołu, to moim zdaniem jest to dokładnie to, co powinno się z nim stać po kilku latach grania czegoś z pogranicza power popu z punk-rockiem. Bardzo ładny głos Hayley Williams miesza się tu z dźwiękami jakby wyciągniętymi z Crasha Bandicoota. Wszystko to bardzo przyjemne i zachęcające do zabawy. Co wyjątkowo dziwnie miesza się z nieco… depresyjnymi tekstami. Cóż, jeśli o mnie chodzi, After Laughter pozostawia na twarzy tylko uśmiech.
8/10 POZYTYWNA

Piotr Bukartyk – O ZGUBNYM WPŁYWIE WYŻSZYCH UCZUĆ
Nowa płyta Piotra Bukartyka nie mogła mi się nie spodobać, wszak ten pan nigdy nie napisał jeszcze utworu, którego bym nie lubił. Po raz kolejny przenosi on nas w świat prostej gitarowej muzyki dopełnionej świetnymi, żeby nie powiedzieć idealnymi wręcz tekstami. W utworze „O przyjaźni” przeszedł jednak samego siebie. Co za piosenka! Inne kompozycje też poruszają tak, jak żadne inne. Trudno oceniać muzykę, bo to nie o nią chodzi, a o uczucia, emocje, przemyślenia. I sam nie wiem, czy wieczór spędzony z Panem Piotrem bardziej mnie pociesza, czy zasmuca.
7/10 POZYTYWNA

Flogging Molly – LIFE IS GOOD
Flogging Molly nie dokonało żadnych rewolucji w swoim stylu i dzięki temu nowa płyta brzmi równie dobrze, co wszystkie poprzednie. Jak zwykle zaserwowali nam znakomitą mieszankę skocznego rocka z tradycyjnym irlandzkim folkiem. Bardzo dużo energii, ciekawych muzycznych rozwiązań i naprawdę dobrych, pogodnych tekstów. Słuchając tej płyty aż chce się cieszyć życiem.
7/10 POZYTYWNA
Radio Epsilon:
Orion
Last Shark
Avatar użytkownika
EVENo
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 523
Dołączył(a): 9 października 2016, o 13:51
Lokalizacja: Siemianowice Śląskie
Płeć: Mężczyzna
GaduGadu: 666
Ulubiona płyta: New Jersey

Re: 2017: Muzyczne podsumowanie roku

Postprzez REHABILEJKO » 12 listopada 2017, o 23:29

Ten rok w kwestii nowości minął mi raczej... jałowo.

Na plus na pewno niejaki Nocny Kochanek, który "Zdradzając Metal" poniekąd odświeżył stetryczałą i nieco skostniałą formułę. Fajnie się tego słucha. Gitary - choć reguły proste - pracują jak trzeba. Melodie wwiercają się w łepetynę (podobnie jak większość refrenów), ale nie zabrakło również mniejsca na troszkę czadu typowego dla dokonań Judas Priest. Bardzo pocieszny album.

Deep Purple niestety mnie zawiodło. Niezłe singlowe "Time For Bedlam" i "All I Want Is You" to za mało. Wieje niestety nudą i... starością. Szkoda.

Pochyliłem się również nad najnowszym dziełem kwartetu Nickelback... Aż dziw bierze, że Ci sami Panowie 20 lat temu nagrali tak mocarny album jak "Curb". Kiedyś był post-grunge zalatujący momentami KoRnem cy Tool. Teraz jest gitarowy pop. Dla fanów jak najbardziej - dla zwykłych Kowalskich - NIE.

Pewien znajomy "sprzedał" mi nowość w postaci One Desire... Niestety, wytrzymałem do 3 piosenki. Album tkwi gdzieś w zakamarkach twardego dysku i bliżej mu do spotkania z przyciskiem DEL niż do kolejnej wędrówki do moich uszu. Takie rzeczy trzeba lubić najwyraźniej. Albo taki rodzaj grania.

"Rise" SambOri z szacunku do Rycha przemilczę...

Linkin Park nigdy nie znajdował się choćby w szerokiej orbicie moich zainteresowań zatem ich ostatniego "dzieła" nawet nie tknąłem. Chestera szkoda - mi zaimponował współpracą ze Stone Temple Pilots. Szkoda, ze nie nagrali więcej tak dobrej muzyki.

https://www.youtube.com/watch?v=yQgiSAIzmHY

Spokojnej ;-)
Avatar użytkownika
REHABILEJKO
Little Bit Of Soul
Little Bit Of Soul
 
Posty: 18
Dołączył(a): 12 listopada 2017, o 22:52
Płeć: Nieokreślona
GaduGadu: 0
Ulubiona płyta: These Days

Re: 2017: Muzyczne podsumowanie roku

Postprzez prezes1 » 13 listopada 2017, o 11:36

O! Kolejne wcielenie starego znajomego! ;)
"Opinions are like assholes...Everybody has one!"
Avatar użytkownika
prezes1
Gdańsk Supporter
Gdańsk Supporter
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 2813
Dołączył(a): 4 maja 2010, o 23:48
Lokalizacja: Lublin
Płeć: Mężczyzna
GaduGadu: 0
Ulubiona płyta: These Days i NJ

Re: 2017: Muzyczne podsumowanie roku

Postprzez EVENo » 15 listopada 2017, o 17:01

Roger Waters – IS THIS THE LIFE WE REALLY WANT?
Jak podejść do tego albumu? Z jednej strony zachwyca, bo tak bardzo przypomina starych Floydów, z drugiej niczym nie zaskakuje, bo tak bardzo przypomina starych Floydów. To podobieństwo do „The Final Cut” jest zarówno największą zaletą, jak i przekleństwem najnowszego wydawnictwa Rogera Watersa. Można czuć się tym rozczarowanym, ale tak naprawdę to najlepsze, co mogło słuchacza spotkać. Świetne nawiązanie do najlepszych lat autora. W tekstach trochę za dużo rzucania mięsem, ale poza tym – magiczne doświadczenie.
7/10 POZYTYWNA

Rise Against – WOLVES
Choć Rise Against nie traci swojego charakteru i przyzwyczaił nas do tego, że ma piosenki na jedno kopyto, to jednak można odnieść wrażenie, że powoli schodzi z niego powietrze. Już poprzedniej płycie „czegoś” brakowało, spadek formy był zauważalny już przy „Endgame”, jednak tam wciąż było wiele dobrych piosenek. Teraz niestety zaczynają przeważać te średnie i tylko 2-3 utwory są godne zapamiętania. Reszta wpada jednym i wypada drugim uchem. Może i nadal jest całkiem dobrze, ale z pewnością lepiej wrócić do starszych, dobrze już nam znanych albumów, niż próbować przyzwyczaić się do nowego. Bo paradoksalnie, na tym nowym nie ma zbyt wiele „nowego”
6/10 NEUTRALNA

Nickelback – FEED THE MACHINE
Zdawało się, że kanadyjski zespół podniesie się po kiepsko brzmiącym „No Fixed Address” i wyda nieco mocniejszą płytę, ale po dobrze zapowiadającym się singlu, okazało się, że ta jest wyłącznie pseudo-mocna. Piosenki nie są złe, gdy przychodzi co do czego to łatwo je zanucić, ale fajne fragmenty mieszają się z miernymi. Momentami jest tak bardzo bez pomysłu, że można zacząć zastanawiać się po co w ogóle się tego słucha i wszystko ratują pojedyncze, lepsze momenty w partiach wokalnych. Dobry materiał jest tu bez ładu i składu zmieszany z śmieciami. To daje wrażenie, że mogło być dobrze, a nie jest.
5/10 NEUTRALNA

Kazik & Kwartet ProForma – TATA KAZIKA KONTRA HEDORA
Nigdy nie byłem fanem płyt Kultu z piosenkami Stanisława Staszewskiego i również „Tatę 3” początkowo przyjąłem dosyć chłodno, ale już przy drugim podejściu do tego albumu polubiłem go bardziej. Kwartet ProForma wykonał dobrą robotę komponując melodie. Te są proste i powtarzalne, ale potrafię zrozumieć, dlaczego Kazik właśnie z tą grupą, a nie z Kultem stworzył tę płytę. Nie będzie to z pewnością popularna opinia, ale dla mnie to chyba najlepsza część trylogii „Taty”. Wiadome było, że będzie inna, niż poprzednie, bo autorzy mieli do dyspozycji tylko teksty, a muzykę skomponować musieli sami. Moim zdaniem wykonali to zadanie wzorująco.
7/10 POZYTYWNA

Depeche Mode – SPIRIT
Co Depesze robią w moim podsumowaniu? Ano, okazali się nietrafionym prezentem urodzinowym. Nie powiem, dwa pierwsze single, w szczególności „Where’s The Revolution” bardzo mi się podobały, ale reszta płyty, nie dość, że nie w moich klimatach, to jeszcze dosyć żmudna i bez momentów, na które warto zwrócić uwagę. Jak na muzykę elektroniczną to może nie jest kiepski album, ale nie oferuje nic nadzwyczajnego.
4/10 NEUTRALNA
Radio Epsilon:
Orion
Last Shark
Avatar użytkownika
EVENo
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 523
Dołączył(a): 9 października 2016, o 13:51
Lokalizacja: Siemianowice Śląskie
Płeć: Mężczyzna
GaduGadu: 666
Ulubiona płyta: New Jersey

Re: 2017: Muzyczne podsumowanie roku

Postprzez EVENo » 20 listopada 2017, o 15:39

Royal Blood – HOW DID WE GET SO DARK
Wiele osób mających podobne do moich gusta muzyczne polecało mi i chwaliło ten zespół, ale niestety, przez długi czas do mnie nie przemawiał. Dziś też dupy nie urywa, choć podoba się bardziej, niż wcześniej. Na pewno jest tu zarówno potencjał na przeboje, jak i charakter alternatywnego rocka, więc trudno się dziwić sukcesowi, jaki osiągnął Royal Blood. To ciekawy zespół z ciekawym repertuarem i choć do końca mi nie podchodzą, będę im kibicował w przyszłości i sprawdzał kolejne dokonania.
6/10 NEUTRALNA

Cellar Darling – THIS IS THE SOUND
“Posłuchałem twórczości tego zespołu nie wiedząc nic na jego temat i pomyślałem – cholera, to brzmi jak każda piosenka Eluveitie, której nie lubię.” – ten komentarz przypadkowego internauty, choć się z nim nie zgadzam, chyba najlepiej opisuje to, czym jest Cellar Darling.

Rozpad grupy Eluveitie wydawał się złą wiadomością, ale w 2017 roku okazało się, że nic bardziej mylnego. Trójka osób, które opuściły zespół założyły Cellar Darling. Jest to rozwiązanie idealne, bo oddzieliło to mocne wcielenie Eluveitie (które w nowym składzie radzi sobie rewelacyjnie) od tego, które promowała Anna Murphy. Dziś wokalistka ma pełne pole do popisu i wykorzystuje je bardzo dobrze, tworząc typowy metal z kobiecym wokalem. Może płyta This Is The Sound nie ma w sobie niczego nadzwyczajnego, jest dosyć prymitywna i w połowie zapchana jest przeciętnymi kompozycjami, ale i tak lubię do niej wracać. Rzadko kiedy przypada mi do gustu metal z kobiecym wokalem, ale Ani dałem szansę i mi się spodobało. A przynajmniej podoba mi się, jeśli zapomnę jak kiepsko radzi sobie ona na żywo.
7/10 POZYTYWNA

Hinder – THE REIGN
Zespół Hinder rozpoczął swoją obiecującą karierę już kilkanaście lat temu i po trzech fajnych albumach zaczęli wydawać słabiznę. Później przyszedł czas na problemy z uzależnieniami wokalisty, co doprowadziło do zmiany frontmana. I wydawało się, że to dobije Hindera.
The Reign jest jednak solidnym materiałem, który daje zespołowi nadzieję na drugie życie. Na płycie nie ma fajerwerków, jakimi potrafili mnie zaskoczyć w swojej początkowej twórczości, ale kilka utworów może się spodobać na dłuższą metę. Jest bardziej zapamiętywalna od nowego tworu Nickelbacka, którego Hinder jest klonem. Można powiedzieć, że z nowym wokalistą wrócili do starego grania i robią to przyzwoicie dobrze. To pozytywne zaskoczenie, bo spodziewałem się, że płyta będzie chłamem, a tymczasem słucha się jej całkiem przyjemnie.
6/10 NEUTRALNA

Eluveitie – EVOCATION II – PANTHEON
Ci, którzy nie lubią death metalowego charakteru, śmiało mogą spróbować serii Evocation, którą grupa Eluveitie pokazuje swoje łagodniejsze, akustyczne wcielenie. Dla mnie to oczywiste, że jest to od tej pory moja ulubiona płyta grupy. W nowym składzie, ale w starym stylu, choć tutaj jeszcze bardziej klimatycznie, czyli celtycko. Utwory głównie instrumentalne lub skupiające się na instrumentach. Tam, gdzie pojawia się śpiew, jest on wykonywany przez nową wokalistkę, Fabienne Erni, której głos lepiej wpasowuje się w specyfikę zespołu. Czasem tylko Glanzmann coś krzyknie do mikrofonu ;) Całość pięknie złożona w spójny, ponad 50-minutowy materiał. Jeden z najlepszych i najbardziej wyróżniających się albumów koncepcyjnych jakie znam.
8/10 POZYTYWNA

Anathema – THE OPTIMIST
Byłem wniebowzięty, gdy wysłuchałem tego albumu po raz pierwszy. Być może przez to, że było późno, a ja jednocześnie grałem na konsoli i nie wsłuchiwałem się aż tak dokładnie, ale gra nie wymagała wielkiego skupienia i dźwięki wpadały mi nie tylko do ucha, ale i do głowy. Pomyślałem, że od dawna szukałem takiego brzmienia i na pewno sięgnę po wcześniejszą twórczość Anathemy, którą dopiero co poznałem.
Kolejne podejścia do albumu „The Optimist” nie były już jednak tak optymistyczne. To jest, płyta nadal mnie ciekawi i pokazuje swoją indywidualność, ale po czasie zauważam jednak to, co zauważam w większości progresywnych wydawnictw – momentami nudzi aż za bardzo. Mimo to, jest tu kilka świetnych utworów, które zachęcają mnie do bliższego poznania grupy, bo nawet jeśli połowa ich twórczości jest dobra, a połowa słaba, to dla tych kilkunastu perełek warto się zainteresować. „The Optimist” to nastrojowa płyta z wieloma rewelacyjnymi momentami.
7/10 POZYTYWNA
Radio Epsilon:
Orion
Last Shark
Avatar użytkownika
EVENo
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 523
Dołączył(a): 9 października 2016, o 13:51
Lokalizacja: Siemianowice Śląskie
Płeć: Mężczyzna
GaduGadu: 666
Ulubiona płyta: New Jersey


Powrót do Muzyka

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron