Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Warszawa, 12 lipca 2019 r., PGE Narodowy

Moderator: Mod's Team

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez 99-in-the-shade » 14 lipca 2019, o 15:15

Ja swoje wrażenia jeszcze składam w jakąś taką nieco dluższą i sensowniejszą niż "Omójborzeliściasty, mam znowu 15 lat" całość, póki co czytam tylko Wasze posty, ale chciałabym chyba na niektóre poodpowiadać już, bo inaczej moja "właściwa" wypowiedź będzie mieć z 5 kilometrów długości ;)

madm napisał(a):A, i jeszcze support. Słuchało sie dobrze, ale jak dla mnie wokalista za bardzo gwiazdorzył. Może jestem dziwny, ale wg. mnie nie powinien robić rzeczy, których z racji wieku Jon nie jest w stanie zrobić. Troche to wygladalo "patrzcie jaki jestem zajebisty, jak wyjdzie po mnie dziadek to za mną zastęsknicie". Ja nie zatesknilem. Jon nakrył go czapką.

Z tego co słyszałam, facet ma po prostu taki sposób bycia i śpiewania; osobiście odebrałam to raczej jako "wiemy, że jesteśmy tylko supportem, ale i tak zagramy dla Was na 100%". Wiem, że de gustibus... i tak dalej, ale ja tam ich kupuję :D

ts napisał(a):Nie zgadzam się z madm, że frontman gwiazdorzyl, robił koncert taki jaki uważał że będzie najlepszy i moim zdaniem wyszło, bo zrobił to co miał zrobić - rozgrzal mnie jako publiczność, a nie tylko wyszedł, odegrał swoje, zgarnął kasę i jeszcze kręcił nosem jak za przeproszeniem IRA :p

No dokładnie :D Tym bardziej, że Switchfoot też nie jest jakimś świeżym zespołem, ma już swoje lata na scenie, sporą bazę fanów i wyprzedaje się w innych krajach - a jakoś nie wyglądali, jakby bycie supportem im ujmowało czegokolwiek.

Jersey73 napisał(a):I jeszcze jedno...Amen to nie jest nudna piosenka. Spojrzałeś może w tamtej chwili na stadion, fanów...? :-)

Ujmę to tak: spojrzałam na stadion, fanów i wszystko, światełka wyglądały przegenialnie i zrobiła się świetna atmosfera, co nie zmienia faktu, że... też uważam "Amen" za nudne, ot taki zapełniacz jak "(You Want To) Make A Memory", którego na szczęście już nie grywają :D

Bon Jovi napisał(a):Poznałem w końcu Redakcje BonJovi.pl, jesteście super i wielcy, widać że robicie te wielkie akcje, bo kochacie muzykę Bon Jovi. Udało mi się porozmawiać z Yanni, z Ricky przy barze chwilkę jak niósł napoje, z Adrianem, z Damnedem chwilkę i z Mystery, oraz z wieloma mega fajnymi osobami, z Paniami że Śląska, jeszcze jedną Panią już pod koniec After Party i z fajnym długowłosym blondynem, który wybrał się na koncert zachęcony ceną 99 PLN, ale fajnie rozmawiającym.

Pozdrawia żeńska część pary ze Śląska (tej w koszulkach Cross Road) :D

Talia napisał(a):Hell yeah, nawet miałam koszulkę z solowej trasy Rycha, ale nastawienie próbowałam zmienić ;)

Aaaa, czyli czyżbym do Ciebie podbijała z pytaniem, skąd ta koszulka? :lol: Genialna :D
Ostatnio edytowano 15 lipca 2019, o 00:49 przez 99-in-the-shade, łącznie edytowano 1 raz
'A drifter I was meant to be with noone there for company.'
Avatar użytkownika
99-in-the-shade
Gdańsk Supporter
Gdańsk Supporter
Keep The Faith
Keep The Faith
 
Posty: 339
Dołączył(a): 6 listopada 2012, o 20:04
Lokalizacja: Zabrze / Chorzów
Płeć: Kobieta

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez monjovi » 14 lipca 2019, o 15:49

madm, jeśli dostałeś ode mnie z łokcia to wybacz, zapewne nie celowo, a wokal doprawdy wyborny :D Miałam przyjemność spędzić koncert z Panią MJ, były emocje, były śpiewy i to jakie, mimo braku sił i tak skakałyśmy. Ku mojemu zdziwieniu Amen wypada bardzo dobrze na koncercie, robi świetny klimat, a następnie Bed of roses, cos wspaniałego ;)

Cieszę się, że udało się w końcu poznać niektórych forumowiczów, bardzo było miło Was spotkać jak i całą resztę ponownie. Z nikim innym nie można pogadać tak bardzo merytorycznie i rzeczowo, na temat zespółu, jak z Wami ;-)

A Adrianowi gratuluję ponownie takiego sukcesu i doznania!

Szalony, niezapomniany weekend :D
[align=center]http://www.lastfm.pl/user/monjovi[/align]
Avatar użytkownika
monjovi
Gdańsk Supporter
Gdańsk Supporter
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 2549
Dołączył(a): 4 lutego 2006, o 12:48
Lokalizacja: Turek/Poznań
Płeć: Kobieta
Ulubiona płyta: New Jersey

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez LarysaBlanka » 14 lipca 2019, o 16:25

eNZu napisał(a):A flagę też było trochę widać
:) z perspektywy sceny było widać :ok:
eNZu napisał(a):tylko gdzie rozdawaliście kartki, bo żadnej nie widziałem w drodze na płytę]
Kartki leżały przy bramie nr 4, dosłownie na wyciągnięcie ręki, w pudełku, na takim wysokim, niebieskim pojemniku na śmieci, przykryte napoczętą paczką ciastek :lol: . Widziałam, że ludzie zabierali te kartki jak wchodzili. Ja miałam GAEE więc szybko stamtąd zniknęłam. Kurcze, to pewnie później ktoś nadgorliwy wywalił je do kosza ;[ wrrrrrr albo zrzucił gdzieś na chodnik, jak coś wyrzucał. :zly:
They say to really free your body, you gotta free your mind ;)
LarysaBlanka
It's My Life
It's My Life
 
Posty: 143
Dołączył(a): 2 czerwca 2013, o 18:30
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Kobieta

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez Damned » 14 lipca 2019, o 16:40

Wspaniały koncert. Zarówno frekwencja jak i atmosfera na stadionie były fantastyczne! Dużo lepiej niż w Gdańsku. Wiadomo, że wokal Jona lepszy już nie będzie, ale jego energia i zaangażowanie w show są w tym roku nieprawdopodobne.

Cieszę się, że mogłem poznać dziesiątki osób, które od lat (w rekordowym przypadku 18-stu) znałem jedynie z forum lub korespondencji, oraz pogadać dłużej z tymi, z którymi w Gdańsku rozmawiałem jedynie przez chwilę.

Gratulacje dla Adriana i całej ekipy BJ.pl za akcję z koszulką. Przyznaję, że nie byłem entuzjastą wręczania koszulki reprezentacji po raz drugi, ale mozaika ze zdjęć to było to, czego nam trzeba! Kapitalny pomysł i plan zrealizowany w 100%. Wstępnie, oceniam tą akcję 12/10 :D

Jako publiczność, zdaliśmy egzamin na medal i myślę, że następna trasa w Europie nie ma prawa pominąć Polski.
Avatar użytkownika
Damned
Gdańsk Supporter
Gdańsk Supporter
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 4929
Dołączył(a): 7 listopada 2012, o 04:16
Lokalizacja: Polska
Płeć: Mężczyzna
Ulubiona płyta: These Days

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez Talia » 14 lipca 2019, o 17:22

Dand napisał(a):
Talia napisał(a):No i jeszcze obczajcie mój podpis pod postem. Miało dotyczyć Ryśka, spotkało mnie :D Proroctwo milion!

Tez mogę się z tym spokojnie utożsamić. W ogóle mam bardzo podobne odczucia do tego co napisałaś.

Jadąc do Warszawy miałem się pożegnać z zespołem, przynajmniej w kwestii chodzenia na ich koncerty. Po tym show jednak jedyne o czym teraz myśle to kiedy kolejna trasa. Bez Sambory to nie to samo i już nigdy nie będzie tych emocji dzięki którym się zakochałem w tym zespole ale odpuścić jakikolwiek kolejny koncert w Polsce to byłby po prostu grzech.


U mnie niemal to samo, pojechałam jedynie, bo przyjaciółka ciągnęła. Pomyślałam, ok, pojadę, przecierpię i się z nimi ładnie pożegnam. Jak dobrze, że się to w ogóle nie sprawdziło!


99-in-the-shade napisał(a):
Talia napisał(a):Hell yeah, nawet miałam koszulkę z solowej trasy Rycha, ale nastawienie próbowałam zmienić ;)


Aaaa, czyli czyżbym do Ciebie podbijała z pytaniem, skąd ta koszulka? :lol: Genialna :D


Bardzo możliwe :D Jak tak się rozejrzałam, to byłam w zdecydowanej mniejszości. A niektórzy nie byli zachwyceni tą koszulką #shanks :rotfl:
I ain't quittin' - I'm just splittin' for awhile
Avatar użytkownika
Talia
Gdańsk Supporter
Gdańsk Supporter
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 692
Dołączył(a): 5 grudnia 2010, o 14:22
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Kobieta
Ulubiona płyta: These Days

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez kubas_782 » 14 lipca 2019, o 17:39

Jersey73 napisał(a):
a to ty jesteś Ela Zapędowska :-)))) Napisz do Przyjaciółki Elu albo Bravo Girl jeśli masz jakiś problem. A następnym razem może zostań w domu, włącz CD zamiast potem płakać, skomleć, narzekać.... Albo poproś tatusia to ci dołoży do biletu :-)

Jest tu jakiś admin, żeby takie prostackie ataki personalne moderować? Do tej pory myślałem, że panuje tu kultura wśród fanów BJ. Ja ze swojej strony kończę dyskusję, bo nie ma sensu czasu tracić na takie zaczepki.
kubas_782
Little Bit Of Soul
Little Bit Of Soul
 
Posty: 6
Dołączył(a): 4 stycznia 2019, o 22:51
Płeć: Nieokreślona
Ulubiona płyta: These days

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez Smolek » 14 lipca 2019, o 18:03

Wróciłem do domu. To były piękne dni! Najpierw koncert. Bon Jovi to wciąż petarda. Może wokal gorszy niż w Gdańsku i akustyka tragiczna. Ale energia Jona i zespołu, atmosfera na stadionie, emocje, zakręceni pozytywnie fani BJ, to jest po prostu magia. Rollercoaster to killer na koncertach, na albumie dla mnie jest wiele lepszych piosenek, ale na koncercie to petarda. Dostałem Bed of Roses, o którym marzyłem. It's my Life wyszło świetnie, a śpiewanie całego stadionu zrobiło wrażenie. Livin' to zawsze klasa sama w sobie, po prostu MAGIA. Ogólnie setlista miała 21 piosenek, czyli jeden song więcej niż Zurychu. Szczerze nawet w ogóle mnie nie przeszkadza, że nie było kilka piosenek więcej, bo zabawa była przednia! Akcja z koszulką mega wyszła, ten krzyk radości, gdy wyszedł Jon w naszej koszulce, to było coś bezcennego. Akcja z kartkami też wyszła dobrze, pomimo, że organizatorzy wszystko utrudniali.

Teraz to na co równie bardzo czekałem, czyli wreszcie spotkanie osób, z którymi pisało się przez tyle na łamach bonjovi.pl. Najpierw przed bramą nr.4, później na stadionie, na zlocie, i na wczorajszym spotkaniu. Spotkać Was, rozmawiać z Wami, i zabawami z Wami to była czysta przyjemność. Na żywo a pisanie online to coś zupełnie innego. I teraz nie wyobrażam sobie, żeby w przyszłym roku nie było kolejnego zlotu. Musi być kolejny zlot!

monjovi napisał(a):Z nikim innym nie można pogadać tak bardzo merytorycznie i rzeczowo, na temat zespółu, jak z Wami ;-)


Zwłaszcza o pewnym panu, który ma na imię John, a jego nazwisko rozpoczyna się od litery S. ;)
Avatar użytkownika
Smolek
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 2731
Dołączył(a): 26 kwietnia 2008, o 12:47
Lokalizacja: Hołowienki
Płeć: Nieokreślona

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez Agata BJ » 14 lipca 2019, o 18:44

Jersey73 napisał(a):a to ty jesteś Ela Zapędowska :-)))) Napisz do Przyjaciółki Elu albo Bravo Girl jeśli masz jakiś problem. A następnym razem może zostań w domu, włącz CD zamiast potem płakać, skomleć, narzekać.... Albo poproś tatusia to ci dołoży do biletu :-)

Na naszym forum każdy ma takie same prawo do wyrażania własnego zdania. Takie przytyki są więc zbędne. Każdy może mieć inne odczucia i może się nimi podzielić w kulturalny sposób ;)
19.06.2013 - Gdańsk
12.07.2019 - Warszawa

Kontakt: agata@bonjovi.pl
Avatar użytkownika
Agata BJ
Administrator
Administrator
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 4182
Dołączył(a): 16 września 2005, o 20:51
Lokalizacja: Lublin / Edynburg
Płeć: Kobieta
Ulubiona płyta: These Days

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez madm » 14 lipca 2019, o 19:00

Media też pozytywnie o koncercie. Na onecie jest długi artykuł. Podsumować go można: co Jon nie dociągnie głosem, nadrobi charyzmą z nawiązką. I to w sumie jest prawda ;)
It's my life!
Avatar użytkownika
madm
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 911
Dołączył(a): 28 listopada 2012, o 15:20
Lokalizacja: Rzeszów/Kraków
Płeć: Mężczyzna
Ulubiona płyta: NJ

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez 99-in-the-shade » 14 lipca 2019, o 19:28

Talia napisał(a):
99-in-the-shade napisał(a):
Talia napisał(a):Hell yeah, nawet miałam koszulkę z solowej trasy Rycha, ale nastawienie próbowałam zmienić ;)


Aaaa, czyli czyżbym do Ciebie podbijała z pytaniem, skąd ta koszulka? :lol: Genialna :D


Bardzo możliwe :D Jak tak się rozejrzałam, to byłam w zdecydowanej mniejszości.


Jak coś, to ja byłam tą jednostką w okularach na nosie i koszulce "Cross Road" na grzbiecie :D

Talia napisał(a):A niektórzy nie byli zachwyceni tą koszulką #shanks :rotfl:

Tego... #shanksout :lol: :lol: :lol:
'A drifter I was meant to be with noone there for company.'
Avatar użytkownika
99-in-the-shade
Gdańsk Supporter
Gdańsk Supporter
Keep The Faith
Keep The Faith
 
Posty: 339
Dołączył(a): 6 listopada 2012, o 20:04
Lokalizacja: Zabrze / Chorzów
Płeć: Kobieta

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez JonetteBJ » 14 lipca 2019, o 19:44

madm napisał(a):Media też pozytywnie o koncercie. Na onecie jest długi artykuł. Podsumować go można: co Jon nie dociągnie głosem, nadrobi charyzmą z nawiązką. I to w sumie jest prawda ;)

Jak komuś się nie chce szukać, to podaję link do wspomnianego artykułu ;)
https://kultura.onet.pl/muzyka/wiadomos ... ja/sykn3w6
...And I guess I'd rather die than fade away!
JonetteBJ
It's My Life
It's My Life
 
Posty: 169
Dołączył(a): 2 października 2017, o 14:07
Płeć: Kobieta
Ulubiona płyta: These Days

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez prezes1 » 14 lipca 2019, o 19:54

Ja tak na szybko bo jeszcze nie wróciłem. Potem może coś dłuższego stworzę.
Seta miała 22 piosenki a nie 21 jak pisze Smolek.
Moja żona też miała koszulkę Sambory, było ok, nikt nie opluł ani kamieniem nie rzucił... ;)
Koncert REWELACJA!!!
Prawie 50 tys.ludzi - Bomba!
Uszy mi parę razy zwiędły ale nie z powodu akustyki. Np. KTF nie dało się słuchać.
Kolejka po piwo w Porcie niezapomniana - myślałem że to do kibla początkowo.
I'll be back!
Over! :))
"Opinions are like assholes...Everybody has one!"
Avatar użytkownika
prezes1
Gdańsk Supporter
Gdańsk Supporter
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 3247
Dołączył(a): 4 maja 2010, o 23:48
Lokalizacja: Lublin
Płeć: Mężczyzna
Ulubiona płyta: These Days i NJ

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez Smolek » 14 lipca 2019, o 20:12

prezes1 napisał(a):Seta miała 22 piosenki a nie 21 jak pisze Smolek.


Ooo, a ja od czasu zakończenia koncertu byłem przekonany, że było 21 piosenek. I jeszcze każdemu mówiłem, że była jedna piosenka więcej niż w Zurychu. :glupek2:
Avatar użytkownika
Smolek
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 2731
Dołączył(a): 26 kwietnia 2008, o 12:47
Lokalizacja: Hołowienki
Płeć: Nieokreślona

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez imp » 14 lipca 2019, o 20:29

prezes1 napisał(a):Ja tak na szybko bo jeszcze nie wróciłem. Potem może coś dłuższego stworzę.

Mam wrażenie, że jutro/pojutrze to forum wybuchnie :)

Wywiad z Davidem przed koncertem.
https://muzyka.interia.pl/wywiady/news- ... mbed_linki
Nie wklejam w wywiadach z D. bo akurat ja popełniłam ostatni wpis w tamtym temacie. Lata temu :))
Avatar użytkownika
imp
Gdańsk Supporter
Gdańsk Supporter
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 1897
Dołączył(a): 7 stycznia 2011, o 14:50
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez FraterMajor » 14 lipca 2019, o 20:37

Już dochodzę do siebie po koncercie, a więc czas na obiecaną relację.

TLDR

Podczas wyjazdu dostałem więcej niż oczekiwałem wcześniej. Spełniłem jedno z marzeń swojego życia. Byłem pozytywnie zaskoczony formą zespołu i show, które przygotowali. Na końcu mojej relacji jest specjalny akapit poświęcony Redakcji Always, a także wszystkim tym, którzy kojarzą mnie jeszcze z czasów Fields Of Fire (nick Pivek o ile dobrze pamiętam) :)

Relacja właściwa
Pół roku przed koncertem

Do czasu koncertu należałem do tej grupy fanów, którzy doskonale znają repertuar zespołu, mają całą dyskografię (w tym dużo edycji specjalnych), sypią datami nagrań bootlegów z rękawa i... nigdy nie byli na koncercie zespołu na żywo, ani nie wkręcili się w społczeność fanów. Powody były różne: z jednej strony w dawnych czasach, kiedy były organizowane wyjazdy klubowe, zabrakło mi determinacji i odwagi, żeby pchać się w nieznane, a dodatkowo nie żyłem zbyt dobrze z ludźmi; z drugiej zaś strony, wiecznie brakowało mi pieniędzy i czasu, aby zrealizować nawet łatwiejsze marzenia, czyli np. zapisać się do Backstage With JBJ. Bardzo żałowałem, że nie mogłem pojawić się w Gdańsku i miałem poczucie, że ominęło mnie coś ważnego. Tak samo czułem się, kiedy w ostatniej chwili musiałem zrezygnować ze zlotu fanów, który był we Wrocławiu, bo rodzina mi się pochorowała. W tak zwanym międzyczasie zorientowałem się też, że straciłem coś bezpowrotnie: z zespołu odszedł Richie, Jon z każdym kolejnym rokiem tracił głos, a albumy od czasów Circle nie osiągały już takich pozycji na listach przebojów jak kiedyś. Jedyne, co w całej sytuacji było pozytywne, to że przez kilka lat zdążyłem się przekwalifikować i zacząłem zarabiać fajne pieniądze.

Kiedy pod koniec 2018 roku ogłoszono, że będzie kolejny koncert w Polsce, tym razem w Warszawie, to wiedziałem, że muszę coś z tym zrobić. Długo biłem się z myślami i analizowałem czego oczekuję od tego wydarzenia, a także kalkulowałem ile warto poświęcić na swoje marzenia oraz czy przypadkiem nie jest to ostatnia szansa zobaczyć swój ulubiony zespół na żywo. Najpierw pomyślałem, że wystarczy mi bilet gdzieś pod sceną. Jednak czytając opis pakietów VIP stawiałem sobie wymagania coraz wyżej, aż... pogadałem z Żoną, która nie była zachwycona ceną najdroższego pakietu, ale podeszła ze zrozumieniem do tematu :) W ten oto sposób najpierw stałem się członkiem Backstage With JBJ, a następnie – jak się później okazało: chronologicznie drugim - posiadaczem pakietu Ultimate, który kupiłem jak tylko odblokowano taką możliwość. Po kilku tygodniach bilet dotarł listem poleconym. Cały szczęśliwy odłożyłem bilet na półkę. Pozostało tylko czekać na jedno z moich życiowych marzeń. Bilet przelażał nietknięty przez całe pół roku, pomiędzy singlem Who Says You Can’t Go Home, a puszką po Coca-Coli z napisem Bon Jovi. :)

Bezpośrednio przed wyjazdem
Pod koniec maja zorientowałem się, że jestem strasznie zapracowany i nie miałem czasu zająć się przygotowaniami do koncertu. Zacząłem więc myśleć czego pragnę. Dotarło do mnie, że bardzo chciałbym mieć zdjęcia z członkami zespołu, ich autografy, a także chciałbym poznać wszystkich tych fanów z Polski, których do tej pory kojarzyłem wyłącznie z Internetu. Ucieszyłem się więc, kiedy Always ogłosił, że po koncercie będzie zlot fanów. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo byłem szczęśliwy wiedząc, że spotkam Was tam wszystkich. Wiedziałem też, że jedyna szansa na zdobycie zdjęć i autografów to starówka miasta, czyli trzeba było sobie zarezerwować czas przed koncertem i dzień wcześniej. Oprócz tego nie wiedziałem dosłownie NIC. Kiedy zespół przybędzie? Jak? W którym hotelu będą nocować (obstawiałem Mariott)? Czy będą chodzić po starówce? Razem czy osobno? Czy wystarczy siedzieć w jakimś miejscu i czekać czy można sobie jakoś dopomóc szczęściu? Postanowiłem przyjechać zatem w czwartek wieczorem, a wyjechać tuż po afterparty. Układając listę do pakowania zastanawiałem się na czym będę zbierać autografy. Wybór padł na Crush, od którego wszystko się zaczęło, oraz THINFS – jako najnowsza płyta i wizytówka obecnej trasy koncertowej.

11 lipca, czwartek
Do pociągu z Wrocławia wsiadłem o 14:20. Przed wyjazdem byłem strasznie zajęty i nawet nie znałem dokładnej lokalizacji pensjonatu, w którym wziąłem nocleg. Zdążyłem tylko zamówić koszulkę z odbiorem na miejscu (Droga Redakcjo – gorące dzięki za ogarnięcie tego tematu!). Jeszcze będąc w pociągu przeczytałem informację o nierejsowym samolocie z Zurichu, który wg przewidywanej ścieżki z FlightRadar miał być mniej więcej nade mną :) . Kiedy dojechałem do Warszawy byłem już też po obejrzeniu filmiku z lotniska – byłem szczęśliwy, że akcja z koszulką się udała, choć trochę niepocieszony, że sam nie pomyslałem aby się tam zjawić. No cóż – brak doświadczenia :) Poszedłem jeszcze na chwilę do Hard Rock Cafe i do Złotych Tarasów, bo ktoś rzucił info, że Hugh był tam widziany. Potem poszedłem już do SKMki, która zawiozła mnie kwaterę na Gocławek. Po zameldowaniu wziąłem najpotrzebniejsze rzeczy i jak najszybciej pojechałem na starówkę. Przejeżdżając przez Wisłę przeczytałem na Facebooku, że Mateusz upolował zdjęcie z Tico. Dzięki odbiciu w szybie wiedziałem, że wydarzenie miało miejsce gdzieś w okolicach Teatru Narodowego. Serce biło coraz szybciej, a emocje sięgały zenitu...

Najpierw podszedłem pod kolumnę Zygmnuta. Doszedłem jednak do wniosku, że nic dobrego mnie tam nie spotka i natychmiast ruszyłem na plac Piłsudskiego. Na Krakowskim Przedmieściu spotkałem Mateusza, który zamieścił selfie z Tico. Przywitałem się z nim pełen radości, że oto poznałem osobiście pierwszego fana, którego twarz kojarzę ze zdjęcia redakcji Always (Mateusz, jeśli to czytasz to mam nadzieję, że nie masz mnie za świra po tym przywitaniu. Po prostu nie wiesz jak się cieszyłem z tej chwili :) ). Chwilę później poznałem Adriana, który – o dziwo – kojarzył mnie jeszcze z czasów FoF. Pogratulowałem mu udanej akcji z koszulką. W tym momencie okazało się, że obok nas jest taksówka, która wg plotek wiozła Davida Bryana do resturacji. Po szybkiej akcji korupcyjnej znaleźliśmy się niewielką grupą fanów pod rzeczoną restauracją. Bez zastanowienia tam wtargnęliśmy. Chyba byłem zbyt przejęty chwilą, bo stojąc na korytarzu nie zauważyłem Davida, który – jak się później okazało – siedział 10 metrów ode mnie... na prośbę obsługi musieliśmy wyjść z restauracji. Nie poddaliśmy się jednak, zamówiliśmy jedzenie i picie wyczekując kiedy Dave wyjdzie. Spędziliśmy miło czas rozmawiając i poznając się z fanami, którzy w coraz większej ilości przybywali pod restaurację :) Udało mi się wspiąć na murek i zrobić zdjęcie Dave’a przy stoliku.
Obrazek

W międzyczasie okazało się, że Ci, którzy spędzili czas pod Hotelem Europejskim mieli więcej szczęścia. Jak grzyby po deszczu na Facebooku zaczęły się pojawiać zdjęcia z Philem, Johnem S., Obiem. A my ciągle byliśmy z niczym. W końcu pogadaliśmy z obsługą, która zapewniła nas, że przekaże prośbę o możliwość wzięcia autografu. Niestety... po chwili okazało się, że wystawili nas do wiatru i wyprowadzili Dave’a tylnym wyjściem. Rzuciliśmy się więc biegiem do hotelu, ale niestety – do 23 nikt z zespołu już nie wystawił nosa z hotelu, a przynajmniej nie zauważyliśmy.

Czwartek zakończyłem z poczuciem ogromnej frustracji i straciłem już nadzieję na autografy. Jedynym pozytywnym aspektem było poznanie kilku fanów: Adriana, Sebastiana, Mateusza. Chłopaki – jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi - dzięki za ten szalony i upojny wieczór :)

12 lipca, piątek przed południem
Mimo poczucia porażki postanowiłem realizować następnego dnia plan, który sobie założyłem. Pojechałem więc najwcześniej jak się dało pod Hotel Europejski i zameldowałem się tam już o 8:30. Na miejscu okazało się, że jestem sam. Biłem się z myślami co ja właściwie tam robię. Nikogo nie ma... stoję jak głupi pod hotelem z dwiema płytami, flamastrem i plecakiem... normalnie kosmos :)
Obrazek
Na szczęście chwilę później przyszła przemiła KM ze swoim mężem. Zjawiła się też niejaka Pamela :) We czwórkę było nam już raźniej. W końcu przyszła nam do głowy myśl, która okazała się absolutnie genialna w swojej prostocie. Któreś z nas zapytało „Właściwie to czemu stoimy przed hotelem zamiast usiąść sobie we foyer?”. Owocem tej decyzji było wejście jak nigdy nic do hotelu i zajęcie miejsc w fotelach. Ta decyzja okazała się jedną z najlepszych, jakie podjęliśmy.

Około 9:40 obok nas przeszedł jakiś starszy człowiek, ubrany w dres i czapeczkę baseballową. Włóczył nogami jakby uciekł z wycieczki geriartycznej – totalna demitologizacja bohatera. Na nosie okulary, siwe włosy. Twarz jednak była jakoś dziwnie znajoma... szybkie spojrzenia po nas... „Hugh...?”, „Nie, to nie może być on...”, „No mówię Wam, że to Hugh...”. Szybka decyzja – wstaję od stolika, podchodzę i zadaję pytanie płynną korporacyjna angielszczyzną „Excuse me, Hugh McDonald?”. Popatrzył na mnie ze spokojem i odpowiedział „Yeap, it’s me”. Ogromna radość w sercu. „I’m so happy we can meet. Wouldn’t you mind if I get your signature and photo with you?”. I nerwowe przeszukiwanie okładki Crusha w poszukiwaniu dobrego miejsca na podpis. Hugh szybko uświadomił mnie – „Probably you will not find my photo there”. “That’s right – I will get CD where actually you have first official photo”. Podałem mu THINFS, gdzie podpisał się obok swojego zdjęcia, a następnie zrobiliśmy sobie selfie :) Pierwszy sukces tego dnia. I pożegnanie. „Have a nice show at evening!”

Nie minęło 20 minut, a obok nas przechodzi jakiś znajomo wyglądający murzyn, ale w piżamie a nie dresie :). Tym razem nie było już dłuższego zastanawiania się. Szybka decyzja. „Excuse me, Everett Bradley?”. Uśmiech i potwierdzenie spowodowało znów mnóstwo radości. Podpis na THINFS w wolnym miejscu, selfie. 2:0 :) Znów pożegnanie. „Have a nice show at evening!” Niestety, chwilę później obsługa hotelu nas zdecydowanie wyprosiła. Czekaliśmy więc dalej przed hotelem licząc na trochę szczęścia. A ono nadeszło dość szybko :)

Okazało się, że tego ranka na spacer po Ogrodzie Saskim wybrał się Phil. Akurat trafiliśmy na moment kiedy wracał, a pod hotelem zebrała się większa grupa fanów. Phil chętnie rozmawiał, robiliśmy sobie z nim selfie, rozdawał autografy. Idąc za ciosem z dnia poprzedniego, kiedy Adrian namawiał go na Dry County, postanowiłem pójść tym śladem „Phil, we are hoping very much for Dry County during the show”. „Dude, me hoping too”. Odpowiedź wprowadziła nas wszystkich w wybitnie radosny nastrój :) 3:0

Wróciliśmy zatem pod główne wejście hotelowe i zastanawialiśmy się jak zwiększyć swoje szanse na spotkanie pozostałych muzyków. Okazja nadarzyła się sama. Przed bocznym wejściem pojawił się John Shanks wyraźnie czekający na kogoś. Parę metrów obok stała jednak obsługa hotelu. Szybka kalkulacja – zdecydowanym krokiem, ale z całkowitą kulturą wtargnąłem do hotelu. Zanim obsługa się zorientowała za mną weszła KM oraz parę innych osób. Bez żadnego owijania w bawełnę przeszliśmy do rzeczy. „John, we are happy we can meet you. Can you sign album please and can we take a selfie together?”. John był wyraźnie zmieszany i chyba nie był zadowolony z obrotu spraw. Płytą podpisał, ale na selfie był bardzo poważny. „John, you are very sad. What you will say for little smile?”. Drugie selfie już wyraźnie weselsze :) . Autograf zrobił obok zdjęcia Jona i postanowiłem to skomentować. "Signature near the boss? You are brave man!" :) Zdążyliśmy jeszcze pożegnać Johna kiedy wsiadał do taksówki. „Have a nice show on evening”. 4:0
Obrazek
Obrazek

W drzwiach pojawił się jeszcze Obie, ale tutaj obsługa hotelu była szybsza. Ze spokojem zapytałem czy pozwoąi mi jeszcze wziąć autograf i selfie. Ochroniarz hotelowy nie zostawił żadnych wątpliwości, że jestem już persona non grata :) Warto jednak było – cztery autografy i cztery selfie! Później jeszcze o 12:00 Mateusz przeprowadził wywiad z Philem, który po raz drugi tego dnia spotkał się z fanami. Spotkanie zaowocowało obszerną sesją zdjęciową.
Obrazek
Czekaliśmy jeszcze do 13:00 mając nadzieję na Dave’a albo Tico, ale nikt nowy już się nie pojawił. Jakaś pani miała też okazję pogadać z Obiem. Okazało się, że szef i tak mieszka w innym hotelu :) Na miejscu spotkałem jeszcze Alana, który bardzo mi pomógł w kwestii zrozumienia czego spodziewać się dokładnie po pakiecie Ultimate i jak on jest zorganizowany. Pozostało nam zatem już tylko udać się na koncert. Po drodze poszedłem jeszcze odebrać koszulkę i zostawiłem plecak w depozycie. Punkt 14:30 zameldowałem się pod bramą nr 5.

12 lipca, piątek po południu

Na miejscu paru szeryfów wśród fanów chciało wyraźnie oddzielić poszczególne grupy fanów z pakietami VIP. Na szczęście w każdej sytuacji z moim pakietem miałem scenariusz win-win :D Po chwili weszliśmy za bramę obiektu i ustawiliśmy się w kolejce. Za ogrodzeniem pod bramą nr 4 stała już kolejka fanów na płytę, gdzie dojrzałem Adriana oraz Frankiego, którzy rozdawali kartki na akcję z polską flagą na Wanted. Szybko podbiegłem do płotu. „Panie Redaktorze, dajcie mi 50 kartek szybko, to rozdam w sektorze VIP”. Po chwili mając kartki w ręku, po angielsku wytłumaczyłem grupie co i kiedy ma zrobić (Frankie, dzięki za tamten moment!). Obsługa zaprowadziła nas następnie na drogę dojazdową na płytę stadionu, gdzie dopiero 15:45 zaprowadzono nas za kulisy sceny. Na miejscu mieliśmy okazję obejrzeć sobie dokładnie produkcję od tyłu. W widocznym miejscu była wywieszona setlista z Dusseldorfu. Zacząłem się zastanawiać czy będzie to również plan na Warszawę.
Obrazek
Dodatkowo – ku mojemu szczęściu – po raz trzeci spotkałem Phila, a także nareszcie mogłem zrobić sobie selfie i wziąć autograf od Obiego. 5:0

Przez cały czas w grupie fanów gadaliśmy to po polsku, to po angielsku. Wymienialiśmy nasze doświadczenia, przesłuchane koncerty. Dziewczyny bardzo liczyły na taniec z Jonem na Bed Of Roses :) Niestety, z zapowiadanego cateringu były nic, ale na szczęście VIPy miały wystawione kartony z chipsami oraz colę z lodówki. Wziąłem trochę dla poznanych fanów oraz sobie na zapas, po czym zająłem miejsce tuż przy barierkach. Kątem oka widziałem na płycie Adriana i Bodzia. Nie czekając ani chwili dłużej na chwilę wyszedłem z sektora i przywitałem się z Bodziem. Nareszcie mogłem mu podziękować osobiście za to wszystko co zrobił dla sceny Bon Jovi w Polsce! Niestety, powiedział mi jak Live Nation przed koncertem potraktowało akcję kartek na Wanted. Aż mi się przykro zrobiło chłopaki – wiem ile serca w to włożyliście :placze:

Nareszcie nadeszła godzina 19:00 i zaczął się występ Switchfoot. Nie powiem – fajnie grali, ale zadziałała zasada inżyniera Mamonia z Rejsu: najbardziej podobają mi się melodie, które już znam. Nie potrafiłem specjalnie bawić się przy tej muzyce. W tej chwili olśniło mnie i przypomniałem sobie, że jeden z fanów na trasie w USA miał szczęście i pozwolono mu zaśpiewać całe Born To Be My Baby, a tak się składa, że też chętnie był któryś z hitów zaśpiewał :) Marzenie, marzeniem – nie czekając długo postanowiłem dopomóc marzeniu i na dwóch nadwyżkowych kartkach napisałem wiadomość do Jona.
Obrazek
W pogotowiu trzymałem też w kieszeni flamaster i THINFS razem z Crushem na następne autografy. Występ Switchfoot się skończył. Pozostało mi już tylko czekać na chwilę upragnioną od pół roku.

Równo 20:30 – ZACZĘŁO SIĘ! Niesamowite otwarcie koncertu z polskimi elementami, po czym zespół który wyskoczył na scenę... No i Jon! Po raz pierwszy mogłem zobaczyć człowieka na własne oczy!!! Nareszcie mogłem bawić się przy wszystkich tych utworach, o których tak długo marzyłem. Oglądałem mnóstwo koncertów i wiedziałem, że ta trasa – jak żadna wcześniej – jest starannie wyreżyserowaną produkcją i nie należy spodziewać się zmian w setliście. Mimo to nigdy nie zapomnę darcia się na „Coming hooooooooome” przy THINFS :D

Zaskoczyło mnie tempo produkcji – pomiędzy utworami praktycznie nie było żadnych przerw. Chwilę później zaczęły się dźwięki Raise Your Hands. Już oczami wyobraźni widziałem te ręce unoszone w rytmie refrenu. Petarda! :D

No i You Give Love A Bad Name. Pamiętam jak po akcji w klubie Lokomotywa jako fani mieliśmy poważne wątpliwości czy w Polsce na stadionie fani zaśpiewaliby słowa w przewidzianych przez zespół momentach. Potem Gdańsk na nagraniach rozwiał wszystkie wątpliwości. A teraz w Warszawie wzorem setek przesłuchanych bootlegów mogłem sam wydrzeć się na wszystkich refrenach :)

Potem kolejne utwory za utworami, które przynosiły dobre wspomnienia z kupowanych płyt – Lost Highway w edycji japońskiej, Have A Nice Day w dualdisc, Keep The Faith dorwane w dwupłytowej edycji specjalnej w antykwariacie w Berlinie... W międzyczasie, kiedy tylko spodziewałem się, że Jon będzie skupiał uwagę na naszym sektorze, unosiłem do góry moją wiadomość licząc na łut szczęścia :) I rzeczywiście – był moment, w którym Jon spojrzał dokładnie w naszą stronę, zmarszczył oczy rozczytując z daleka co mam napisane, a następnie nieco się uśmiechnął. Razem z grupką osób obok mnie byliśmy przekonani, że wiadomość jest przeczytana. Pozostało tylko czekać, czy zostanie zrealizowana. Potem Amen – słuchajcie: czy wy Wiecie jakie to wrażenie zrobiło na mnie oglądane spod sceny? CAŁY stadion rozświetlony latarkami z telefonów – COŚ NIESAMOWITEGO. A w międzyczasie już było Bed Of Roses, gdzie – ku niepocieszeniu sporej części żeńskiego aktywu obok mnie – fanka spełniająca kryteria wzrostu, biustu i koloru włosów była już wybrana przez ochronę chwilę wcześniej ;) Potem zaskoczenie – zamiast Blood On Blood z listy wywieszonej za kulisami poszedł Rollercoaster, którego jakoś nie darzę specjalną estymą.

Potem Jon, który powiedział „Czas wrzucić drugi bieg!”. Po wybijanym rytmie już wiedziałem, że na śpiewanie It’s My Life nie mam szans. Ale nie miało to już żadnego znaczenia – hit od którego wszystko się zaczęło poruszył stadion. Ludzie obok mnie skakali i darli się wniebogłosy :) Potem We Don’t Run co do którego mam wątpliwości, czy Jon podjął dobrą decyzję nie wyznaczając go na singiel. Przecież ten utwór to koncertowo-radiowa petarda! No i potem Wanted – też już wiedziałem, że nic nie zaśpiewam, ale podobnie jak wcześniej – nie miało to znaczenia. Zbliżając się do D-dur wieńczącego hymn miałem przed oczyma wszystkie serca kupione duetem Jon & Richie, którzy stali ramię w ramię obok siebie i przez wszystkie koncerty przez Wembley 95, Zurich 2000, New Jersey 2001 tak samo dawali świadectwo ogromnej więzi ich łączącej. Wszystko się zmieniło, skład zespołu, wokal Jona, czasy... ale Wanted dalej jest jakimś ponadczasowym hymnem, który spina wszystkie epoki przedsiębiorstwa pod tytułem Bon Jovi...
Obrazek

Jeśli przed chwilą był drugi bieg, to teraz już chyba należało powiedzieć, że trzeci ;) Jak tylko zabrzmiała pełna sekwencja akordów Lay Your Hands On Me z organów Hammonda, jako pierwszy z mojego sektora wydarłem się na cały głos refrenem i chyba udało mi się zachęcić sporo fanów obok mnie do podobnej aktywności :) W pogotowiu oczywiście telefon, sprawdzone ustawienia aparatu, płyta otwarta na właściwej stronie oraz flamaster z odczepioną zatyczką. Chwila niecierpliwości w oczekiwaniu na drugą zwrotkę i... Jon co prawda zszedł, ale na drugą stronę... ☹ Cóż za niesprawiedliwość zaszyta w różnicach w cenie biletu... :) Pomyślałem, że po drugiej stronie są prawdziwi szczęściarze, i to nie tylko w kwestii akurat tego koncertu, ale trasy w ogóle. Przecież często się już zdarza, że Jon nie schodzi do ludzi.

A potem Captain Crash, chyba moja druga ulubiona piosenka z mojego pierwszego albumu Bon Jovi. Zawsze chciałem na żywo powtórzyć to co widziałem na nagraniach – to machanie rękami lewo-lewo-prawo-prawo w tłumie :) Co za przeżycie! No i na koniec cudowna niespodzianka – cała czwórka wybiegła na front. Chociaż postanowiłem sobie, że będę tylko nagrywać THINFS i pierwszy utwór encore, aby nie psuć sobie zabawy, to tutaj nie wytrzymałem :) Wyciągnąłem aparat i zacząłem filmować to wydarzenie. A ponieważ chłopaki bez żadnej przerwy przeszli na moje ukochane I’ll Sleep When I’m Dead i Bad Medicine, to już za jednym zamachem nagrałem całość tego zestawu :) Cóż za energia kipiała z zespołu: Dave walący w klawisze, Jon i te jego dzikie ruchy przed ostatnią powtórką refrenu Bad Medicine. Myślałem przez chwilę, że to będzie wstęp do Shout, ale niestety nie... szkoda :)

Kiedy zespół zaczął I’ll Be There For You to oczami wyobraźni widziałem szczęśliwego Adriana, który dopiął swego – Jon założył na siebie prezent od fanów! Opłaciło się! Zwycięstwo! No i to śpiewanie „Łooooo-ooooo-ooooooo....”. Wydawało mi się, że czekałem na to całe życie. Oczywiście wiedziałem, że nieubłaganie zbliżamy się do końca. Przed nami już tylko Livin’. Oczywiście wiedziałem, że po koncercie mogą zdarzyć się różne ciekawe rzeczy, dlatego już w trakcie ostatniej piosenki poprosiłem na chwilę szefa ochroniarzy, którego znałem już z wycieczki za kulisami. Zapytałem go, czy dałoby radę po koncercie zdobyć oryginalną kartkę z setlistą, bo to jedna z największych pamiątek po koncercie. On popatrzył na mnie wzrokiem pełnym zrozumienia, sięgnął do tylnej kieszeni... i wyciągnął złożoną kartkę z setlistą, którą mi wręczył :) Słuchajcie – radości nie było końca. Nie doszliśmy jeszcze do finału Livin’ a już w kilka osób strzeliliśmy sobie z tą setlistą fotki w sektorze.
Obrazek
A ja już byłem bliski spełnienia. Niesamowity koncert, pięć selfie, pięć autografów, pakiet VIPa w torbie, cudowni członkowie fanklubu spotykani przez całe dwa dni... czego chcieć więcej?

Ukłony – z radością robiłem zdjęcie za zdjęciem :) Chłopaki odwalili kawał dobrej roboty. Byłem im tak wdzięczny. Spełniłem marzenie swojego życia.
Obrazek
Krótki spacer do depozytu, następnie do sklepu fanklubowego. Jakby radości było mało – upolowałem OSTATNI plakat z trasy, który ktoś chciał już kupić, ale się rozmyślił. Koszulkę już miałem, naszą fanklubową, chusta była w pakiecie VIP, plakat trzymałem w ręku, bluza i kurtka za droga, no to postanowiłem wziąć sobie baseballówkę :)

Pozostało już tylko iść na afterek. Kolejka do baru mnie zaskoczyła, a poza tym nie mieli jedzenia. Poszliśmy więc z KM i jej mężem na Orlen gdzie wszamałem soczystego hamburgera – pierwsz posiłek od śniadania (oprócz chipsów) oraz nadrobiłem braki w płynach (specjalnie się oszczędzałem, żeby nie iść do toalety). A na afterku niespodzianka za niespodzianką – poznałem wreszcie M.J. (strasznie Cię przepraszam, że nie dotarłem do knajpy w czwartek wieczór, ale tak bardzo chciałem zapolować na autograf – mam nadzieję, że rozumiesz :) ). Poznałem też Damneda – nareszcie osobiście :) Tyle razy planowaliśmy się zobaczyć na żywo i zawsze coś stało na przeszkodzie. Sdms też się pojawił :)
I ja tam byłem – miód i wino piłem... Niestety, o czwartej czas było się zbierać do Wrocławia. No i potem się okazało po południu, że chłopaki z fanklubu mieli świetny pomysł i dużo szczęścia – autograf na koszulce oraz na płytach od samego szefa... znowu pomyślałem, że głupio zrobiłem wracając tak szybko, ale cóż – znowu brak doświadczenia :) Chłopaki, tak bardzo się cieszę, że Wam się udało! Brawa dla Was!

Czy czegoś żałuję? Tak....
Żałuję, że 19 lat zajęło mi wybranie się na pierwszy koncert zespołu.
Żałuję, że 19 lat (nie licząc jednego przelotnego spotkania z sdmsem) zajęło mi spotkanie się z Wami – kochani koledzy i koleżanki
Żałuję, że wiele lat temu na FoF wszczynałem jakieś burdy o pietruszkę, które po latach są nic nie warte. Kompletnie nic. Droga Redakcjo, koledzy i koleżanki z tamtych czasów – jeśli ktoś z Was chowa jeszcze jakiś uraz to bardzo przepraszam :) Mam nadzieję, że będziemy się jeszcze razem wszyscy dobrze bawić. Bardzo też chciałbym się włączyć we wszystkie przyszłe akcje fanowskie, a jeśli będziecie chcieli, to również w dalsze utrzymanie i rozwój serwisu Always.
Żałuję, że przez tyle lat ani razu nie wsparłem Always choćby drobną kwotą na utrzymanie serwera. Obiecuję, że jak tylko przeprowadzę się do nowego mieszkania i odsapnę finansowo, to naprawię ten błąd jak najszybciej.
Żałuję, że nie udało mi się dotrzeć na afterek zanim nie zniknął Bodzio. Artur, jeśli to czytasz, to mam nadzieję, że jeszcze spotkamy się szybciej niż później! :)
Jesteście wszyscy niesamowici. Koncert koncertem, ale takie emocje jakie towarzyszyły mi przy wszystkich spotkaniach i ściganiu się po autografy i selfie, zbiera się tylko raz w życiu. Dziękuję za to wszystko co razem przeżyliśmy. Widzimy się na następnym koncercie lub zlocie!
Ściskam Was!
Ostatnio edytowano 17 lipca 2019, o 08:30 przez FraterMajor, łącznie edytowano 1 raz
2019-07-12 - Warszawa, Polska
Avatar użytkownika
FraterMajor
I Believe
I Believe
 
Posty: 51
Dołączył(a): 3 września 2007, o 22:28
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Nieokreślona
Ulubiona płyta: Bootlegi pro

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Dyskusja ogólna

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości