Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Warszawa, 12 lipca 2019 r., PGE Narodowy

Moderator: Mod's Team

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez Tomker » 18 lipca 2019, o 02:51

Adrian napisał(a):
prezes1 napisał(a): Wreszcie pogadaliśmy z Adrianem i żyjemy, do rękoczynów nie doszło. Można? Można... ;) :D

Bardzo miło mi się rozmawiało z Tobą jak i Twoja żoną. Szkoda tylko, że tak krótko :) Tomker wydaje się bardzo pozytywną osobą

No i nawzajem Adrian! Długo nie pogadaliśmy, ale chyba wystarczyło, żebym szczerze Cie polubił, Kikusia miala rację jesteś spoko Ziom! :) :ok:
Obrazek
Avatar użytkownika
Tomker
Gdańsk Supporter
Gdańsk Supporter
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 6317
Dołączył(a): 8 listopada 2012, o 22:23
Płeć: Mężczyzna
Ulubiona płyta: TD i AOTL

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez Tomker » 18 lipca 2019, o 02:55

no i jeszcze pozdrawiam Thalion, która wypięła się na nasze Forum, ale może Jej to ktoś przeczyta i zadzwoni z przeprosinami ;) a jak nie to już inaczej pogadamy! ;D
Obrazek
Avatar użytkownika
Tomker
Gdańsk Supporter
Gdańsk Supporter
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 6317
Dołączył(a): 8 listopada 2012, o 22:23
Płeć: Mężczyzna
Ulubiona płyta: TD i AOTL

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez M.J. » 18 lipca 2019, o 10:49

Tomker napisał(a):
M.J. napisał(a): Rozczarował mnie trochę kolega Tomker, bo na afterze nie zadał mi standardowego pytania - "Co znaczy M.J.?" :whoeva:

:D cieszę się, że jednak udało mi się Ciebie znowu zaskoczyć Mari! ;) BTW, dżentelmeński całusek w rączkę Twą byl pierwsza klasa, co? ;) Jak nie to sorry, poprawię się za nastepne 5 lat ;) hehh, Pozdrawiam serdecznie! :)



Do tej pory nie mogę otrząsnąć się z wrażenia :whoeva: ;)
His momma said he was crazy - he said 'Momma, I've got to try'.
Avatar użytkownika
M.J.
Gdańsk Supporter
Gdańsk Supporter
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 786
Dołączył(a): 2 listopada 2012, o 22:17
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta
Ulubiona płyta: These Days

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez Agata BJ » 18 lipca 2019, o 10:54

Tomker napisał(a):
Agata BJ napisał(a):
Afterparty! Niestety czas nie pozwolił mi na zabalowanie całą noc, tak jak niektórzy ;) Jednak ogromnie cieszę się, że mogłam Was zobaczyć! Niektórych po 6 letniej przerwie, innych po raz pierwszy. Alniac, Mystery, Damned, Kamila, Tomker (w końcu!)

.

no w końcu, w koncu!!! :) Świetna jesteś na żywo! ;D Chapeau bas! Wielka szkoda, że trwalo to tak krótko ;P

O łał, dzięki za miłe słowa :D Szkoda, że krótko - to jest zdanie, którym w ogóle mogłabym podsumować cały 12 lipca! Wszystko krótko i za szybko, aż szkoda, że nie można cofnąć czasu. Tak czy siak, gdy usłyszałam, że "o tam w kolejce stoi Tomker" to wiedziałam, że tym razem nie mogę odpuścić :D Mam nadzieję, że będzie szansa na dłuższe spotkanie w przyszłości.
19.06.2013 - Gdańsk
12.07.2019 - Warszawa

Kontakt: agata@bonjovi.pl
Avatar użytkownika
Agata BJ
Administrator
Administrator
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 4184
Dołączył(a): 16 września 2005, o 20:51
Lokalizacja: Lublin / Edynburg
Płeć: Kobieta
Ulubiona płyta: These Days

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez imp » 18 lipca 2019, o 12:05

Ja słówko o wrażeniach z czytania wątku 'wrażenia z koncertu'
Widzę efekt uboczny koncertu. Wszyscy są dla siebie mili, nawet jednostki, które kiedyś szły na noże :) Warszawa okazała się trochę rodzinną terapią grupową. :D
W ogóle świat jest piękny i wspaniały a jakieś drobne uwagi o LN, niedociągnięciach organizacji nikną w zalewie pozytywnych słów.

Co też to Bon Jovi robi z ludzi :whoeva:

ps. Adrian – raz jeszcze gratulacje.
Chyba znamy już laureata najbliższej edycji Forumowicza Roku.
Avatar użytkownika
imp
Gdańsk Supporter
Gdańsk Supporter
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 1897
Dołączył(a): 7 stycznia 2011, o 14:50
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez FraterMajor » 18 lipca 2019, o 15:51

imp napisał(a):Wszyscy są dla siebie mili, nawet jednostki, które kiedyś szły na noże :) Warszawa okazała się trochę rodzinną terapią grupową. :D

W moim przypadku refleksja przyszła kilka lat temu, ale rzeczywiście - dopiero Warszawa pomogła mi ją uzewnętrznić. Trochę inaczej też rozmawia się z tymi, których zna się już osobiście. :) Internet sam w sobie sprzyja nieludzkim zachowaniom (trollingowi - nazywając po imieniu :P :D )
2019-07-12 - Warszawa, Polska
Avatar użytkownika
FraterMajor
Patron www.bonjovi.pl
Patron www.bonjovi.pl
I Believe
I Believe
 
Posty: 61
Dołączył(a): 3 września 2007, o 22:28
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Nieokreślona
Ulubiona płyta: Bootlegi pro

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez 99-in-the-shade » 18 lipca 2019, o 21:28

Tomker napisał(a):
99-in-the-shade napisał(a): (...) Tomker (wręcz człowiek-legenda, dla mnie chyba największa niespodzianka afterparty :D)

Mega miło było móc Cię w końcu przywitac na żywo Ninety-nine! :) I nadal nie mam pojęcia jak to się stało, że nie starczylo czasu na dłuższą rozmowę! :O

To pewnie kwestia tego, że byliśmy na afterze dosłownie na dwa piwa (a co to są dwa piwa przy takiej ilości ludzi? :D), bo dość wcześnie rano musieliśmy się wymeldować. Ale następnym razem na pewno uda się pogadać dłużej :)
'A drifter I was meant to be with noone there for company.'
Avatar użytkownika
99-in-the-shade
Gdańsk Supporter
Gdańsk Supporter
Keep The Faith
Keep The Faith
 
Posty: 339
Dołączył(a): 6 listopada 2012, o 20:04
Lokalizacja: Zabrze / Chorzów
Płeć: Kobieta

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez aneeeczka » 19 lipca 2019, o 18:55

A ja mam pytanie- w ktorym hotelu spał Jon?????
Bo pojawiła się tu informacja we wspomnieniach chyba Pivka- że „szef” spał w innym hotelu:)
Pytam bo za cel życiowy postawilam mezowi zeby zabral mnie na weekend do hotelu gdzie spal Jon:) i zakladalam ze to europejski. Ale ta informacja zbiła mnie z tropu
aneeeczka
I Believe
I Believe
 
Posty: 50
Dołączył(a): 13 marca 2019, o 21:35
Płeć: Nieokreślona
Ulubiona płyta: Keep the faith

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez M.J. » 19 lipca 2019, o 21:30

imp napisał(a):Widzę efekt uboczny koncertu. Wszyscy są dla siebie mili, nawet jednostki, które kiedyś szły na noże :) Warszawa okazała się trochę rodzinną terapią grupową. :D


Po Gdańsku też tak było.
Nie martw się, minie. ;)
His momma said he was crazy - he said 'Momma, I've got to try'.
Avatar użytkownika
M.J.
Gdańsk Supporter
Gdańsk Supporter
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 786
Dołączył(a): 2 listopada 2012, o 22:17
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta
Ulubiona płyta: These Days

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez Frankie » 20 lipca 2019, o 21:02

To teraz w końcu moja kolej :)

SIŁA FANÓW SIŁĄ ZESPOŁU

Nadszedł w końcu ten moment, gdzie jedyne co pozostaje to spisanie wspomnień z tego pięknego, acz bardzo szybko przemijającego czasu, który dane mi było przeżyć w Warszawie, w ubiegłym tygodniu.
Było tyle nerwów i stresu czy to się wszystko uda, czy będziemy w ogóle jako fanklub organizować jakąkolwiek akcję fanowską podczas koncertu. Zdecydowaliśmy się mimo wszystko spróbować bo dziwnym by było całkowicie zrezygnować z powitania zespołu w stolicy naszego kraju.
Pamiętam jak na forum spontanicznie rozpoczęła się dyskusja na temat wręczenia koszulki Reprezentacji Polski. Pomysł, który finalnie przeobraził się w coś co już zawsze będzie kojarzone z warszawskim koncertem – projekt oryginalnej koszulki stworzonej przez nas wszystkich tj. fanów, którzy zdecydowali się przesłać zdjęcie i tym samym współtworzyć jej wzór.
Bardzo szybko minął mi czas od momentu ogłoszenia, że zespół odwiedzi Polskę, do kupna biletu i potem do koncertu. Być może ze względu na obowiązki służbowe, ale kto ich w naszej redakcji nie miał. Tym bardziej należą się brawa moim redakcyjnym koleżankom i kolegom za ogrom pracy, który razem wykonaliśmy.
Zaopatrzony w dwie koszulki ze specjalnie przygotowanymi nadrukami autorstwa Adriana obrałem kurs na Warszawę. Nawet pół godzinne opóźnienie autokaru nie mogło mnie wyprowadzić z dobrego humoru. Będąc już w stolicy i obierając kurs na stadion mijałem Hotel Europejski wtedy jedynie przypuszczając, że to może być miejsce zakwaterowania zespołu.
Pod Narodowym spotkałem ekipę redakcyjną z Rickym, który przywitał mnie słowami: ”jest ten, który nagrywa filmiki w pionie!!” 😊 (kto oglądał klip redakcyjny z zaproszeniem na koncert ten wie o co chodzi) Adrianem, Yannim i jego piękniejszą połówką Asią. Razem udaliśmy się do Portu Wisła, miejsca fanklubowego afterparty by przygotować lokal na to co się miało dzień później wydarzyć.

Utkwiło mi w pamięci stwierdzenie Rickyego podczas pokonywania drogi do Portu Wisła. Powiedział, że Bon Jovi mogli wybrać stadion Legii Warszawa to przynajmniej nie byłoby obaw o frekwencję. Gdyby tylko ktoś z nas wiedział wtedy co nas czeka dzień później na Narodowym….
W międzyczasie dojechał Szef Wszystkich Szefów razem z PePe i właśnie taką ekipą rozpoczęliśmy akcję pt. „wręczenie koszulki Jonowi”. Wiadomo było od początku, że jedyną szansą na powodzenie „#dressupJBJ” jest złapanie zespołu na lotnisku.
W międzyczasie wszyscy jeszcze raz sprawdziliśmy czy wszystko mamy, cyknęliśmy foty koszulki i butelki wódki od firmy Belvedere - specjalnie zaprojektowanej dla Jona i rozpoczęliśmy polowanie na samolot zespołu.
To był chyba moment największego napięcia podczas całego weekendu. Samolot to się pokazywał by w końcu całkowicie zniknąć z radaru, stać się nieaktywnym. Nie mogliśmy uwierzyć w to, że jednak cała akcja spali na panewce, że wysiłek wielu fanów, którzy nam kibicowali spełznie na niczym.
Pamiętam minę zrezygnowanego Bodzia i ponaglającego PePe kiedy siedząc w miejscówce chłopaków próbowaliśmy odszukać choćby strzęp informacji o locie. Rozważając różne za i przeciw w końcu ruszyliśmy na lotnisko.
Byliśmy tak zdesperowani, że Ricky zaproponował, żeby się rozdzielić i że sam przejdzie piechotą z jednego terminala do drugiego (odległość kilkudziesięciu kilometrów). Koniec końców jeździliśmy samochodem tak naprawdę nie wiedząc wiele więcej niż kilka minut wcześniej. Przełom nastąpił, gdy wprost ktoś zapytał ekipę kierowców, która czekała obok zaparkowanych samochodów naprzeciw wyjścia z terminala, czy zespół będzie wychodzić terminalem GA. Wtedy już wiedzieliśmy.
Atmosfera gęstniała z każdą minutą. Yanni z PePe co i rusz informowali, gdzie jest samolot. Że się zbliża, że już, że za moment... W końcu drzwi się zaczęły otwierać i poszczególni członkowie zespołu zaczęli po kolei wychodzić. Niestety żaden nie podszedł do nas dać sobie zrobić zdjęcie, a co najważniejsze przejąć prezenty.
Gdy nawet Obie O’Brien pozostał głuchy na nasze wołania, nadzieja naprawdę zaczęła gasnąć. Ktoś rzucił w naszym kierunku: „Panowie nie ma woli, nie ma woli…”
Ostatnim, który się pojawił był ten tak naprawdę najważniejszy członek zespołu. Teraz albo nigdy!!! Zaczęliśmy się drzeć ile sił w płucach „#dressupJBJ”!!! Machaliśmy kartkami. Robiliśmy wszystko by Jon zwrócił na nas swoją uwagę.
Jon z rozpędu podaną mu koszulkę chciał podpisać. Dopiero bodajże Adrian wytłumaczył, że to jest dla niego prezent. Wtedy dział się już istny Armagedon. Ludzie pchali się tak, że biedny Yanni prawie wpadł w stojącą donicę z kwiatami. Ricky zachowując zimną krew i niebywały refleks wcisnął jeszcze Belwedera do rąk jednego z ochroniarzy i tyle… Drzwi samochodu się zamknęły.

Ryk jaki dobył się z naszych gardeł był niesamowity. Bardzo prawdopodobne, że wyglądaliśmy co najmniej dziwnie z perspektywy wnętrza tych czarnych samochodów z przyciemnianymi szybami.

Wtedy ze wszystkich zeszło powietrze. Udało się!!! To co wydawało się stracone nagle stało się rzeczywistością. Ci z Was, którzy widzieli filmik z lotniska wiedzą o co mi chodzi.
Przy okazji osobista refleksja.
Stałem koło PePe, któremu udało się zrobić zdjęcie z wręczenia koszulki. Nie mogłem uwierzyć, że na wyciągnięcie ręki mam osobę, która dla mnie jest kimś więcej niż tylko muzykiem. Jego twórczość towarzyszy mi przez większą część mojego życia, w tych lepszych i tych gorszych jego momentach.
I oto jest. Stoi przede mną w tych swoich czarnych okularach. Poczułem się jakbym uczestniczył w teledysku do „Have A Nice Day”. Z natury nie jestem zbyt wylewny i zazwyczaj emocje trzymam w sobie, ale wtedy akurat nie mogłem powstrzymać radości, która mieszała się z niedowierzaniem. Koledzy redaktorzy są przyzwyczajeni do polowania na gwiazdy muzyczne. Ja tam byłem totalnym żółtodziobem. Bon Jovi u mnie zajmuje miejsce szczególne. Chłopaki zebrali autografy. Dla mnie o wiele więcej znaczyło to, że mogłem zobaczyć Jona na żywo z tak bliskiej odległości. Ten obraz zachowam do końca życia.
Wracając z lotniska mieliśmy poczucie spełnienia. Misję wykonaliśmy choć kosztowało to wiele nerwów i stresu. Prezent od nas fanów dla naszych idoli został przekazany. Nie wiem jak pozostali członkowie redakcji, ale ja czułem w tamtym momencie niesamowitą ulgę. Zważając na to jak trudno było cokolwiek zorganizować bez wsparcia organizatora dokonaliśmy praktycznie niemożliwego.
Siedząc tak wtedy na ławce i czekając na transport do Starego Miasta razem z PePe i Rickym powoli do mnie docierało co tak naprawdę się stało. Ten piękny projekt przygotowany przez nas samych – fanów został przekazany do rąk własnych samemu Jonowi Bon Jovi.

Podjeżdżając pod Hotel Europejski spotkałem starą dobrą znajomą Joviznę w wersji blond (zupełnie nic się nie zmieniłaś) ze swoją latoroślą i wielu innych fanów (znanych z forum i nie tylko) oczekujących na zespół, który zakwaterował się w tym imponującym miejscu.
Po chwili przywitania zdecydowałem, że potowarzyszę Rickyemu podczas grupowego międzynarodowego zdjęcia fanów, które miało się odbyć na Starym Mieście.
Idąc tak w stronę Zamku Królewskiego głośno się z Rickym zastanawialiśmy czy zespół może wyjdzie na miasto, czy będą chcieli zwiedzać starówkę. Wtem z mojej lewej strony wyprzedziło mnie trzech mężczyzn, z których dwóch było jakby dziwnie znajomych.
Tak!! To Tico i John Shanks zdecydowali się pozwiedzać Stare Miasto. Tico był wyraźnie zainteresowany detalami historycznej zabudowy Warszawy. Robił razem z Johnem zdjęcia. Rickyemu udało się potem zrobić fotę z Tico, co wcale łatwe nie było zważając na łysego ochroniarza, który odganiał fanów jak muchy.
Pozostali muzycy również zaczęli się pojawiać wokół hotelu: Obie O’Brien (dzięki Ewa za cynk), Phil X czy w końcu David Bryan. Wielu z sympatyków Bon Jovi miało szczęście zrobić sobie pamiątkowe selfie.
Po czatowaniu pod hotelem głupio było tak wcześnie kończyć ten dzień. Z grupą fanów udaliśmy się więc do knajpki „Marcinek Pub Cafe”, którą po tym warszawskim wyjeździe na stałe wpisuję do miejsc, wartych odwiedzenia. Duży plus za bardzo miłą atmosferę i właściciela, który sam ma muzyczną duszę. Umilał nam ten wieczór utworami Bon Jovi. Spotkanie okraszone rozmowami dotyczącymi naszego ukochanego zespołu zakończyło się grubo po pierwszej w nocy.
Dzięki wszystkim, którzy wytrwali do końca. :)

Jeszcze w trakcie spotkania i w drodze powrotnej do miejsc zakwaterowania niektórzy wyraźnie rozgrzewali gardła w oczekiwaniu na to co miało nastąpić już za kilkanaście godzin. Zaryzykuję stwierdzenie, że wtedy nikt kto nas mijał na Krakowskim Przedmieściu nie miał wątpliwości, fani którego zespołu tak świetnie się bawią 😊

W hotelu byłem ok. 3 nad ranem w dniu koncertu. Siedem godzin później kończyłem śniadanie, gdy zadzwonił telefon i Ricky stanowczym tonem kazał mi obrać kurs na stadion.
Co ciekawe nawet po tak udanej nocnej imprezie wcale nie czułem zmęczenia. Myślę, że już wtedy adrenalina zaczynała dawać znać o sobie.
Na stadion dojechałem z lekkim opóźnieniem. Zdążyłem jeszcze pomóc Rickyemu, Yanniemu i Adiemu przenieść czerwone kartki do akcji Wanted bliżej stadionu i się pożegnaliśmy. Chłopaki pojechali w stronę Hotelu Europejskiego. Ja tymczasem zostałem przy bramie nr 4 z jednym tylko celem – rozdać jak najwięcej kartek. W tym miejscu wielkie dzięki dla Smolka, którego udało mi się wkręcić do pomocy 😊
Na długo zapamiętam rozmowy z dziadkami z ochrony odnośnie możliwości przeniesienia kartek na stadion. Gdy okazało się, że będzie można wnieść tylko po jednym arkuszu zacząłem wątpić w powodzenie akcji widząc leżącą wielką stertę czerwonych ryz papieru. W ogóle panowała przed bramą taka dezinformacja, że trudno się było połapać. W kontrze do siwego Pana „obrączkująca” nas wszystkich dziewczyna powiedziała, że nie powinno być problemu z wniesieniem papieru. W tym miejscu podziękowania kieruję także w stronę Artura ze strefy VIP, dzięki któremu udało się przemycić przez kratę niemały plik kartek dla ludzi z sektora VIP.
Mimo tego stresu czy to wszystko wypali bardzo miło było stać tam pod bramą numer 4 i prowadzić dyskusje na temat prognozowanej selisty, długości koncertu, formy zespołu. Przez ten długi lipcowy weekend znów miałem to poczucie co sześć lat temu…tej wspólnoty, tego że jestem wśród swoich i że na te kilka dni mogę zapomnieć o troskach dnia codziennego. Liczyło się tylko to co miało za chwilę nastąpić – koncert.

W końcu udało się przejść przez bramki i skierowałem się prosto na stadion po drodze mijając jeszcze sklep z oficjalnymi gadżetami. Niestety plan z kartonami kartek trzeba było porzucić... Chwila spacerku tunelem i moim oczom ukazała się panorama Stadionu Narodowego z imponującą sceną. Mimo obaw o to, że będzie dużo ludzi i nie uda się zająć dogodnego miejsca nieopodal sceny, stosunkowo łatwo dostaliśmy się ze Smolkiem prawie do barierek oddzielających GA od Vipów. Widok miałem idealny, zarówno na scenę jak i na wybieg.
Jako osoba, która do tej pory nie miała okazji wizytować Narodowego muszę przyznać, że obiekt zrobił na mnie wrażenie.
Rozpoczęło się czekanie na support wypełnione rozmowami z fanami, którzy zajęli miejsca nieopodal mnie. W tym miejscu pozdrowienia dla Pippo, z którym uciąłem sobie miłą pogawędkę na temat kondycji AC Milan i Serie A.
Po chwili dyskusji i uzupełniania płynów naturalnie drogą, stadionową Coca-Colą, która tego dnia była jedynym źródłem orzeźwienia, rozpoczęła się rozgrzewka przed daniem głównym czyli Switchfoot.

Muszę przyznać, ze wcześniej poza jednym filmikiem na youtube nie miałem w ogóle styczności z ich twórczością.
Dali naprawdę energetyczne show. Wokalistę tak rozpierała energia, że pomyślałem, że jak dalej tak będzie skakać po tych barierkach to się w końcu połamie 😊
Trzeba im przyznać , że bardzo dobrze wywiązali się ze swojego zadania. Obiecałem sobie bliższe zaznajomienie z ich twórczością.

Po chwili krzątania się ekipy technicznej rozpoczęło się właściwe show. Wiele tutaj zostało już napisane na ten temat. Ze wszystkimi opiniami się zgadzam. To co uderzyło mnie od pierwszego wyjścia zespołu na scenę, a Jona w szczególności to ich niesamowita energia, która aż kipiała ze sceny.
Wcześniej co i rusz nerwowo rozglądałem się po stadionie mówiąc do siebie w duchu, że nie, to tak nie może być. Trybuny na pewno się zapełnią. Będzie dobrze.
W najśmielszych snach nie myślałem, że będzie nas niecałe 50 tys.!! Jon był tym przyjęciem jakie mu zgotowaliśmy wyraźnie poruszony. Czuł się jak u siebie.
Co najśmieszniejsze nawet jak już nie wyciągał czy lekko rozmijał się z melodią publiczność wyciągała, dośpiewywała za niego. Nie pozwoliła mu się choć na chwilę zatrzymać, oddając energię, którą czuła od zespołu i jego charyzmatycznego lidera.

Nie wierzyłem własnym oczom, gdy Jon robił głupie miny do aparatu sam sobie robiąc zdjęcia, czy wtedy jak zespół zatrzymał się w połowie wybiegu przeglądając się w telebimie jak w lustrze, mając za plecami ludzką falę bujających się w rytm Captain Crash rąk.

Było widać, że muzycy się świetnie czują, a uśmiech nie schodził im z twarzy. W Gdańsku też na początku było takie jakby próbowanie publiczności, niczym na początku walki bokserskiej. Bokser chce wyczuć z jakim przeciwnikiem ma do czynienia.
Wtedy na PGE Narodowym nikt z nikim nie musiał walczyć. Nikt nikogo nie musiał przekonywać do zabawy bo publika i tak szalała nawet w przerwach między utworami. Jedyne „ciosy” jakie miały miejsce to te markowane przez Jona w takt uderzeń niezmordowanego Tico.

Gdy za którymś razem odwróciłem się by zobaczyć jak wygląda zapełnienie stadionu, nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Oto bowiem moim oczom ukazało się morze ludzi wyśpiewujących każdą zwrotkę, każdy refren piosenek, które nam wszystkim towarzyszą w codziennym życiu.
Pięknie było wtedy znowu to poczuć. Poczuć to co poczułem sześć lat temu w Gdańsku. Tą specyficzną jedność z ludźmi poznanymi osobiście, znanymi z widzenia czy zupełnie obcymi. Jestem pewien, że czuliście to co ja. To uczucie, które tak naprawdę trudno opisać słowami. To poczucie, że oto tu i teraz siła muzyki jest niepowtarzalna. Sprawia, że problemy dnia codziennego, wszelkie niesnaski, złe momenty odchodzą w zapomnienie.

Autentycznie mnie zatkało gdy zobaczyłem jak pięknie rozbłysnął Narodowy podczas „Amen”. I to poczucie intymności pomimo ogromu stadionu... Uśmiechnąłem się do siebie słysząc jak wszyscy razem ze mną próbujemy ile sił w płucach wyciągnąć z Jonem przeciągle - Amen. Chcieliśmy mu wtedy pomóc. Zrobić co się da by czuł nasze wsparcie.
Pamiętam ten moment bodajże trzykrotnego rozpoczynania „Runaway” i ten donośny ryk publiczności za każdym razem, gdy David rozpoczynał klawiszowy wstęp.

To co się działo po pierwszych taktach „It’s My Life” to już było istne szaleństwo. Ludzie skakali, wyśpiewując tekst najgłośniej jak potrafią. Dla mnie ta piosenka też ma szczególne znaczenie bo to z nią ma bezpośredni związek mój forumowy nick 😊 Widzieć te tysiące rąk rytmicznie unoszonych ku górze na „Raise Your Hands”…, piękne wykonanie „Bed Of Roses” z Jonem wychodzącym do fanów i dyrygującym stadionem. Zawsze wywołujące u mnie ciarki „Wanted Dead Or Alive”, i to mimo braku Richiego Sambory, którego urodziny przypadały dokładnie dzień przed koncertem. Uważam, że zrobiliśmy jako fanklub wszystko by akcja z czerwonymi kartkami, mimo okoliczności, udała się jak najlepiej i na pewno w pewnej mierze efekt udało się osiągnąć.

Odrębny akapit trzeba poświęcić na to co działo się podczas bisów. Zespół długo nam kazał na siebie czekać. Czułem, że jestem cały mokry, że nogi odmawiają mi posłuszeństwa, ale z dokładnie taką samą niecierpliwością jak ludzie wokół mnie oczekiwałem bisów…Ta opowieść zaczęła się od przygotowywania projektu unikalnej koszulki, którą to my – fani stworzyliśmy. Pomysł genialny w swej prostocie, który już zawsze będzie kojarzyć się z koncertem w Warszawie. Pokazaliśmy, że jesteśmy w stanie się zorganizować i pozytywnie zaskoczyć zespół. Że razem mamy na tyle dużo siły i determinacji, żeby mimo przeciwności losu znaleźć sposób by ten prezent wręczyć Jonowi. By pokazać, że polscy fani są mu wdzięczni za jego muzykę.

Gdy w końcu chłopaki zaczęli po kolei wychodzić na bis zauważyłem, że Jon ma na sobie inną, białą kurtkę i białą koszulkę pod spodem. Zaczęli grać „I’ll Be There For You”, które akurat w tamtej chwili mogło trwać wieczność…
W pewnej chwili Jon rozchylił kurtkę i zobaczyłem to… po prostu kolejny raz mnie zatkało. Nie mogłem powstrzymać uśmiechu i wzruszenia… Tak!!! To była nasza fanklubowa koszulka. Tyle nerwów i pracy włożonej by ta chwila się urzeczywistniła nie poszło na marne. Przez moment byłem w innej rzeczywistości, a gromkie „Łoooo” intonowane przez niespełna 50 tys. ludzi niosło się po stadionie i rzeczywiście wtedy, w tamtej chwili mogło trwać w nieskończoność…

W takiej chwili mimo, iż nie byłem bezpośrednio w ten projekt zaangażowany, że to Adrian (chłopie wielki szacuni!!) to wszystko wymyślił, a Bodzio zadbał by nie ominęła nas jedyna szansa na wręczenie jej JBJ czułem dumę i wzruszenie, że mogłem w tym wszystkim uczestniczyć.
Byłem niesamowicie szczęśliwy, że się udało. Myślę, że nie tylko ja… że nie tylko redakcja, ale każdy kto to wtedy zobaczył był szczęśliwy, już niezależnie od tego czy przesłał swoje zdjęcie do projektu, czy tylko kibicował powodzeniu tej akcji.
Widzieć jak Jon pokazuje pozostałym członkom zespołu koszulkę było bezcenne. Był autentycznie pozytywnie zaskoczony, a może i nawet…zaryzykuje stwierdzenie…był wzruszony.

Mimo ogromnego zmęczenia, które już pod koniec koncertu dawało o sobie znać, najgłośniej jak potrafiłem razem z nieprzebranym tłumem fanów odśpiewałem „Livin On A Prayer” i koncert się skończył. Huczało mi w uszach…Ludzie wokół mnie zaczęli się rozchodzić. Płyta stadionu pomału pustoszała, a ja nie mogłem uwierzyć, że to już koniec. Wydarzenie, które jeszcze niedawno wydawało się tak odległe skończyło się w mgnieniu oka.

Warszawski koncert, tak jak ten gdański, miał swoją symboliczną klamrę. Tak jak na PGE Arena było to wykonanie „Always” na samo zakończenie koncertu, co niejako nawiązuje do nazwy naszego fanklubu, tak w Warszawie klamrę stanowiło założenie przez Jona naszej koszulki. Lepiej tego sobie nie mogliśmy wymarzyć.

Piosenki z „This House Is Not For Sale” świetnie sprawdziły się live. Publiczność wokół mnie szczególnie entuzjastycznie reagowała w refrenie „Rollercoaster”.
Trzeba przyznać, że oprawa koncertu to też najwyższa możliwa półka. Co prawda scena nie była aż tak mocno udziwniona jak przy Because We Can Tour, ale jakość obrazu wyświetlanego na telebimach to już prawdziwy majstersztyk. Trudno było dostrzec tzw. efekt pikselozy. Ekrany były jednym z bardziej spektakularnych elementów całego widowiska.

Dla mnie zakończenie warszawskiego koncertu było, w pewnym sensie, kalką zakończenia koncertu Bon Jovi w Gdańsku sprzed sześciu lat.
Powłócząc obolałymi nogami udałem się powoli do wyjścia ze stadionu. Po drodze natknąłem się na Agatę z redakcji. Dokładnie pamiętam, że w Gdańsku, oprócz Jovizny to właśnie z Agatą i Maćkiem dzieliłem się pierwszymi wrażeniami z koncertu i to jeszcze na płycie.
Słowa w tamtym momencie były zbędne. My po prostu wiedzieliśmy…Rzuciłem tylko: „niech mi ktoś powie, że oni nie są w formie” po czym jęknąłem widząc jak dużo schodów będę musiał jeszcze pokonać by wyjść…

Pokierowałem ekipę Agaty - ze średnim skutkiem 😊 – do Portu Wisła. Gdy tak staliśmy po piwo w jednej z najdłuższych kolejek w moim życiu, spotkałem Yanniego, Rickyego, Adriana i PePe. Później dołączył jeszcze na moment Bodzio. Widziałem u nich ten sam, charakterystyczny błysk w oku, który widzisz u osób mega zmęczonych i jednocześnie mega zadowolonych z osiągniętego celu.
To wszystko tak naprawdę nie miało prawa się udać, a jednak osiągnęliśmy to, co żeśmy sobie zakładali. W niektórych aspektach nawet przeskoczyliśmy poprzeczkę, którą sami jako redakcja sobie ustawiliśmy.
Pewnie, że akcja Wanted mogła być bardziej widoczna, ale operowaliśmy w specyficznych warunkach i jak na poruszanie się w wyznaczonych nam ramach uważam, że daliśmy radę.

Szczególne podziękowania dla rodziny Agaty, że zaparkowała samochód jakieś kilkadziesiąt kilometrów od stadionu. W drodze mieliśmy okazję spokojnie pogadać o minionych sześciu latach i wrażeniach z dopiero co zakończonego koncertu 😊

Dzień później była akcja „pożegnanie zespołu na lotnisku”, której efekt wszyscy dobrze znamy 😊
Było spotkanie fanów pod warszawską syrenką i kolejne imprezowanie w Marcinku, które upłynęło nam pod znakiem dzielenia się wrażeniami z koncertu. Wszyscy byliśmy zgodni co do jednego. Dawno Jon nie pokazywał tyle energii na scenie, a jego zachowanie było szczerze spontaniczne.
Gdy impreza przeniosła się do domu Rickyego liczba osób/fanów w pokoju prawdopodobnie była większa niż liczba metrów kwadratowych pomieszczenia 😊 Spotkanie upłynęło przy akompaniamencie słynnego występu Bon Jovi na Moscow Peace Festival, a jedną z „pamiątek” po tamtym wieczorze pozostał nowy wzór tapety w kuchni Rickyego. 😊

Te cztery dni, które dane mi było przeżyć były niezapomniane. Chciałem podziękować pozostałym członkom redakcji (Agata, Adrian, Bodzio, PePe, Ricky, Yanni) , za to, że mogłem w tym wszystkim uczestniczyć. Ekipa jesteście najlepsi i mam ogromne szczęście być wśród Was!!
Chciałem także podziękować wszystkim, z którymi dane mi było się spotkać, pogadać, zamienić parę zdań – (np. Kasia dumnie pokazująca bilet z autografami przed bramą Nr 4 😊). Dzięki także tym, których kojarzyłem z widzenia, którym rozdawałem kartki, z którymi tak świetnie się bawiłem w ten magiczny, piątkowy wieczór.
Pokazaliśmy, że w polskich fanach drzemie ogromna siła i determinacja. Wykazaliśmy się kreatywnością i uporem w osiągnięciu zamierzonego celu. Pięknie przyjęliśmy zespół w stolicy naszego kraju, a chłopaki odpłacili się nam niezapomnianym show.
Pokazaliśmy, że „siła fanów jest siłą tego zespołu”.

Za to wszystko pięknie Wam dziękuję.
Frankie
Everybody lies...but not about June 19th 2013, PGE Arena Gdansk and July 12th 2019, PGE Narodowy, Warsaw!!!
Avatar użytkownika
Frankie
Administrator
Administrator
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 938
Dołączył(a): 16 listopada 2006, o 17:48
Lokalizacja: Łódź
Płeć: Nieokreślona

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez Agata BJ » 21 lipca 2019, o 12:14

Franek cudna relacja! 😊 I fakt, momenty po koncercie w Gdańsku i w Warszawie były niemal identyczne 😉 Tak jak napisałam w swojej relacji - to już chyba nasza niepisana tradycja, że odnajdujemy się na płycie stadionu zaraz po koncercie 😊
19.06.2013 - Gdańsk
12.07.2019 - Warszawa

Kontakt: agata@bonjovi.pl
Avatar użytkownika
Agata BJ
Administrator
Administrator
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 4184
Dołączył(a): 16 września 2005, o 20:51
Lokalizacja: Lublin / Edynburg
Płeć: Kobieta
Ulubiona płyta: These Days

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez Collie » 21 lipca 2019, o 18:54

Frankie, przeczytałam Twoją relację na raz o 2 w nocy, wciągnęło mnie :brawo:
To i ja wtrącę swoje ,,trzy grosze", choć nie udzielałam się od jakiegoś czasu to jednak śledzę i czytam niemal wszystko. :D
Z niecierpliwością czekałam na kolejny koncert BJ w Polsce, pamiętam jak Live Nation zaczęło wstawiać posty na facebooku, które zwiastowały tylko jedno - ogłoszą koncert Bon Jovi! Tak też się stało, jednak kupno biletu odwlekło się u mnie w czasie, bo kupiłam 2 tygodnie przed koncertem. Nie chciałam się nastawiać, byłam jakoś przekonana, że i tak nic nie przebije Gdańska, ale im było bliżej, tym pojawiała się większa ekscytacja. Jednocześnie śledziłam fanowskie akcje i było mi przykro, że LN nie było w tym pomocne. Akcja z koszulką - coś niesamowitego, ale o tym napiszę na koniec. Przyjechałam w dniu koncertu, miałam pobudkę o 5 rano, wszystko było trochę chaotyczne, dotarłam pod stadion później niż chciałam. Najważniejsze jednak, że się udało. :P Przechodząc od razu do samego koncertu - to była magia. Jak już pisaliście, Jon był przepełniony taką energią, że nie było mowy, aby komuś się nie udzieliło. Zmęczenie odeszło na ostatni plan, a skakania, klaskania i śpiewania nie było miara, to było coś pięknego!
Między nami a Jonem była istna chemia. :D ''Bed of Roses'' i ''I'll there for you'' było spełnieniem moich marzeń (no może brakowało mi Blaze of Glory), ale nie spodziewałam się, że kawałki z najnowszej płyty tak mnie porwą.

Nic chyba nie przebije wyjścia Jona w koszulce, przepełniała mnie duma i radość jednoczenie, a przecież tylko podesłałam zdjęcia do projektu.
Wielkie podziękowania należą się wszystkim zaangażowanym w akcje, a dodatkowo dziękuję pomysłodawcom koszulki, osobom odpowiedzialnym za realizację tego niesamowitego projektu, bo na pewno wymagało to dużo roboty. Brawa dla całej redakcji - dokonaliście czegoś niemożliwego. Dzięki Wam mogłam poczuć się tego częścią. ;]
In a world that gives you nothing, we need something to believe in
https://www.instagram.com/qeeriefire/
Avatar użytkownika
Collie
Gdańsk Supporter
Gdańsk Supporter
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 510
Dołączył(a): 13 lutego 2013, o 13:35
Lokalizacja: Rzeszów
Płeć: Kobieta
Ulubiona płyta: Keep The Faith

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez kikusia28 » 21 lipca 2019, o 22:29

Frankie napisał(a):Przy okazji osobista refleksja.
Stałem koło PePe, któremu udało się zrobić zdjęcie z wręczenia koszulki. Nie mogłem uwierzyć, że na wyciągnięcie ręki mam osobę, która dla mnie jest kimś więcej niż tylko muzykiem. Jego twórczość towarzyszy mi przez większą część mojego życia, w tych lepszych i tych gorszych jego momentach.
I oto jest. Stoi przede mną w tych swoich czarnych okularach. Poczułem się jakbym uczestniczył w teledysku do „Have A Nice Day”. Z natury nie jestem zbyt wylewny i zazwyczaj emocje trzymam w sobie, ale wtedy akurat nie mogłem powstrzymać radości, która mieszała się z niedowierzaniem. Koledzy redaktorzy są przyzwyczajeni do polowania na gwiazdy muzyczne. Ja tam byłem totalnym żółtodziobem. Bon Jovi u mnie zajmuje miejsce szczególne. Chłopaki zebrali autografy. Dla mnie o wiele więcej znaczyło to, że mogłem zobaczyć Jona na żywo z tak bliskiej odległości. Ten obraz zachowam do końca życia.


Bardzo lubię, gdy faceci opisują swoje wrażenia ze spotkania z Jonem. Przez te 4 dni w Waw, nasłuchałam się tyle pięknych rzeczy na temat tego człowieka...normalnie miód na moje serce :)

Frankie super relacja!
kikusia28
Gdańsk Supporter
Gdańsk Supporter
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 1294
Dołączył(a): 26 maja 2008, o 22:49
Lokalizacja: Sosnowiec
Płeć: Kobieta
Ulubiona płyta: These Days

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez FraterMajor » 22 lipca 2019, o 13:36

Frankie napisał(a):Na długo zapamiętam rozmowy z dziadkami z ochrony odnośnie możliwości przeniesienia kartek na stadion. Gdy okazało się, że będzie można wnieść tylko po jednym arkuszu zacząłem wątpić w powodzenie akcji widząc leżącą wielką stertę czerwonych ryz papieru. W ogóle panowała przed bramą taka dezinformacja, że trudno się było połapać. W kontrze do siwego Pana „obrączkująca” nas wszystkich dziewczyna powiedziała, że nie powinno być problemu z wniesieniem papieru. W tym miejscu podziękowania kieruję także w stronę Artura ze strefy VIP, dzięki któremu udało się przemycić przez kratę niemały plik kartek dla ludzi z sektora VIP.


Dzięki Twojej oraz pozostałym relacjom nareszcie wyłania mi się całościowy obraz sytuacji. Podczas kiedy Wy już wiedzieliście, że akcja będzie miała małe szanse powodzenia, to ja byłem przekonany, że rozdawanie cały czas trwa i akcja rozkręca się w najlepsze. Mój rzekomy "przemyt" to był wyłącznie odruch serca i chęć włączenia się nią jak tylko zauważyłem, że w sektorze VIPowskim po prostu nie było nikogo wyznaczonego do rozdawania kartek. Akurat nadarzyła się okazja wziąć od Was cały plik, bo kazali nam czekać przy płocie, po którego drugiej stronie byliście Wy :) Dopiero post factum, już na płycie, dowiedziałem się od Bodzia o tym co zrobiło LN... szkoda gadać :placze:

Niemniej jednak miło przeczytać podziękowania. :) Ja wtedy po prostu czułem, że to mój fanowski obowiązek :D
Cieszy mnie też, że akcja ostatecznie się udała, choć w nieco mniejszym zakresie niż sobie wyobrażaliśmy. :)

BTW, że zacytuję Albercika z Seksmisji - "Ale miałem piękny seeeeen...."
Wczoraj mi się śniło, że udało mi się spotkać Jona na starówce siedzącego przy stoliku z kawą, ale aparat odmówił posłuszeństwa, a do tego zatyczka od pisaka nie chciała zejść. Mimo to obiecał, że spotkamy się na lotnisku, więc pojechałem tam... i się obudziłem.
Który to już stopień syndromu Jovi Addiction? Jest na to jakieś Bad Medicine? :whoeva:
2019-07-12 - Warszawa, Polska
Avatar użytkownika
FraterMajor
Patron www.bonjovi.pl
Patron www.bonjovi.pl
I Believe
I Believe
 
Posty: 61
Dołączył(a): 3 września 2007, o 22:28
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Nieokreślona
Ulubiona płyta: Bootlegi pro

Re: Warszawa 2019 - wrażenia po koncercie

Postprzez Agata BJ » 22 lipca 2019, o 14:33

FraterMajor napisał(a):
Frankie napisał(a):BTW, że zacytuję Albercika z Seksmisji - "Ale miałem piękny seeeeen...."
Wczoraj mi się śniło, że udało mi się spotkać Jona na starówce siedzącego przy stoliku z kawą, ale aparat odmówił posłuszeństwa, a do tego zatyczka od pisaka nie chciała zejść. Mimo to obiecał, że spotkamy się na lotnisku, więc pojechałem tam... i się obudziłem.
Który to już stopień syndromu Jovi Addiction? Jest na to jakieś Bad Medicine? :whoeva:

Niestety mam dla Ciebie przykrą wiadomość - to jest nieuleczalne. W tym się jest już na zawsze :D Jedyny lek to pozostanie w społeczności fanów, którzy podzielają objawy i mogą się z Tobą utożsamiać :D Piszę to po kolejnym już obejrzeniu wyjścia zespołu na scenę na PGE Narodowym z Warszawą na telebimach w tle.. i ze łzami w oczach, że dożyłam takich widoków. Także pozdrawiam współchorego z tej samej sali dla opętanych ;) THERE AIN'T NO DOCTOR THAT CAN CURE MY DISEASE!
19.06.2013 - Gdańsk
12.07.2019 - Warszawa

Kontakt: agata@bonjovi.pl
Avatar użytkownika
Agata BJ
Administrator
Administrator
Have A Nice Day
Have A Nice Day
 
Posty: 4184
Dołączył(a): 16 września 2005, o 20:51
Lokalizacja: Lublin / Edynburg
Płeć: Kobieta
Ulubiona płyta: These Days

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Dyskusja ogólna

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron